Jeśli komisja zadaje pytanie bezprawne, nie może żądać odpowiedzialności za fałszywe zeznania. Pytania nie dotyczyły zadań komisji, a służyły skompromitowaniu osoby Andrzeja Kratiuka, a poprzez niego b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - powiedział wczoraj sędzia Mariusz Stelmaszczyk.
Chodzi o sprawę z 2005 r. Kratiuk przesłuchiwany przez sejmową komisję ds. Orlenu odpowiadał na pytanie posła Samoobrony Andrzeja Grzesika o związki z
SB. Zaprzeczył, by współpracował z bezpieką. Komisja na podstawie akt
IPN, z których wynikało, że Kratiuk był zarejestrowany jako tajny współpracownik, gdy w latach 70. działał w Zrzeszeniu Studentów Polskich, uznała, że świadek kłamał i skierowała doniesienie o przestępstwie.
Kratiuk tłumaczył, że jako funkcyjny działacz ZSP musiał rozmawiać z bezpieką i nigdy tego nie ukrywał. A w aktach SB jest adnotacja, że skontaktowano się nim "z racji pełnionej funkcji". Mimo to w grudniu 2005 r. prokuratura postawiła mu zarzuty. Od tego czasu nie odbyła się żadna rozprawa, choć Kratiuk prowadzący kancelarię prawną wysyłał skargi na przewlekłość postępowania. Wczoraj sąd uznał, że pytanie o współpracę z SB nie miało żadnego związku z tematem prac komisji ds. Orlenu. Sędzia stwierdził, że "komisje śledcze muszą poruszać się ściśle w granicach prawa", bo jest nad nimi kontrola sądowa.
Sprawa Kratiuka i fundacji Jolanty Kwaśniewskiej były elementem kampanii
PiS i
LPR przeciwko b. prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Padały oskarżenia o nieprawidłowości w finansowaniu fundacji i korupcyjnym podłożu przekazywania jej pieniędzy. Żadne się nie potwierdziło.
- Przez pięć lat żyłem z piętnem absurdalnego oskarżenia, a fundacja była oczerniana. Nie mam złudzeń, że ktoś mnie dzisiaj przeprosi - mówi "Gazecie" Kratiuk.
Komisja ds. Orlenu po zakończeniu złożyła kilkanaście doniesień do prokuratury. Żadne nie skończyło się wyrokiem skazującym