http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Afera pedofilska w niemieckim Kościele

Bartosz T. Wieliński
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 11:16

Po skandalu z wykorzystywaniem dzieci w jezuickim gimnazjum w Berlinie Niemcy tropią pedofilię w Kościele katolickim. Naliczyli prawie sto przypadków.

Biskup ma
Fot. CHRISTIAN CHARISIUS REUTERS
Biskup ma "obowiązek powiadomienia władz świeckich o domniemanym przestępstwie"
Wielka afera pedofilska za Odrą dotyczy lat 70. i 80. i tego, co działo się w murach kolegium im. św. Piotra Kanizjusza w ówczesnym Berlinie Zachodnim. W zeszłym tygodniu ojciec Klaus Mertes, jego rektor, publicznie przyznał, że dwóch jezuitów wykładających w elitarnej prywatnej szkole dla chłopców "systematycznie i regularnie" wykorzystywało seksualnie uczniów.

Władze zakonu i poprzedni szefowie szkoły o sprawie wiedzieli od dłuższego czasu, ale dopiero teraz ofiary nauczycieli zaczęły zgłaszać się do szkoły i żądać oficjalnego dochodzenia. Szczegółowo opisywali zachowanie nauczycieli. - Ciężar tej sprawy mnie przygniótł - mówił dziennikarzom o. Mertes.

Zanim o sprawie powiadomił media i policję, rozesłał list do byłych uczniów szkoły, w którym przeprasza za skandal. Zakon wszczął wewnętrzne dochodzenie. - Liczba ofiar rośnie lawinowo. W Berlinie mamy już 30 ofiar- mówi Ursula Rau, adwokat wynajęta przez jezuitów.

Jezuici zapewniali wówczas, że nauczyciele, którzy dopuszczali się wykorzystywania uczniów, od lat 80. są poza zakonem. Dziennikarze dotarli do ofiar. Z ich relacji wynika, że jezuici nie dopuszczali się gwałtów. - Przepytywał nas, czy myślimy o seksie i czy się onanizujemy. Potem musieliśmy pokazywać mu genitalia i ich dotykać. Z drugim sprawa była prosta. Jak dostawaliśmy dobre oceny, zabierał nas do restauracji, jak złe, kazał się rozbierać i klęczeć przed nim - opowiadają "Die Weltowi". Dochodziło też do przypadków sadystycznego karania uczniów.

Sprawa zaczęła jednak żyć własnym życiem. Oskarżani nauczyciele pracowali w jezuickich szkołach nie tylko w Berlinie, ale i Hanowerze, Hamburgu i Hildesheim oraz za granicą. Potem okazało się, że w sprawę zamieszany jest trzeci zakonnik. Po odejściu z berlińskiego kolegium trafił do Meksyku, gdzie wykorzystywał seksualnie dziewczynkę. Podobny zarzut spotkał go, gdy w latach 90. wrócił do pracy w biskupstwie Hildesheim.

W minionych 15 latach podobne zarzuty postawiono prawie stu niemieckim duchownym i świeckim pracującym dla Kościoła katolickiego. Tak wynika z dziennikarskiego śledztwa, które "Der Spiegel" przeprowadził w niemieckich diecezjach.

Liczba przypadków może być nawet większa, bo trzech biskupów (w tym wpływowy biskup Ratyzbony) odmówiło podania dokładnych danych. "Spiegel" zarzucił też władzom kościelnym, że do tej pory robiły niewiele, by ukarać sprawców i pomóc ofiarom. - To ciemna strona Kościoła, będziemy z tym walczyć z otwartą przyłbicą - zapewnia Hans Langendörfer, sekretarz niemieckiego episkopatu.

Jak się okazało, tylko co trzeci przypadek trafił do sądu i skończył się wyrokiem. Większość spraw się przedawniła. Podobnie może być w przypadku jezuitów z Berlina, co dodatkowo oburza niemiecką opinię publiczną.

Ostatnio zakonnicy sami dolali oliwy do ognia. Jeden z poważanych jezuitów porównał nagonkę na zakon do prześladowania Żydów przez nazistów. Po fali oburzenia przełożony jezuitów musiał za te słowa przepraszać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':