http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sędzia ucieka, sąd się zamyka

Maja Sałwacka
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 09:02

Jarosław Sielecki, prezes Sądu Rejonowego we Wschowie (woj. lubuskie), podał się do dymisji. Brakuje mu sędziów, a sprawy zalegają kilkanaście miesięcy

Sędzia Jarosław Sielecki:
Przepis, w oparciu o który
skazywani są pijani rowerzyści,
uważam za absurdalny
i drakoński. Bywa, że spycha
całe rodziny w skrajną biedę
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Sędzia Jarosław Sielecki: Przepis, w oparciu o który skazywani są pijani...
ZOBACZ TAKŻE
Sędzia Sielecki ma 38 lat. Za sobą 10 lat orzekania. Od sześciu lat jest prezesem Sądu Rejonowego w powiatowej Wschowie. Niewielki, 40-tys. powiat na styku Lubuskiego, Wielkopolski i Dolnego Śląska mieszkańcy wywalczyli w 2004 r., pięć lat po reformie administracyjnej. Od początku sądowi szło jak po grudzie. Mało kto chciał się w nim zatrudnić.

- Traktowali ten sąd jak zesłanie. Niektórzy zostali zawieszeni, inni odeszli z zawodu, jeszcze inni przenieśli się do większych miast. Próbowałem nie dopuścić do upadku, ale nie mam już siły - przyznaje Sielecki.

Razem z Sieleckim orzeka jeszcze dwóch sędziów, w tym jeden do czerwca oddelegowany ze Świebodzina. Prezes odejdzie w marcu. Więc 1 lipca Wschowa zostanie z jednym sędzią.

- W tym systemie nie da się spokojnie żyć i pracować. Mamy nową konstytucję, nowy system gospodarczy, ale z minionej epoki ustrój sądów. Wykonując zawód sędziego, musiałbym płacić za to odejściem od swoich idei, zdrowiem, utratą rodziny. Dlatego zdejmuję łańcuch z godłem - zapowiada.

Do sądu we Wschowie wpływa rocznie ponad 2,3 tys. spraw karnych. Do tego trzeba doliczyć ponad 2,5 tys. spraw cywilnych. Kolejne kilka tysięcy to sprawy wieczystoksięgowe i rodzinne. Zaległości w orzekaniu sięgają kilkunastu miesięcy. Sędzia ma ponad 150 wokand rocznie, czyli cztery razy więcej niż przeciętny polski sędzia. Niekiedy na wyznaczenie pierwszej rozprawy cywilnej czeka się rok.

Sielecki rezygnuje z prezesury nie tylko dlatego, że jest "wypalony", ale także dlatego, że obawia się sankcji dyscyplinarnych. - Balansuję na granicy postępowania dyscyplinarnego za przekraczanie terminów i przewlekłość postępowań. Wszystko będzie można mi przypisać. Papier przyjmie wszystko i nikt nie będzie słuchał, że pracuję za czterech. Jestem odpowiedzialny za nadzór i dobrą pracę sądu, ale w takim składzie nie da się pracować - mówi.

Oprócz sędziów brakuje też woźnego, informatyka, ochroniarza. Praca sekretariatów opiera się na stażystach z pośredniaka. Po pół roku każdego trzeba przyuczać na nowo i nadzorować.

Sąd orzeka głównie w najpilniejszych sprawach - z tymczasowym aresztowaniem. Akty oskarżenia pedofila czy sprawcy śmiertelnego wypadku też muszą odczekać w kolejce. Czasami sędziowie nie mają czasu, by przesłuchać świadków. Muszą wystarczyć akta.

- Na szczęście mamy spore doświadczenie i wpadki się nie zdarzają. Ale każdy sędzia wie, że najgorszym, co może się przydarzyć, jest skazanie niewinnego - i tego najbardziej się boję. Jeśli sędzia jest tak przepracowany i zmuszony jest wydawać wyroki taśmowo. Dłużej takiej odpowiedzialności brać na siebie nie mogę - opowiada prezes.

Prezes alarmował Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, Sąd Apelacyjny w Poznaniu, w końcu ministra sprawiedliwości. - Obiecywano wsparcie, ale nigdy go nie dostałem. Pisma do ministra zostały zupełnie bez odpowiedzi.

Elżbieta Fijałkowska, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, nie chciała odpowiadać na nasze pytania: - Proszę pytać prezesa SO w Zielonej Górze. Nie jesteśmy winni tłumaczeń.

Anna Jasińska, prezes Sądu Okręgowego w Zielonej Górze: - Sytuacja kadrowa we Wschowie od początku nie była wzorcowa. Mam wrażenie, że ten sąd nie ma szczęścia, choć zarządza nim dobry prezes. Często bywało tak, że nie mogliśmy zatrudnić sędziów, bo etaty były zamrożone przez zawieszonych lub chorych sędziów - tłumaczy Jasińska. Zastanawia się, czy nie lepiej byłoby, gdyby sąd we Wschowie był zamiejscowym wydziałem sądu w Lesznie oddalonym tylko o 20 km. Twierdzi, że sytuacja ma się zmienić. Jesienią wszczęto procedurę nominowania trzech dodatkowych sędziów. Na jedno miejsce zgłosiło się pięciu chętnych. Ale nominację musi jeszcze podpisać minister sprawiedliwości i prezydent. A to potrwa kilka miesięcy.

Sielecki: - Z bólem serca, ale sądzę, że lepiej zlikwidować ten sąd. Wydziały przenieść do okolicznych sądów. Dla dobra mieszkańców. Dla mnie ta formuła, w której pracowałem, wyczerpała się. Muszę odejść, aby coś się zmieniło.


Gazeta Wyborcza


Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 78 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    86 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego