http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dom Polski w Iwieńcu przejęty przez Mińsk

Jacek Pawlicki, bart
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 00:28

Białoruscy milicjanci brutalnie wyprowadzili z budynku działaczy Związku Polaków na Białorusi. Polski MSZ interweniował w instytucjach międzynarodowych, a białoruski ambasador został wezwany na dywanik

Dom Polski w Iwieńcu pod Mińskiem
Fot. Julia Darashkevich
Dom Polski w Iwieńcu pod Mińskiem
Milicja rozpoczęła akcję wczesnym popołudniem. Milicjanci wkroczyli do budynku z wyrokiem sądowym nakazującym przekazanie budynku nieuznawanym przez Polskę władzom Związku Polaków na Białorusi.

Razem z milicjantami ma miejsce przybył Stanisław Buraczewski, którego władze w Mińsku postawiły na czele Związku w Iwieńcu, oraz komornicy, którzy zajęli się spisywaniem majątku. Milicja opieczętowała budynek, a w drzwiach wymieniła zamki.

- Milicjanci wyciągali naszych ludzi siłą. Starszym kobietom wykręcali ręce - relacjonował spod budynku w Iwieńcu działacz nieuznawanego przez władze Związku i korespondent "Gazety" Andrzej Poczobut. Według dziennikarza telewizji Biełsat z budynku wyprowadzono kobiety w podeszłym wieku, ciągnąc je za włosy.

W czasie szturmu w Domu Polskim było dziesięć osób ze Związku Polaków Andżeliki Borys, które pilnowały budynku, w tym szefowa iwienieckiego oddziału organizacji Teresa Sobol. - Ludzie są bardzo zdenerwowani, płaczą - mówił nam Poczobut, który po południu dotarł do Iwieńca. - Zabrano nam Dom Polski tak jak w Grodnie w 2005 roku - komentowała na gorąco Andżelika Borys.

Milicja robiła, co mogła, by do Iwieńca nie dojechali działacze Związku z innych części Białorusi. Samochód, którym jechał Poczobut, zatrzymano po drodze. Jego kierowca został oskarżony o posługiwanie się podrobionym prawem jazdy. - Musiałem jechać autostopem, ale dojechałem - opowiada Poczobut.

Walka o Dom Polski jest częścią konfliktu wokół organizacji polonijnej na Białorusi. Od 2005 r. władze w Mińsku nie uznają Związku Borys i krok po kroku odbierają jej majątek. W sumie własnych nieruchomości Związek Borys miał kiedyś 16. Do wczoraj pod kontrolą Związku pozostały tylko trzy: przejęty właśnie przez milicję w Iwieńcu, w Baranowiczach i Borysewie. Pozostałe 13 budynków reżim przekazał oficjalnemu Związkowi Polaków na Białorusi.

W drugiej połowie stycznia milicja próbowała przejąć Dom w Iwieńcu siłą po raz pierwszy. Wówczas obroniło go 50 działaczy związkowych w obecności polskich dyplomatów.

Ambasador RP na Białorusi Henryk Litwin otrzymał potem z białoruskiego MSZ notę w tej sprawie. Polska dyplomacja zaś zaprotestowała przeciw prześladowaniom Polaków na Białorusi. Działacze Związku pełnili w Domu dyżury. Wczoraj zostali jednak całkowicie zaskoczeni.

W reakcji na wczorajsze wydarzenia w Iwieńcu wiceminister spraw zagranicznych RP Andrzej Kremer wezwał do siebie ambasadora Białorusi w Warszawie Wiktara Gajsionaka.

Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski powiedział po tym spotkaniu "Gazecie", że minister Kremer poinformował ambasadora, iż "akcja milicji budzi głębokie zastrzeżenia" Warszawy. I że brutalne wyprowadzenie działaczy "jest nie do zaakceptowania przez stronę polską".

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że rozmowa z ambasadorem skończyła się niczym. Gajsionak tłumaczył bowiem, że akcja wobec Polaków "to wewnętrzna sprawa Białorusi".

Do Iwieńca udał się wczoraj po południu polski konsul na Białorusi Marek Martinek. Nie został jednak wpuszczony do Domu Polskiego.

- Z relacji konsula wiemy, że milicja rozpoczęła spis majątku, wymianę zamków w drzwiach i zapieczętowała wejście - mówi rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

Ambasador Litwin został wczoraj wezwany do kraju na konsultacje.

Sytuację komplikuje fakt, że rząd Donalda Tuska stara się od dłuższego czasu ocieplić stosunki z Białorusią - a na drodze do tego stoi sprawa prześladowań Polaków mieszkających w tym kraju. W przyszłym tygodniu do Warszawy przyjeżdża nawet szef białoruskiego MSZ Siarhiej Martynau.

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski zapowiedział, że odbędzie z nim "męską rozmowę". Podkreślił też, że interweniował w obronie polskiej mniejszości w instytucjach międzynarodowych, jak OBWE i Rada Europy.

I znowu grzywna dla polonijnej firmy

- Dodatkową grzywnę wysokości 15 tys. dolarów wyznaczył białoruski sąd gospodarczy spółce Polonika, której dyrektorem jest Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi - poinformował też w poniedziałek Poczobut, prezes Rady Naczelnej Związku. W piątek sąd w Grodnie zdecydował, że Polonika ma zapłacić 25 tys. dolarów grzywny. Już wtedy Poczobut mówił, że skazanie spółki na tak wysoką karę to faktycznie jej likwidacja. Teraz grzywna wzrosła do 40 tys. dol. Stworzona przez nieuznawany przez władze w Mińsku ZPB Andżeliki Borys spółka Polonika w Grodnie prowadzi m.in. szkołę społeczną, w której języka polskiego uczy się ponad 400 osób. Białoruska inspekcja podatkowa przekazała do sądu w Grodnie sprawę Poloniki, której zarzucono prowadzenie nielegalnej działalności charytatywnej. - Jest oczywiste, że władze chcą zepchnąć nas do totalnego podziemia - ocenia Poczobut.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':