- 48 z czymś za Janukowiczem, pięćdziesiąt cztery za Tymoszenko - relacjonując Sergiejowi i Irinie najświeższe wyniki zrobiłam czeski błąd.
- Nie żartuj. Od takich przejęzyczeń można zawału dostać - strofował mnie Sergiej. Oboje mieszkają w Doniecku. Poranna informacja, że przewaga Janukowicza jest na tyle duża, że już nic nie odbierze mu zwycięstwa, była dla nich najszczęśliwszą wiadomością dnia. Oboje są mili i sympatyczni i w niczym nie przypominają mafiozów w skórach "trzy czwarte", jacy na reklamach wyborczych Julii Tymoszenko uosabiali stronników jej rywala w wyścigu o urząd głowy państwa.
- A w czasie pomarańczowej rewolucji, czułaś sympatię do ludzi na Majdanie? - pytałam w dzień kolejnych wyborów prezydenckich Irinę.
- Tak. Do biednych górników, którzy tak tam marzli - odpowiedziała mi.
Górnicy Donbasu przyjechali wtedy, w zimie 2004 roku do Kijowa, by dać odpór "rozbestwionej młodzieży" i "nacjonalistom" i okazać poparcie swojemu człowiekowi - wieloletniemu gubernatorowi okręgu donieckiego, związanemu z rosyjskojęzycznym wchodem Ukrainy Wiktorowi Janukowiczowi. Z wyglądu i z wykształcenia Irina bardziej przypomina tamtych młodych ludzi, którzy z entuzjazmem oklaskiwali wystąpienia Pomarańczowych i cieszyli się z ostatecznej wygranej Wiktora Juszczenki. Nic bardziej mylnego. Irina, ani wtedy, ani teraz nie odczuwała nawet cienia sympatii dla zwycięzców z Majdanu. To była rewolucja Zachodniej Ukrainy i inteligentów z centrum kraju. Wschód pozostał na nią całkowicie obojętny i dzisiejszy powrót do władzy Janukowicza, traktuje jako zadośćuczynienie za wtedy doznane upokorzenie.
Ludzie od Tymoszenko głosowali na Janukowycza "Ukraińcy wybrali prezydenta, który pięć lat temu wydawał się złem wcielonym" - pisze Marcin Wojciechowski w komentarzu w "Gazecie". W Doniecku, w Ługańsku, w Mariupolu - te słowa brzmią jak herezja. Janukowicz nie tylko nie wydawał się tu nigdy złem wcielonym, ale dziś wydaje się zbawcą, który wyratuje Ukrainę od sporów i kłótni, w jakich pogrążyli ją Tymoszenko z Juszczenką. Wczoraj na wschodzie kraju nawet członkowie komisji wyborczych, którzy oficjalnie zostali nominowani do tej funkcji przez sztab Julii Tymoszenko dystansowali się od niej.
"Reprezentuję Tymoszenko, ale głosuję na Janukowicza" - przyznawała otwarcie Marina, członek komisji 53 z Mariupola. - Sztab Tymoszenko zapłacił mi, żebym jako niby dziennikarka "Naszego czasu" obserwowała głosowanie. Jestem studentką, potrzebuję dorobić, chciałam zatrudnić się jako obserwator z ramienia Janukowicza, w jego sztabie, bo cała moja rodzina na niego głosuje, ale już nie mieli wolnych miejsc - opowiadała mi Katia z Zaporoża, która uczy się w Doniecku.
Ukraina będzie piękna jak stadion w Doniecku Pięć lat, jakie upłynęło od pomarańczowej rewolucji nie złagodziło podziału między Wschodem a Zachodem. Wciąż istnieją dwie Ukrainy. I o ile prawdą jest, że na co dzień ludzie z obu części kraju nie żywią do siebie wrogości, że w Kijowie na pytanie po rosyjsku dostaje się uprzejmą odpowiedź po ukraińsku, albo odwrotnie, o tyle, gdy przychodzi do polityki, to co we Lwowie wydaje się czarne, na wschodzie uchodzi za najczystszy odcień bieli.
- Zobacz jaki piękny. Chcesz wysiąść? Zatrzymam się, to zrobisz sobie kilka zdjęć - zachęcał Mariusza, który z ramienia OBWE przyjechał na wschód Ukrainy obserwować wybory, kierowca autokaru. Mijali właśnie oddany pod koniec zeszłego roku stadion Szachtiora. Podświetlane na niebiesko mury budowli były bez wątpienia najładniejszym widokiem w pogrążonym w nocy Doniecku. - Jak wygra Janukowicz, tak będzie wyglądać cały kraj - rozmarzył się szofer. - Ale póki co, szaleje Juszczenko. Niedawno faszystę na bohatera narodu mianował. Jak mógł Banderę takim zaszczytem obdarzyć, swołocz największą, co naszych po lasach mordował.
Dzień wcześniej miałam dokładnie odwrotną rozmowę z moim dalekim krewnym, w Kijowie. - Do Donbasu jedziesz? - dopytywał wujek Alik, którego dziadek był rodzonym bratem mojego pradziadka, nie udało mu się jednak, jak bratu, uciec z Ukrainy zaraz po rewolucji. - Zobaczysz, co tam się dzieje. Jeśli Janukowicz zostanie prezydentem, my wszyscy będziemy jak ten nieszczęsny Donbas.
Później wujek Alik chwalił politykę historyczną Juszczenki. - Jako pierwszy pokazał Ukraińcom, że mają własną historię, nie rosyjską i nie polską. A że Banderę bohaterem zrobił? No zrobił, i co z tego? Miał prawo.
Dzisiejsze wyniki wyborów prezydenckich nie odbiegają tak bardzo od wyników sprzed 5 lat. Wtedy, w czasie zarządzonej po międzynarodowej mediacji, ponownej drugiej turze,
Wiktor Juszczenko zdobył 51,99 proc., a Janukowycz 44,20 proc. Dziś Janukowicz ma prawie 49 procent głosów, co daje mu trzy punkty proc. przewagę nad rywalką. Nie trzeba być profesorem socjologii, by widzieć, że większość Ukraińców głosowała dokładnie tak samo jak w 2004 roku.
Ukraina Janukowycza, Ukraina Juszczenki "Doskonale rozumiem moich ukraińskich znajomych, którzy nie pojmują, jak Janukowycz mógł wygrać, i czują się, jakby ktoś napluł im w twarz" - pisze Wojciechowski.
Ale Irina, Siergiej, Marina, Katia i wielu spotkanych przeze mnie na wschodzie ludzi nie rozumieją jak można było zagłosować na Tymoszenko. - Janukowicz jest jaki jest, ale to nasz człowiek. Będzie dbał o Donbas, będzie dbał o Donieck - powtarzali. Janukowicz w czasie kampanii prezydenckiej udawał, że będzie prezydentem całej Ukrainy. W telewizyjnych programach publicystycznych eksponował swoją ekspertkę Annę German z Zachodniej Ukrainy, która po ukraińsku wykładała telewidzom jak jej kandydat rozprawi się z bałaganem i jak "zadba o prostego człowieka". Ale nie ma się co oszukiwać, Janukowicz wygrał, bo matematycznie popierający go Wschód stanowi około połowy wyborców kraju. Tak jak Tymoszenko w poszczególnych okręgach wyborczych w Donbasie zdobywała po zaledwie kilka procent, tak on na Zachodzie miał równie nikłe poparcie. O wyniku głosowania, bardziej niż różnice programowe, przesadziły międzyregionalne antagonizmy i wyższa frekwencja na Wschodzie.
Polski problem z Ukrainą, a także ukraiński problem z Ukrainą, polega na tym, że "ukraińscy znajomi" Marcina Wojciechowskiego to nie jest całe społeczeństwo tego kraju. Abstrahuję od wszystkich - niewątpliwych - wad Janukowycza. Chcę tylko przypomnieć, że nie możemy traktować jego wygranej jako wypadku przy pracy, tragicznej pomyłki, która już nigdy więcej się nie powtórzy.