Rząd zdecydował wczoraj, że kobiety nie będą musiały udowadniać urzędnikom, że od co najmniej 10. tygodnia ciąży były pod opieką lekarską. - Teraz projekt zmienionej ustawy powinien jak najszybciej znaleźć się w Sejmie, a potem my wydamy rozporządzenie - mówi "Gazecie" Bożena Diaby z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
"Gazeta" dwa tygodnie temu alarmowała, że absurdalny przepis, który obowiązywał od 1 listopada zeszłego roku, zamyka niektórym matkom drogę do becikowego. Tym, które były pod opieką lekarza później niż od 10 .tygodnia ciąży. A taki wymóg stawiał dotychczasowy przepis. Becikowe (1 tys. zł) dostawały tylko te, które przyniosły do ośrodków pomocy społecznej zaświadczenie, że lekarz prowadził ciążę od co najmniej 10 . tygodnia.
Wiele kobiet o ciąży dowiadywało się dopiero w 12.-14. tygodniu. Inne, gdy wiedziały nieco wcześniej, czekały na przyjęcie do ginekologa tygodniami. Są i takie kobiety, które w ciążę zaszły przed wejściem w życie przepisów, a dziecko urodziły po 1 listopada i nie wiedziały, że zaświadczenie od lekarza jest konieczne. Z tych powodów wielu kobietom nie wypłacono becikowego.
Resorty pracy i zdrowia - współautorzy przepisów - po naszych publikacjach zdecydowały, że kobiety nie będą musiały dostarczać ośrodkom pomocy społecznej (wypłacają becikowe) zaświadczeń, że najpóźniej od 10. tygodnia ciąży były pod opieką lekarską. Jedyny warunek: musi być jedno zaświadczenie bez względu na okres ciąży.
- Zwyciężył zdrowy rozsądek - komentuje dla "Gazety" Wanda Nowicka, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która razem z "Gazetą" apelowała o zmianę przepisów.
Przepis o 10. tygodniu zawieszono na dwa lata. W tym czasie resorty zdrowia i pracy zamierzają przeprowadzić kampanię informacyjną, by zachęcać kobiety w ciąży do jak najwcześniejszych i najczęstszych wizyt u lekarza.
Źródło: Gazeta Wyborcza