Zdaniem polityków z władz PO premier wypadł dobrze przed komisją. - To bój o wiarygodność PO. Tuskowi udało się przekonać opinię publiczną, że w tej sprawie nie ma nic do ukrycia i chce pomóc ją wyjaśnić - mówi "Gazecie" szef klubu PO
Grzegorz Schetyna.
Podczas czwartkowego 13-godzinnego przesłuchania premier zapewniał, że postępował właściwie, gdy ówczesny szef CBA
Mariusz Kamiński zaalarmował go, że politycy PO biorą udział w lobbingu na rzecz branży hazardowej. I że rozpoczął ostrożne wyjaśnianie sprawy, tak by ich nie ostrzec, że interesuje się nimi CBA.
Jednak wersje Tuska i Kamińskiego się różnią. Były szef CBA zeznał przed komisją, że 14 sierpnia 2009 r., gdy przyszedł poinformować premiera o podejrzanych działaniach polityków PO, użył sformułowania, że "kodeks karny będzie miał zastosowanie". Z kolei premier pytany podczas przesłuchania, czy padło takie sformułowanie, powiedział, że nie pamięta.
- Mówił mi, i sam tak działał, że nie ma znamion przestępstwa wymagającego skierowania sprawy do prokuratury. Jakie zdania padały, nie będę z pamięci cytował, bo nie potrafię. Jednak co do sensu, to taki był wynik spotkania - mówił Tusk o rozmowie z Kamińskim.
Z kolei sekretarz kolegium ds. służb specjalnych Jacek Cichocki, który był świadkiem tej rozmowy, zeznał, że co prawda Kamiński mówił, iż "zgromadzone materiały i dowody nie dają podstaw na stwierdzenie, że doszło do popełnienia przestępstwa. Natomiast będą podlegały dalszym analizom i może być tutaj zastosowany kodeks karny".
Na polecenie Tuska Kamiński miał przygotować analizę prawnokarną, ale tego nie zrobił.
PiS i
SLD będą szukać rozbieżności w zeznaniach Tuska, Kamińskiego i Cichockiego. - Będziemy dokładnie analizować protokoły z przesłuchań premiera Tuska i Mariusza Kamińskiego. Jeśli będą rozbieżności, będzie wniosek o konfrontację premiera i byłego szefa CBA - mówi "Gazecie" członek komisji hazardowej Beata Kempa (PiS).
- Widzę różnicę w zeznaniach, ale najpierw muszę zapoznać się ze stenogramami z przesłuchań - dodaje Bartosz Arłukowicz (Lewica).
PO i
PSL zapowiadają jednak, że nie zgodzą się na konfrontację Tuska z Kamińskim (mają większość w komisji). - Nie ma żadnego powodu do takiej konfrontacji. Już prędzej należałoby skonfrontować Kamińskiego z Jarosławem Kaczyńskim w sprawie niejasnych działań CBA po otrzymaniu notatki Gosiewskiego - mówi przewodniczący komisji Mirosław Sekuła (PO).
- Jeśli przewodniczący mówi, że nie, to ja szanuje autorytet przewodniczącego - komentuje Franciszek Stefaniuk (PSL).
Według polityków z władz klubu PO możliwa byłaby co najwyżej konfrontacja Kamińskiego z Jackiem Cichockim. - Premier nie może być konfrontowany ze swoim podwładnym, jakim był - i chyba nadal jest, bo nie odszedł z CBA - Mariusz Kamiński. To naruszałoby autorytet szefa rządu - mówi wiceszef klubu PO Sławomir Nowak.
Nieoficjalnie nasi rozmówcy w PO dodają, że Tusk mógłby zyskać na konfrontacji z Kamińskim. - To byłoby wielkie starcie z PiS. Udowadniając pomyłkę Kempie, premier pokazał, że nie daje się łatwo wyprowadzić z równowagi. Zmiótłby Kamińskiego, który działa dość emocjonalnie - mówi polityk z władz Platformy.
Posłowie wszystkich ugrupowań są zgodni, że komisja hazardowa nie zakończy prac w lutym, jak planowano. Gra toczy się o to, o ile wydłużyć prace. Szef SLD
Grzegorz Napieralski mówił w czwartek, że powinny potrwać do końca czerwca, ale PO jest przeciw.
- Rozciąganie prac komisji przez PiS i SLD to decyzja polityczna. Chodzi o to, żeby jak najbardziej zbliżyć się do wyborów i sprawę hazardową uczynić jednym z wiodących tematów kampanii - mówi Schetyna. Ale zastrzega, że decyzję o terminie prac komisji powinien podjąć jej przewodniczący. - To Mirosław Sekuła powinien ocenić, ile czasu potrzeba na przesłuchania i wyjaśnienie sprawy.
Zdaniem Sekuły komisja ma miesięczne opóźnienie i raport z jej prac może być gotowy do końca marca.