http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

A od jutra chaos

Mariusz Zawadzki, Kijów
2010-02-06, ostatnia aktualizacja 2010-02-05 19:27

Julia Tymoszenko podczas ''Modlitwy za Ukrainę''
Julia Tymoszenko podczas ''Modlitwy za Ukrainę''
Fot. Sergei Chuzavkov AP

48 godzin przed wyborami na Ukrainie coraz bardziej realny staje się czarny scenariusz: przegrany ogłosi, że głosowanie sfałszowano, zaskarży je w sądach, a w kraju zapanuje chaos

Pracownik miejski zasłania w centrum Kijowa plakat wyborczy Janukowycza
Fot. Konstantin Chernichkin REUTERS
Pracownik miejski zasłania w centrum Kijowa plakat wyborczy Janukowycza
Zwolennicy Julii Tymoszenko
Fot. GLEB GARANICH REUTERS
Zwolennicy Julii Tymoszenko
Wczoraj premier Julia Tymoszenko zaskarżyła w sądzie konstytucyjnym zmiany w ordynacji wyborczej przegłosowane trzy dni temu przez parlament. Nowe przepisy znoszą wymóg kworum dla okręgowych komisji wyborczych - w niedzielnej drugiej turze wyborów prezydenckich będą one mogły działać w dowolnie okrojonych składach.

Taką zmianę wymusiła opozycyjna Partia Regionów, której przewodzi Wiktor Janukowycz (35 proc. w pierwszej turze trzy tygodnie temu). Obawiał się on, że Tymoszenko, która w pierwszej turze zdobyła tylko 25 proc., w obliczu porażki postanowi zerwać wybory i wycofa swoich ludzi z komisji wyborczych.

- Abstrahuję już od tego, że w trakcie żadnej gry nie powinno się zmieniać jej reguł - mówi "Gazecie" Anatolij Bondarenko, redaktor portalu internetowego Zaua.org. - ale poprawki przyjęto pospiesznie, bez odesłania ich do parlamentarnych komisji. Nasi politycy jeszcze raz pokazali, że prawo mają za nic.

W dodatku zdaniem większości obserwatorów ordynacja jest teraz nie tylko legalnie wątpliwa, ale także niemądra. - Nie wykluczam, że w niedzielę będzie draka - twierdzi Bondarenko. - W niektórych lokalach wyborczych powołają się dwie zwalczające się komisje i obie będą rościć sobie prawo do legalności, bo nie ma wymogu kworum. I te komisje będą walczyły na pięści o urny i karty do głosowania.

Ale nawet jeśli draki w niedzielę nie będzie, to i tak wielu politologów ponuro konstatuje, że Ukraina już poniosła porażkę bez względu na to, kto wygra wybory.

Telenowela

Ukraińska polityka przypomina niekończącą się operę mydlaną, w której prym wiodą trzy postacie charakterystyczne: Wiktor Janukowycz - nieco grubiański i prostacki, ale swój chłop; Julia Tymoszenko - piękna, ale przebiegła i żądna władzy; wreszcie prezydent Wiktor Juszczenko - niepraktyczny Don Kiszot, którego interesują głównie wartości duchowe, czyli narodowa tożsamość Ukrainy.

Wydaje się, że z serialu wypadł właśnie Don Kiszot, który nawet po śmierci w pierwszej turze (5 proc. głosów) dobija swój wizerunek romantyka, m.in. natychmiast podpisując wątpliwe zmiany ordynacji, byle tylko pogrążyć znienawidzoną Tymoszenko.

Ale pozostaje niestety dwójka pozostałych bohaterów, którzy nie dopuszczają młodszych aktorów. Nie znikną też po niedzieli, bo niemal na pewno jedno oskarży drugie o fałszerstwo i nawet jeśli po wielu miesiącach sądowych batalii przegra prezydenturę, to wróci w wyborach parlamentarnych.

Główni bohaterowie serialu już dawno przestali być sympatyczni. Główną siłą Tymoszenko w tych wyborach są wady Janukowycza, a największym atutem Janukowycza jest słabość jego rywalki.

W poniedziałek miała się między nimi odbyć debata telewizyjna, ale Janukowycz nie przyszedł do studia. - Spójrzcie na to puste miejsce - mówiła Tymoszenko. - I zastanówcie się, czy chcecie, żeby waszym prezydentem był tchórz!

- Nie dziwię się Janukowyczowi, że nie przyszedł - mówi "Gazecie" politolog Michajło Miszczenko. - Nie ma chyba na całej Ukrainie człowieka, który mógłby wygrać debatę z Tymoszenko. Jej zdolności oratorskie i erystyczne są wybitne.

Tymczasem Janukowycz, jak wytykają mu złośliwcy, często miewa problemy z dokończeniem zdania, które właśnie rozpoczął. Dlatego spece od wizerunku upominają go, by mówił prostymi, krótkimi zdaniami. Powszechnie wyśmiewane sa jego liczne gafy - ostatnio np. rosyjskiego pisarza Antona Czechowa nazwał ukraińskim poetą, a o swojej rywalce powiedział, że jej miejsce jest w kuchni. - Z jego punktu widzenia lepiej było narazić się na oskarżenia o tchórzostwo, niż przyjść na debatę i ponieść klęskę - mówi Miszczenko.

Ale mimo uniku to właśnie toporny Janukowycz, w młodości skazany dwukrotnie za rozboje, ma większe szanse na zwycięstwo w niedzielę. - Z pięknych słów Tymoszenko absolutnie nic nie wynika - mówi Bondarenko. - Ona jest populistką doskonałą, pozbawioną wszelkich skrupułów, nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za swoje słowa. Nieraz zdarzało się, że wychodziła na konferencję prasową i mówiła jedno, a po kilku dniach - z boskim uśmiechem - coś przeciwnego. Ukraińcy mają krótką pamięć i słabość do pięknych kobiet, więc jej wybaczali. Ale teraz, kiedy kraj tonie w kryzysie i długach, to już się skończyło.

Czy histeria uratuje tygrysicę?

Miszczenko uważa nawet, że uroda i elokwencja Tymoszenko mogą w tych wyborach działać na jej niekorzyść. - Wielu ludzi ma poczucie, że pod doskonałą formą ukrywa się przebiegła populistka, która w dodatku, jak oskarżają ją przeciwnicy, w latach 90. zarobiła grube miliony na handlu gazem z Rosją. Ten dysonans jest dla nich irytujący. Tymczasem w przypadku Janukowycza forma i treść pozostają w ścisłej harmonii: wygląda on na swojaka, człowieka niesamodzielnego, wypromowanego i popieranego przez kogoś innego [tzn. przez potężnych oligarchów]. I taki jest w rzeczywistości - uważa Miszczenko.

Po pierwszej turze Tymoszenko znacznie zaostrzyła kampanię. W internecie pojawiły się klipy oparte na hollywoodzkiej trylogii "Władca pierścieni", w których odrażające ogry syczą: "Potrzebny nam głos", a narrator wyjaśnia, że walka między ogrami i ludźmi trwa i Ukrainę mogą uratować przed siłami ciemności tylko ludzie głosujący sercem. Czyli za Julką.

W innym klipie dowiadujemy się, że "bandyci znów pchają się do władzy i znów wilki przebrały się w owcze skóry". Wytwarzając atmosferę histerii, Tymoszenko i jej sztab chcą zmobilizować wyborców, szczególnie tych, którzy w pierwszej turze nie głosowali.

Ale wydarzenia ostatnich dni przemawiają za Janukowyczem. Dwukrotnie rząd przegrał ważne głosowania w parlamencie: w sprawie poprawek ordynacji i wcześniej, kiedy odwołano wiernego pani premier szefa MSW Jurija Łucenkę. - Wielu urzędników w całym kraju odebrało sygnał, że szala przechyla się i czas odwrócić swoje lojalności - mówi Bondarenko.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 106 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':