http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sąd Ziobrę nokautuje, a prokuratura go ratuje

Wojciech Czuchnowski, Marcin Pietraszewski 
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 20:22

Sąd umarza sprawę domniemanej mafii węglowej, w której miała być oskarżona b. posłanka SLD Barbara Blida. Jednocześnie prokuratura ogłasza, że w sprawie Blidy nie było nielegalnych nacisków

Barbara Blida (fot. z 1993 r.)
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
Barbara Blida (fot. z 1993 r.)
Obie decyzje zostały ogłoszone wczoraj. Sprawę mafii węglowej umorzył sąd w Rudzie Śląskiej - prawie po trzech latach od zatrzymania głównych oskarżonych, zanim odbyła się pierwsza rozprawa.

Sprawę nacisków politycznych nacisków na prokuratorów prowadzących śledztwo przeciwko Barbarze Blidzie podejrzewanej o udział w mafii węglowej umorzyła prokuratura w Łodzi.

Pracuje jeszcze tylko sejmowa komisja śledcza, która od dwóch lat bada okoliczności śmierci byłej posłanki SLD. Blida zastrzeliła się 25 kwietnia 2007 r., gdy do jej domu wkroczyła ABW. Komisji do przesłuchania zostało jeszcze kilku, ale za to najważniejszych świadków.

Mafia pojawia się, by ostatecznie zniknąć

Rozbiciem mafii węglowej chwalił się Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości w rządzie PiS, jako wielkim sukcesem kierowanej przez siebie prokuratury. Punktem kulminacyjnym miał być właśnie 25 kwietnia 2007 r. O godz. 6 rano oficerowie ABW zatrzymali na Śląsku kilku podejrzanych o korupcję prezesów spółek węglowych. Zdaniem katowickiej prokuratury branża górnicza straciła przez nich setki milionów złotych.

Wśród zatrzymanych miała być również Blida. Podejrzewano ją o przekazanie 80 tys. zł prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej. Łapówkę miała dać w imieniu swojej przyjaciółki Barbary Kmiecik, pośredniczki w handlu węglem. Kmiecik została aresztowana za oszustwa w 2005 r. Na współpracę z ABW poszła po wygranych przez PiS wyborach. Zaczęła obciążać prezesów spółek węglowych i Barbarę Blidę. W zamian za te zeznania wyszła z aresztu.

Akcja ABW w domu Blidy zakończyła się jednak samobójstwem byłej posłanki. Ziobro odwołał przygotowaną już konferencję prasową, na której miał się pochwalić rozbiciem "układu". Nie zrobił już tego nigdy.

Kiedy jesienią 2007 r. jego partia przegrała wybory, "mafia węglowa" skurczyła się do trzech osób. O korupcję oskarżono tylko Jerzego H., prezesa Nadwiślańskiej Spółki Węglowej (w 1997 r. miał wziąć 150 tys. zł łapówek), Wiesława K. (wiceprezes, miał dostać 420 tys. zł) i Jacka W., wspólnika Kmiecik (przyznał się, że wręczył prezesom 570 tys. zł).

Sąd: to nie była żadna mafia

Wczoraj Sąd Rejonowy w Rudzie Śląskiej uznał, że mafii węglowej w ogóle nie było i jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia umorzył sprawę prezesów.

Według sędzi Anny Zwolińskiej prokuratura nie powinna była stawiać oskarżonym zarzutów, bo nie popełnili przestępstwa. Za korupcję można bowiem ścigać tylko funkcjonariuszy publicznych lub osoby pełniące funkcje publiczne.

- A w tamtym okresie [koniec lat 90.] prezesi nie należeli ani do jednej, ani do drugiej grupy - wyjaśniała sędzia Zwolińska. Dopiero znowelizowane w 2003 r. przepisy rozszerzyły listę osób pełniących funkcje publiczne o szefów spółek skarbu państwa.

Według Ryszarda Kalisza (Lewica), szefa sejmowej komisji śledczej badającej okoliczności śmierć Blidy, postanowienie rudzkiego sądu dowodzi, że sprawę mafii węglowej wszczęto wyłącznie z powodów politycznych.

- Państwo PiS chciało dopaść "układ" i bezrefleksyjnie robiono wszystko, aby pochwalić się kolejnym sukcesem - mówi Kalisz. Przypomina, że na kilka miesięcy przed akcją w domu Blidy Ziobro i szef ABW Bogdan Święczkowski referowali premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu szczegóły afery. Obiecywali, że mają mocne dowody na współpracę Blidy z mafią węglową, a przez Blidę można "wyjść" na osoby z czołówki SLD.

- Decyzja sądu to nokaut dla prokuratury - ocenił poseł z komisji Marek Wójcik (PO).

Prokuratura: nadzór intensywny, ale bez nacisków

Ale mocny cios zaliczyła też komisja śledcza i wszyscy, którzy uważali, że zarzuty przeciwko Blidzie wysunęli prokuratorzy na polityczne zamówienie, działając pod naciskiem.

Tuż po decyzji rudzkiego sądu w sprawie domniemanej mafii węglowej Prokuratura Okręgowa w Łodzi ujawniła, że umarza wszystkie wątki śledztwa, w którym bada, czy w sprawie Blidy doszło do nielegalnych nacisków ze strony polityków lub szefów prokuratury. Umorzenie liczy 300 stron. "W sposób bezsporny ustalono, iż nadzór służbowy nad postępowaniem (...) był szczególnie intensywny, a o sprawie informowany był nawet ówczesny premier" - czytamy. Mimo to "nie ma podstaw do przyjęcia, że doszło do popełnienia przestępstwa", a prowadzący sprawę Blidy prokuratorzy "samodzielnie podejmowali decyzje".

Według łódzkich prokuratorów nie doszło więc do żadnego naruszenia prawa wobec Blidy. Ówczesny premier, minister sprawiedliwości, prokurator generalny, szef ABW ani szefowie prokuratury w Katowicach nie wywierali bezprawnego wpływu na prowadzących śledztwo. Nie było też nielegalnych nacisków na aresztowaną Barbarę Kmiecik, by obciążyła Blidę. Nie popełnił wreszcie przestępstwa Ziobro, który dzień po śmierci Blidy pomawiał ją z trybuny sejmowej. Łódzka prokuratura nie dopatrzyła się również niczego złego tym, że policja i ABW po śmierci Blidy nadal zbierały na nią dowody.

Mec. Leszek Piotrowski, pełnomocnik rodziny Blidów, jest wstrząśnięty decyzją łódzkiej prokuratury. - To coś skandalicznego, wbrew wszelkim faktom, które znamy - mówi, zapowiadając zaskarżenie umorzenia.

Oburzony jest Kalisz: - To wygląda jak jakaś gra z komisją i opinią publiczną. W momencie gdy kończymy prace i będziemy przesłuchiwać Ziobrę i Kaczyńskiego, nie czekając na wynik tych przesłuchań, prokuratura rzuca im koło ratunkowe. Absolutnie nie zgadzam się z tymi wnioskami. Są sprzeczne z tym, co już zebrała komisja, która zresztą bada nie tylko odpowiedzialność karną, ale tez polityczną.

Zadowolony jest poseł Wojciech Szarama, który reprezentuje w komisji PiS: - Na podstawie faktów i dokumentów, które znam, jest dla mnie oczywiste, że żadnych nacisków nie było. Ale SLD i PO są zdeterminowane, by wykazać, że było inaczej. Po decyzji prokuratury będzie to utrudnione.

Zarzutów Kalisza nie przyjmuje rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania: - Pracujemy własnym trybem. Moment ogłoszenia tej decyzji nie ma nic wspólnego z pracami komisji. 

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    43 głosy