Dziś o projekcie zmian w konstytucji mają rozmawiać władze klubu PO, a w przyszłym tygodniu zajmie się nim zarząd partii. - Gdy zatwierdzi projekt, składamy go u marszałka Sejmu i w kilka tygodni powołujemy komisję konstytucyjną - mówi "Gazecie" szef klubu
Grzegorz Schetyna.
Prezydenci senatorami Rewolucji - na miarę tej, jaką jeszcze w listopadzie ogłosił premier Donald Tusk - w projekcie Platformy nie ma. Prezydent dalej będzie wybierany w wyborach bezpośrednich. Ale - tu już zgodnie z intencją Tuska - osłabione ma być jego weto. Sejm odrzucałby je bezwzględną większością, a nie jak dziś - trzema piątymi głosów. Politycy PO tłumaczą, że tylko wtedy większość parlamentarna może realizować swój program. Takie "refleksyjne" weto jest m.in. we Włoszech, Czechach, na Węgrzech, Litwie, w Portugalii, Rumunii czy Grecji.
Platforma chce też ograniczyć prezydenta w polityce zagranicznej. W konstytucji miałby się pojawić zapis, że to rząd za nią odpowiada (orzekł tak
Trybunał Konstytucyjny). To ma zapobiec "wojnom o krzesło", czyli sporom premiera z prezydentem, kto ma reprezentować Polskę na szczytach UE. Sejm będzie mógł też - gdyby projekt PO przeszedł - uchwałą zobowiązać prezydenta do ratyfikowania w konkretnym terminie umów międzynarodowych (by nie było takiej zwłoki Pałacu, jak przy traktacie lizbońskim, który prawie dwa lata czekał na podpis Lecha Kaczyńskiego).
Inna propozycja PO: w przypadku zaskarżenia przez prezydenta ustawy do Trybunału Konstytucyjnego miałby on wydawać orzeczenie najpóźniej w ciągu trzech miesięcy. Do konstytucji dopisany zostałby też rozdział europejski, dotyczący przyjęcia wspólnej waluty i przepisów pozwalających na wprowadzanie unijnego prawa (np. dyrektyw) za pomocą rozporządzeń.
Będzie również zapis ograniczający liczbę posłów i senatorów. I że wybory do Senatu odbywałyby się w okręgach jednomandatowych, a byli prezydenci mogliby zasiadać w Senacie dożywotnio.
Konstytucją odróżnić się od PiS I choć Platforma chce forsować swój projekt, już dziś wiadomo, że na porozumienie w tym Sejmie raczej nie ma szans.
Zarówno PiS, jak i
SLD są przeciw osłabianiu prezydenckiego weta. - Lepszy jest mechanizm kompromisu niż konfrontacji - mówi rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak. - Jeśli rządowi zależy na przeprowadzeniu jakiegoś projektu, zawsze może szukać większości poza koalicją i odrzucić weto.
Ryszard Kalisz (SLD), współautor obecnej konstytucji z 1997 r., mówi "Gazecie": - Jesteśmy za utrzymaniem systemu parlamentarno-gabinetowego z silnym prezydentem. Weto jest elementem kontroli działań rządu. Samo wygranie wyborów parlamentarnych nie jest wystarczające, żeby mieć zawsze rację.
Sojusz, zamiast partyjnych projektów zmieniających konstytucję (PiS też już swój ogłosił) wolałby powołanie rady konstytucyjnej, która przejrzałaby obecną ustawę zasadniczą. - Mogliby wejść do niej byli prezydenci, premierzy, szefowie klubów. Powinna działać ponad politycznymi podziałami - mówi Kalisz.
Schetyna odpowiada, że lepiej od razu pracować na konkretami. Platforma chce, żeby debata konstytucyjna stała się jednym z głównych tematów zbliżającej się kampanii prezydenckiej. To pozwoliłoby pokazać różnice między PO i PiS, które chce silniejszego prezydenta. - Nie ma co czekać, aż Sejm się zmieni. Trzeba szybko powołać komisję konstytucyjną i rozpocząć debatę nad propozycjami, choćby po to, żeby pokazać różnice między partiami - mówi Schetyna.
Luźniej w Sejmie i Senacie Na razie wszystkie partie zgadzają się na jedno - zmniejszenie liczby parlamentarzystów. - Na realizację naszego postulatu, czyli zmniejszenia liczby posłów o połowę (do 230), raczej nie ma szans. Niewykluczone, że skończy się np. na 330 posłach i 50 senatorach (dziś jest ich 100) - mówi wiceszef klubu PO Waldy Dzikowski.
Kalisz: - Dzisiejszą liczbę posłów ustalono jeszcze w PRL, przyjmując, że na 60 tys. mieszkańców przypada jeden poseł. Gdybyśmy przyjęli, że będzie jeden poseł na 100 tys. mieszkańców, mielibyśmy niewiele ponad 380 posłów. Liczba parlamentarzystów nie może być wzięta z sufitu.