Kto i kiedy przekazał dziennikarzom informacje o tym, co 6 stycznia zeznał w prokuraturze Ryszard Sobiesiak? Sprawdza to prokuratura. Odrębne dochodzenie prowadzi też Mirosław Sekuła, szef komisji śledczej badającej nielegalny lobbing przy ustawie hazardowej. Zażądał wyjaśnień od pracowników sekretariatu: Jak wędrowały w komisji dokumenty z prokuratury i kto je czytał. Pracownicy napisali szczegółową notatkę. Dowiadujemy się z niej, że:
1. 26 stycznia do sekretariatu komisji wpłynęły kserokopie akt ze śledztw. Jedne o godz. 14.04, drugie pół godziny później.
2. Po zarejestrowaniu ich w dzienniku korespondencji zostały zamknięte w stalowej szafie pancernej w specjalnym pomieszczeniu.
3. Klucz do tego pomieszczenia znajduje się w plombowanej saszetce, którą dysponują pracownicy sekretariatu komisji.
4. Saszetka jest przechowywana w zamykanej na klucz szafce.
5. Pieczę nad wszystkimi kluczami ma straż marszałkowska, u której pracownicy sekretariatu pobierają je i zdają.
Gdy dokumenty znalazły się w odpowiednich już miejscach, pracownicy sekretariatu powiadomili śledczych, że mogą się z nimi zapoznać. Co jak okazuje się z notatki nie jest proste. Bo śledczy muszą:
1. "powiadomić o chęci zapoznania się z dokumentacją pracowników sekretariatu"
2. Przed przeczytaniem akt: w księdze zapisać swoje imię i nazwisko, datę i godzinę pobrania kat, numer i nazwę akt orali ilość tomów, które wzięli do czytania. Podobnie wygląda procedura, gdy śledczy dokumenty przeczytają.
Śledczy mogą robić notatki, czytając akta, ale nie mogą ich ani kserować, ani skanować.
Z notatki sporządzonej przez pracowników sekretariatu komisji wynika, że z aktami, w których są zeznania Ryszarda Sobiesiaka zapoznali się:
Zbigniew Wassermann, śledczy
PiS i jego asystent oraz Bartosz Arłukowicz z Lewicy. A także asystent Beaty Kempy i asystent Sławomira Neumanna. Sekuła sugeruje, że ktoś z nich mógł być źródłem przecieku. Obaj posłowie - Wassermann i Arłukowicz - sprawę bagatelizują. - Jeżeli ktoś jest pilny i w tym szaleństwie znajduje czas na zapoznanie się materiałami to jest winny, a oskarżenia może stawiać ten, kto akurat się nie zapoznał, chociaż to jest obowiązkiem. Przecież to absurd! - mówi Wassermann.
- Oczywiście, że się zapoznałem z materiałami tajnymi i zamierzam w dalszym ciągu się zapoznawać. Powiem szczerze, że dzisiaj pojawił się uśmiech na mojej twarzy, gdy przeczytałem, że to dobrze, jak posłowie nie czytają dokumentów z komisji śledczej, idą przesłuchiwać nie czytawszy dokumentów, które ich do tych przesłuchań mają przygotować - dodał Arłukowicz. Wyniki dochodzenia przewodniczącego Sekuły mają trafić do Kancelarii Sejmu i być może do marszałka. Szef komisji ma nadzieję, że jego ustalenia przydadzą się też prokuraturze.