Świadek to Grzegorz Maj, były szef zespołu prawnego w Totalizatorze Sportowym. Komisja wezwała go, bo jego nazwisko jest w słynnej analizie CBA z czerwca 2007 r. na temat nieprawidłowości w pracach nad ustawą hazardową. Według dokumentu ustawę nowelizowano pod dyktando Totalizatora, a jego przedstawiciele (wśród nich Maj) zasiadali w zespole Ministerstwa Finansów, który tworzył ustawę.
Posłowie PO uważają, że było to niedopuszczalne, bo podmiot, który jest zainteresowany kształtem ustawy, nie powinien jej współtworzyć. W analizie jest też zdanie, że Maj i prezes Totalizatora Jacek Kalida "zamykali usta" urzędnikom resortu finansów, którzy byli przeciwni narzucanym przez nich zmianom.
Maj był wczoraj oburzony tymi zarzutami. Przedstawiał się jako ideowiec, który do pracy w Totalizatorze przyszedł ze stowarzyszenia Fair Play walczącego o równe prawno dostępu do zawodów prawniczych. Tam dostrzegli go politycy
PiS. Po wyborach w 2005 r. zaproponowano mu kierowanie zespołem prawnym Totalizatora. W oświadczeniu złożonym przed przesłuchaniem Maj podkreślał, że Totalizator jest spółką skarbu państwa, dlatego brał udział w pracach w resorcie. - Moim zadaniem było zgłaszanie propozycji korzystnych dla budżetu państwa - oświadczył.
Jako "krzywdzące i naruszające dobre imię Totalizatora" określił informacje, że proponowane obniżenie podatków od nowej formy hazardu - wideoloterii - miało być korzystne dla obsługującej Totalizator prywatnej spółki GTech. - Nie jest pewne, że akurat ta firma miałaby realizować to przedsięwzięcie - mówił.
Maj zaprzeczał, że to on pisał w Totalizatorze projekt ustawy. Gdy posłowie pokazali mu dokument, z którego wynikało, że jednak pisał, oświadczył, że to musi być pomyłka. Najbardziej zdenerwował się na Jarosława Urbaniaka (PO), który odczytał mu jego pismo, że obsługę wideoloterii może realizować tylko GTech. - Użył pan wobec mnie sformułowań, które są obraźliwe, naruszają moje dobre imię. Kiedyś takie kwestie regulował kodeks Boziewicza, dzisiaj nie obowiązuje, zresztą dotyczył ludzi honorowych - mówił do posła, zapowiadając, że poda go do sądu. Również zapisy analizy CBA uznał za "pomówienie i kłamstwo". Zapowiedział, że autorkę dokumentu (funkcjonariuszkę CBA) też pozwie.
Dzisiaj przed komisją staną były premier Leszek Miller (rząd
SLD w latach 2001-05) oraz posłanka
Anita Błochowiak. Opowiedzą o pracach nad ustawą w czasie rządów ich partii.
A jutro zeznania jednego z najważniejszych świadków - biznesmena branży hazardowej Ryszarda Sobiesiaka. Od nagranych przez CBA jego rozmów z politykami PO Zbigniewem Chlebowskim i Mirosławem Drzewieckim zaczęła się w 2009 r. afera hazardowa.
Razem z Sobiesiakiem miał zeznawać jego partner biznesowy Jan Kosek. Powiadomił jednak komisję, że nie jest w stanie przyjechać do Warszawy z powodu wyczerpującej chemioterapii. Prosi o przesłuchanie w Krakowie lub przez wideołącze.
Prokuratura zbada przeciek do "Rzeczpospolitej" Prokuratura Okręgowa w Olsztynie zbada, w jaki sposób fragmenty przesłuchania Ryszarda Sobiesiaka dostała "Rzeczpospolita" - zdecydowała wczoraj Prokuratura Krajowa. Przeciek nastąpił ze śledztwa dotyczącego innego przecieku do "Rz" - stenogramów z podsłuchów CBA. Sobotnia "Rz" ujawniła fragmenty zeznań, które Sobiesiak złożył 6 stycznia. Zwróciła uwagę, że w kilku miejscach jego wyjaśnienia różnią się od zeznań polityków PO przed sejmową komisją. Praska prokuratura zaprzeczyła, by miała związek z publikacją. - Działania olsztyńskiej prokuratury nie będą nakierowane na dziennikarzy - powiedział minister sprawiedliwości prokurator generalny Krzysztof Kwiatkowski. - Prokuratorzy mają za zadanie ustalenie, kto, łamiąc tajemnicę śledztwa, materiały dziennikarzom przekazał.