Bartosz T. Wieliński: Wszystko wskazuje na to, że nowym prezydentem Ukrainy zostanie Wiktor Janukowycz. To zła wiadomość dla Europy? Cornelius Ochmann: Bynajmniej. Janukowycz nie będzie na Ukrainie żadnym hamulcowym, jak się tego obawiają niektórzy komentatorzy na Zachodzie. Za jego rządów kraj będzie dalej się modernizował, nikt nie powstrzyma też rozwoju wolnych mediów czy prywatnej gospodarki.
Europejskich aspiracji kraju Janukowycz nie pogrzebie - bo wejście Ukrainy do UE to kwestia dziesięcioleci, nie lat. Z NATO jest jeszcze większy problem. Jego wybór gwarantuje za to Ukrainie spokój w polityce międzynarodowej. Z takim prezydentem
Ukraina nie będzie tak bardzo drażnić Rosji.
Demokracja na Ukrainie jest w o wiele lepszym stanie niż pięć lat temu, w przededniu pomarańczowej rewolucji. Międzynarodowi obserwatorzy nie donieśli o fałszerstwach wyborczych, a frekwencja była bardzo wysoka.
Ważne jest to, jak Julia Tymoszenko przyjmie wyniki wyborów. Jeśli ich nie uzna, wyprowadzi ludzi na ulice i na miesiące sparaliżuje kraj, to spełni się wówczas czarny scenariusz - będzie to znak dla całego świata, że Ukraina nie jest dojrzałym krajem, gdzie respektuje się wolę wyborców.
Co zadecydowało o zwycięstwie Janukowycza? Tylko i wyłącznie niespodziewana słabość jego rywalki. Jeszcze kilka miesięcy temu na Tymoszenko stawiał nawet Kreml. Pogrążył ją potworny
kryzys gospodarczy, który dotknął Ukrainę, i jej dawny sojusznik prezydent
Wiktor Juszczenko, który robił wszystko, by uniemożliwić jej zwycięstwo. To właśnie jest najbardziej zniesmaczające. To nie Janukowycz wygrał wybory, ale przegrała je Tymoszenko.
Jak na wybór Ukraińców powinna zareagować Europa? Powinna docenić pozytywną zmianę, jaka dokonała się w minionych pięciu latach. UE już planuje program zwolnień wizowych dla Ukraińców. Jeśli chcemy, by kraj zakotwiczył w Europie, to jego muszą Europę poznawać. Potrzeba też pomocy finansowej dotkniętej kryzysem ukraińskiej gospodarce. Ukraina może stać się dowodem na to, że w przestrzeni postsowieckiej wcale nie musi dominować autorytaryzm. Z tych doświadczeń prędzej czy później zaczną czerpać Rosjanie.