Bartosz T. Wieliński: - Jak poznał Pan Krzysztofa Skubiszewskiego? Hans Dietrich Genscher: We wrześniu 1989 r. spotkaliśmy się w Nowym Jorku na sesji ONZ. Prosiłem wówczas Polaków, by nowy minister był obecny podczas mojego przemówienia. Zapewniałem w nim, że
Niemcy nigdy nie będą kwestionować granicy na Odrze i Nysie. To był szczególny czas - na horyzoncie coraz wyraźnie rysowało się zjednoczenie Niemiec. Pytanie o granice nasuwało się automatycznie. Zależało mi na tym, żeby Polacy wiedzieli, że chcemy mieć z nimi dobre, sąsiedzkie stosunki. Szybko staliśmy się bliskimi przyjaciółmi.
Jakim był człowiekiem? - Był zadeklarowanym Europejczykiem, człowiek oświeconym. Świetnym dyplomatą i politykiem. A przy tym prawym człowiekiem. Nigdy nie zawodził. Gdy coś obiecał, dotrzymywał słowa. Wspierał mnie jako ministra, a ja wspierałem jego. To tajemnica naszej przyjaźni.
Gdy wylądowałem w Warszawie, ambasador powiedział mi o jego śmierci. Zaraz zadzwoniłem do żony, która go bardzo lubiła. Polska i Niemcy są dziś w żałobie
Co Skubiszewski pozostawił po sobie? - Przekonanie, że Polska i Niemcy muszą trzymać się blisko siebie i przyciągać do siebie Francję. Od tego jak układa się między nami zależy to jak układa się w całej Europy. My to zrozumieliśmy- założyliśmy Trójkąt Weimarski. To dzieło muszą rozwijać nasi następcy, a wagę tego muszą zrozumieć społeczeństwa