http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Korea Północna uwolniła w sobotę amerykańskiego misjonarza

Maria Kruczkowska
2010-02-07, ostatnia aktualizacja 2010-02-07 16:00

Amerykański pastor Robert Park, który w Boże Narodzenie 2009 r. wtargnął do komunistycznej Korei Północnej z listem do Kim Dzong Ila, pokajał się i został wydalony

Korea Północna, mieszkańcy Phenianu składają kwiaty przed pomnikiem Kim Ir Sena w 56. rocznicę zawieszenia broni między Koreą Północną i Koreą Południową
Fot. KCNA REUTERS
Korea Północna, mieszkańcy Phenianu składają kwiaty przed pomnikiem Kim Ir Sena...
Po sześciu tygodniach spędzonych w Korei Północnej Robert Park wylądował w sobotę na lotnisku międzynarodowym w Pekinie. Dyplomaci amerykańscy, którzy wyszli po niego, mówili, że tego samego dnia zostanie odesłany do domu. - Cieszymy się, że Korea Północna wypuściła Roberta Parka - powiedziała rzeczniczka ambasady USA w Chinach Susan Stevenson. - Propaganda reżimu zaliczyła mocny punkt - napisał komentator spraw koreańskich Donald Kirk. Bowiem w Pjongjangu młody pastor z kandydata na męczennika stał się chwalcą reżimu.

- Przyznał, że mylił się co do naszego kraju - napisała reżimowa agencja KCNA, która w piątek opublikowała z nim wywiad. Park miał się rzekomo poczuć jak ofiara "fałszywej propagandy Zachodu, która ma na celu szkalowanie Korei Północnej". Przyjechał przekonany, że komuniści prześladują chrześcijan. Bał się, że trafi do obozu. Był mile zdumiony, bo przyjęto go z otwartymi ramionami.

Przyprowadzono go do kościoła pełnego wiernych. Tego, że to jeden z dwóch kościołów czynnych w kraju, gdzie wyznawanie chrześcijaństwa jest karane obozem, mu nie powiedziano. - Oddali mi nawet moją Biblię! - zachwyca się w wywiadzie Park. "Biorąc pod uwagę jego przyznanie się do winy i szczery żal za błędy, rząd zdecydował się mu wielkodusznie wybaczyć i go uwolnić" - pisze agencja.

To koniec sagi 28-letniego Roberta Parka z Tucson w stanie Arizona, który sześć tygodni temu wtargnął do komunistycznej Korei. 24 grudnia pastor, który pochodzi z rodziny koreańskiej, przeszedł pieszo skutą lodem graniczną rzekę Tumen dzielącą Chiny i Koreę Północną. Miał przy sobie osobisty list dla Kim Dzong Ila, w którym apelował go do likwidacji obozów i uwolnienia więźniów. Młody pastor, który usłyszał głos Boga, chciał przynieść tyranowi "miłość i wybaczenie Chrystusa". Reutersowi Park powiedział, że nie chce, by rząd amerykański płacił za niego okup.

Kampania, jaką szykowali misjonarze i południowokoreańskie organizacje praw człowieka w obronie Parka, okazała się niepotrzebna. Pod koniec roku nad graniczną rzeką wypuścili balony i rzucili ulotki w których oskarżyli komunistyczny reżim o zbrodnie i wzywali do uwolnienia misjonarza. Nie wyjaśniła się natomiast inna informacja o drugim Amerykaninie, który w tym samym okresie co Park przeszedł granicę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':