Rozprawa wstępna przed sądem w Los Angeles rozpoczęła się o 22.30 czasu polskiego. Jednak już wcześniej prokuratura potwierdziła, że oskarży Murraya, a jego obrońca - że lekarz nie przyzna się do winy. Nie było jasne, czy doktor będzie odpowiadał z wolnej stopy czy też - co było mniej prawdopodobne - zostanie zatrzymany i zakuty w kajdanki, a o jego zwolnieniu z aresztu zadecyduje dopiero sąd. Choć
policja wolałaby to drugie rozwiązanie, prokuratura prawdopodobnie zgodzi się na układ z obroną i na to, by Murray stanął przed sądem jako wolny człowiek.
Oskarżenie kończy ponad siedmiomiesięczne śledztwo w sprawie śmierci Jacksona. Gwiazdor wynajął Murraya, bardzo znanego kardiologa z Houston, w kwietniu 2009 roku, by ten "przygotował go do trasy koncertowej". Jednak Murray głównie starał się pokonać problemy z bezsennością Jacksona, będącego w fatalnej formie psychicznej i fizycznej. Eksperymentował z różnymi środkami uspokajającymi i nasennymi. Rankiem 25 czerwca 2009 Murray podał Jacksonowi kolejną dawkę potężnego propofolu, jak twierdzi dziś, "po kilkakrotnych natarczywych prośbach" gwiazdora. Jackson usnął w końcu, a Murray wyszedł, jak mówi, na dwie minuty. Gdy wrócił, Jackson już nie oddychał. Wezwanie zespołu reanimacyjnego nic nie dało, po 14 Jacksona uznano za zmarłego.
Sekcja zwłok wykazała, że Jackson zmarł w wyniku spożycia "śmiertelnej dawki propofolu" a także jego zmieszania z innymi środkami uspokajającymi. Propofol, środek anastezjologiczny, jak mówią specjaliści, powinien być w zasadzie podawany tylko w warunkach szpitalnych.
Według prawa kalifornijskiego za nieumyślne spowodowanie śmierci w wyniku błędu lub zaniedbania grozi kara do czterech lat więzienia.