Marcin Kryska, 33-letni właściciel firmy internetowej, działacz m.in. stowarzyszenia Lotnisko dla Łodzi, mówi o sobie "społecznik".
W czwartek na osiedlu Widzew, gdzie mieszka, zobaczył z okna źle zaparkowany radiowóz straży miejskiej - niemal na środku skrzyżowania. Zdenerwowało go, że ktoś, kto ma pilnować przestrzegania prawa, łamie je.
- Zacząłem robić zdjęcia z okna - opowiada. - Potem zszedłem poszukać funkcjonariuszy, by zwrócić im uwagę. Znalazłem ich w sklepie spożywczo-mięsnym, gdzie kupowali sobie napoje. Bo po to właśnie przyjechali. To też sfotografowałem.
Kryska zdjęcia z tekstem wysłał do serwisu
Alert24. Wyczyny łódzkich strażników mogła obejrzeć w internecie cała Polska.
W piątek rano ten sam radiowóz nr 137 raz jeszcze podjechał w to samo miejsce. Tym razem
auto strażników zablokowało cały pas jezdni tuż przed skrzyżowaniem. - Nie wiem, czy zrobili to specjalnie, ale udało im się mnie sprowokować. Znów zrobiłem zdjęcia, znów zbiegłem na dół kapciach. Ucieszyli się, gdy mnie zobaczyli. "Czekaliśmy na ciebie" - usłyszałem.
Strażnicy wykręcili Krysce ręce na plecy i zakuli w kajdanki. Potem zawieźli na widzewski komisariat. Podstawa zatrzymania? "Obawa ucieczki i zatarcia śladów" - napisał w protokole policjant.
Cztery godziny później Kryska usłyszał prokuratorski zarzut z artykułu 226 kodeksu karnego: "Kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".
- Nikogo nie znieważyłem. Słyszałem, jak strażnicy zeznawali na komisariacie, że zwróciłem się do nich: "Jak parkujesz, k...". Poproszę w sądzie o przedstawienie świadków przez strażników, bo całe oskarżenie opiera się na ich zeznaniach. A przecież podobno znieważyłem ich publicznie, więc ktoś powinien to słyszeć. Dla mnie jest to ewidentna zemsta strażników za publikację ich wyczynów w internecie. Bo co patrol dwa dni z rzędu robił pod mięsnym? Nie ma tam handlarzy z pudełkami, którym można wlepić mandat, nie zakładali też blokad samochodom - mówi Kryska.
Radosław Kluska, naczelnik wydziału dowodzenia straży miejskiej w Łodzi, przedstawia inną wersję wydarzeń: - Pierwszego dnia zaparkowali trochę niefortunnie i zostaną za to ukarani przez komendanta. Jak? Jeszcze nie wiem. Ale następnego dnia strażnicy zostali znieważeni przez tego pana. Był agresywny, nie chciał się wylegitymować. Został więc zatrzymany i przewieziony na komisariat. Tak, w kajdankach. Mamy do tego prawo.
"Gazeta": Co strażnicy robili tam na patrolu drugi dzień z rzędu?
- Mieli tam swoje czynności do wykonania, a pod sklep podjeżdżali po
śniadanie - mówi Kluska.
"Gazeta": Dlaczego drugiego dnia znów zaparkowali nieprawidłowo w tym samym miejscu? A może to była prowokacja z ich strony, by zemścić się na Marcinie Krysce?
Kluska: - Według moich informacji drugiego dnia zaparkowali według przepisów.
Kryska: - Na moich zdjęciach widać, jak strażnicy zaparkowali.
Teraz sprawa trafi do sądu rejonowego.