http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mamy, nie bądźcie kwokami

Rozmawiali Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 03:12

Rozmowa z Sylwią Chutnik* z fundacji MaMa

Sylwia Chutnik
Fot. Paweł Słomczyński
Sylwia Chutnik
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: W wychowywaniu dzieci obowiązują u nas stereotypy. Dla dziewczynek - różowy, dla chłopców - niebieski. Lalki dla dziewczynek, auta dla chłopców. I największy...

Sylwia Chutnik: ...matka opiekunka, a ojciec to co najwyżej do zabawy z dzieckiem. A ojciec jest niezbędny do opieki nad dzieckiem! Muszą to zrozumieć nie tylko mężczyźni, ale też kobiety. Kobiety muszą oddać władzę domową. Jeżeli tego nie zrobią, nadal będą niedzielni tatusiowie, którzy zza gazety będą pytać: "A do której klasy chodzi nasze dziecko"?

Mamy powinny oddać władzę?

- Mamy powinny odpuścić sobie bycie kwoką, a ojcowie unikać bycia zblazowanym macho, który nie zajmuje się dziećmi, bo to poniżej jego godności. W Polsce problemem jest matriarchat domowy. Kobieta najpewniej czuje się w roli gospodyni czy matki, strażniczki ogniska domowego. Jest jedyną specjalistką od wychowania dzieci. I jak ojcowie chcą się włączyć - mają barierę w postaci gęgającej nad jego głową kobiety, która mówi - zostaw to

nie umiesz! Uważaj!

- Dla ojców to deprymujące. I zrażają się. Wspaniałym rozwiązaniem są mądre szkoły rodzenia. Sama do takiej chodziłam. I obserwowałam, że tatusiowie, którzy byli przed porodem włączeni do zabaw typu "mamy bobasa i musimy nauczyć się go trzymać do kąpieli", byli ogromnie speszeni. Bo stado pań patrzyło z zaciekawieniem. Jakże to oni poradzą sobie z tą arcytrudną czynnością zarezerwowaną tylko dla kobiet? Okazało się, że mężczyźni radzą sobie doskonale. Było to dla nich - jestem przekonana - bardzo zachęcające, aby wyjść z roli macho. Wchodzili w fajną, nową rolę społeczną - zaangażowanego taty.

Ile ten zblazowany macho spędza czasu z dzieckiem?

- Mniej więcej tyle, ile zajmuje mu wypalenie papierosa - ok. 5 minut dziennie. Tak przynajmniej podawała Fundacja Komunikacji Społecznej, robiąc trzy lata temu kampanię dotyczącą ojcostwa. Nasza fundacja Ma-Ma w listopadzie ub.r. zrobiła inne badanie - "Listę czynności domowych". Okazało się, że dziennie wykonujemy 200 czynności po to, aby w domu był porządek. Prosiliśmy kobiety, aby zaznaczyły, które czynności wykonują same, a które przy pomocy partnera. Wyszło, że mężczyźni wykonują zaledwie dwie-trzy czynności spośród 200.

Podział prac domowych w polskiej rodzinie
* pranie robi 95 proc. kobiet, 1 proc. mężczyzn;
* obiad przygotowuje 90 proc. kobiet, 3 proc. mężczyzn;
* codzienne zakupy robi 74 proc. kobiet, 18 proc. mężczyzn;
* śniadania przygotowuje 73 proc. kobiet, 9 proc. mężczyzn;
* opłaty reguluje 65 proc. kobiet,31 proc. mężczyzn;
* śmieci wyrzuca 44 proc. kobiet,29 proc. mężczyzn;
* drobne naprawy wykonuje 7 proc. kobiet, 82 proc. mężczyzn;
* mieszkanie odnawia 12 proc. kobiet, 78 proc. mężczyzn;
* dywany trzepie 29 proc. kobiet, 52 proc. mężczyzn.
Dane statystyczne zaczerpnięte z książki Anny Titkow, Danuty Duch-Krzystoszek, Bogusławy Budrowskiej pt. "Nieodpłatna praca kobiet", IFiS i PAN, Warszawa 2007



Jakie?

- Najczęściej kąpali dzieci w wieku 0-3 lata. Kąpanie to w ogóle hit ojcowski. Jest to w pewien sposób zrozumiałe. Ojcowie późno przychodzący z pracy mogą załapać się już tylko na kąpanie.

Czego ojciec polski nie robi?

- Nie wie, jak się nazywa ulubiony kotek syna czy córki. Że ten film to już jest passé. Gdzie leży ulubiona książeczka dziecka? Gdzie są skarpety? Albo jak zakłada się body? I czym ono się różni od śpioszków czy pajacyka. Całą tę czarną magię mamy ogarniają z zamkniętymi oczami. Ojcowie nie mają tej wiedzy. Skąd to się bierze? Mężczyźni są krócej w domu, pracują. To sprawia, że kontakt psychiczny z dzieckiem jest znacznie ograniczony. Ojcowie nie wiedzą, jaka do dziecka jest instrukcja obsługi.

Tacierzyński może to zmienić?

- Tak.

Mężczyźni nie będą się wstydzić brać tacierzyńskiego?

- Ojcowie muszą przełamać schematy. Powinni odważyć się pójść do szefa i powiedzieć - zdecydowaliśmy z żoną, że idę na tacierzyński. To jest moment, żeby być macho. Tak się pokazuje, że się jest dorosłym facetem.

Tacierzyński ma też pomóc zmienić nastawienie pracodawców do kobiet.

- Na kobietę pracodawca źle patrzy, bo przecież w każdej chwili może zajść w ciążę, iść na chorobowe, potem na macierzyński, wychowawczy. A jak już wróci do pracy, to co chwilę będzie się zwalniała, będzie chciała wcześniej wyjść i nie będzie jej można zmusić do pracy po godzinach. Rynek pracy wygląda więc dla nich jak "przyczajony tygrys, ukryty smok". Pracodawcy patrzą podejrzliwie na kobiety, a kobiety, próbując się dostosować, muszą lekko kombinować, aby pracę utrzymać. Godzą się na przykład na dodatkowe godziny pracy, aby wykazać się, że jest dyspozycyjna. Dzięki tacierzyńskiemu kobieta może być inaczej postrzegana przez pracodawcę. Na razie tacierzyński jest symboliczny - 14 dni to niewiele. Ale wcześniej i tego nie było.

Marzy mi się przeszczepienie na nasz grunt rozwiązań norweskich. Tam ojcowie po narodzinach dziecka dostają dużą wyprawkę - nosidełka, pieluszki, ubranka, ale też laktator do odciągania pokarmu. To czytelny znak od państwa, pracodawcy - "ty też jesteś odpowiedzialny za opiekę nad niemowlakiem". Dla Norwegów jest oczywiste, że na rynku pracy oprócz matek są też ojcowie. I poza wyprawkami przysługuje im prawo do większego dodatkowego wolnego.

*Sylwia Chutnik prezes fundacji MaMa zajmującej się prawami matek, pisarka. Autorka powieści "Kieszonkowy atlas kobiet" i "Dzidzi". Laureatka Paszportu "Polityki". Mama sześcioletniego Bruna

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów