http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Julia Tymoszenko nie uznaje porażki

Mariusz Zawadzki, Kijów
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 19:19

Od przegranej w niedzielnych wyborach prezydenckich premier Ukrainy zniknęła bez śladu. Ale jej ludzie ogłosili za to, że zamierzają zaskarżyć wybory w 1000 komisji wyborczych

Ostatni raz widziano panią premier w niedzielę w nocy, kiedy pospiesznie opuszczała swój sztab w kijowskim hotelu Hyatt. - W jakim pani jest nastroju? - krzyczeli dziennikarze. - W bojowym - rzuciła im Tymoszenko, wsiadła do limuzyny i przepadła jak kamień w wodę.

W poniedziałek komisja wyborcza potwierdziła, że wybory wygrał przywódca opozycyjnej Partii Regionów Wiktor Janukowycz, który dostał 49 proc. głosów, o 3,5 proc. więcej niż Tymoszenko.

Konferencja prasowa pani premier, którą dwukrotnie tamtego dnia odwoływano, nie odbyła się również we wtorek. Wczoraj przełożono także na środę cotygodniowe, wtorkowe posiedzenie rządu.

Od niedzieli występują tylko deputowani Bloku Julii Tymoszenko, którzy wczoraj oficjalnie ogłosili, że zaskarżą do sądu wyniki wyborów. Decyzja zapadła w poniedziałek w nocy na zamkniętej naradzie Tymoszenko z najbliższymi współpracownikami.

Z przecieków wiadomo, że niektórzy z nich sugerowali uznanie wyborów i przejście do opozycji. Tym bardziej że międzynarodowi obserwatorzy ogłosili, iż wybory były uczciwe i demokratyczne, a nawet, że były wielkim sukcesem. Szefowa misji OBWE w Kijowie radziła "politykom, żeby pogodzili się z wolą narodu".

Ale Tymoszenko uparła się - miała podobno powiedzieć, że "nigdy nie uzna zwycięstwa Janukowycza". - Jej problem polega na tym, że nie potrafi oddać władzy - mówi "Gazecie" politolog Wołodymyr Horbacz. - Ot, taka usterka psychologiczna. Nie umie się pogodzić z tym, że ona - mądrzejsza, bardziej inteligentna, ładniejsza, bardziej rzutka - przegrała z bezbarwnym Janukowyczem. To po prostu nie mieści jej się w głowie...

Szacuje się, że żeby zniwelować 3,5 proc. różnicy, Tymoszenko musiałaby sądownie podważyć wybory w przynajmniej pięciuset komisjach w kraju. - Skarżymy wybory w około tysiącu - mówił wczoraj "Gazecie" Andrij Szkil, deputowany Bloku Julii Tymoszenko. - W wielu z nich nieważnych było od 6 do nawet 20 proc. głosów, to podejrzanie wysoki odsetek. A wystarczy, że ktoś dopisze coś na karcie i już staje się on nieważny.

Szkil nie potrafił jednak wyjaśnić, jak członkowie komisji z Partii Regionów mieliby dopisywać coś na kartach, skoro przez cały czas patrzyli im na ręce członkowie komisji od Tymoszenko. Wspominał o głosowaniu w domu, które jego zdaniem było największą furtką do fałszerstw. Komisja wyborcza uznała, że każdy, kto chce głosować w domu, a nie w lokalu wyborczym, ma do tego prawo nawet bez pokazywania zwolnienia lekarskiego.

W pierwszej turze 17 stycznia do głosującego w domu wysyłano samochodem trzech członków komisji z kartami do głosowania. Przed drugą turą centralna komisja wyborcza zdecydowała, że wystarczy dwóch członków, bo jest już tylko dwóch kandydatów. W każdej lotnej komisji miał być ktoś od Tymoszenko i ktoś od Janukowycza. - Uważamy, że zmniejszenie liczby członków lotnych komisji z trzech do dwóch było bezprawne - mówi "Gazecie" Szkil.

Co najdziwniejsze, Szkil podkreśla, że podważanie wyborów nie oznacza podważania oceny międzynarodowych obserwatorów. - Oni tego typu fałszerstw nie mogli wykryć - wyjaśnia.

- Jeśli Tymoszenko nie zaakceptuje woli narodu i pogrąży Ukrainę w chaosie, to z bohaterki pomarańczowej rewolucji w 2004 roku stanie się jej grabarzem - mówił wczoraj Janukowycz. Członkowie centralnej komisji wyborczej przyznają, że dopóki nie zostaną rozpatrzone protesty, nie powinno się odbierać przysięgi od nowego prezydenta. Zdaniem niektórych analityków Tymoszenko gra właśnie na zwłokę, bo chce wytargować pozostanie na stanowisku premiera. Jednak Partia Regionów nie chce o tym słyszeć - już montuje w parlamencie nową koalicję, która za kilka dni odwoła rząd.

- Podważanie wyniku wyborów w sądach to wielki błąd Tymoszenko - mówi "Gazecie" prof. Myrosław Popowycz, filozof i politolog, który w tych wyborach otwarcie ją popierał. - Ludzie są zmęczeni, będą na to patrzeć bardzo niechętnie. Ale wybory wcale nie były aż tak czyste, jak mówią zachodni obserwatorzy. Na wschodzie Ukrainy, sprzyjającym Janukowyczowi, była psychoza, że wszyscy muszą głosować na "swojego". Wiem o zwolnieniu dwóch lekarzy, którzy otwarcie ogłosili, że popierają Tymoszenko. Były więc nieprawidłowości, choć nie da się ich wykazać przed żadnym sądem. Ale Tymoszenko jest bardzo uparta i nie potrafi się poddać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':