http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Białoruś zamyka polską szkołę

wj, kid, PAP
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-05 21:41

Astronomiczną grzywną 25 tys. dol. ukarał w piątek sąd w Grodnie należącą do Andżeliki Borys firmę Polonika, która po delegalizacji Związku Polaków na Białorusi wzięła na siebie znaczną część jego działalności

Aleksander Łukaszenko (12. miejsce)
Fot. SERGEI GRITS ASSOCIATED PRESS
Aleksander Łukaszenko (12. miejsce)
Po procesie, w którym Borys odmówiono prawa do skorzystania z pomocy prawnika, sąd uznał, że firma bezprawnie otrzymuje pomoc finansową i bezprawnie prowadzi działalność charytatywną. Sędzia Natalia Kozioł z sądu Rejonu Leninowskiego w ekspresowym tempie, bo w ciągu 15 minut, skazała bez przesłuchiwania świadków obrony firmę Polonika na grzywnę 71 mln białoruskich rubli (równowartość 25 tys. dolarów). Sędzia nie zgodziła się na przesłuchanie kilkunastu świadków obrony. Przesłuchano jedynie świadków oskarżenia, czyli pracowników miejscowego urzędu podatkowego.

Zasądzona, niezwykle jak na Białoruś wysoka grzywna oznacza faktyczny upadek firmy, a także działającej przy niej w Grodnie szkoły, w której prawie 500 dzieci uczyło się języka polskiego.

Polonikę założyli w 2005 r. działacze zdelegalizowanego Związku Polaków na Białorusi. Zarejestrowanie firmy pozwalało jej na posiadanie siedziby, a także prowadzenie działalności kulturalnej i społecznej, która dotąd była domeną Związku Polaków.

Polonika organizowała kursy nauki języka polskiego i organizowała koncerty polskiej muzyki. Aby dochować posłuszeństwa białoruskiemu prawu, firma pobierała za kursy i koncerty opłaty, choć wyłącznie symboliczne.

W pierwszych latach działalności Poloniki białoruskie władze nie zgłaszały do niej żadnych zarzutów. Sytuacja zmieniła się w 2009 r., kiedy na firmę zaczęto nasyłać kolejne kontrole. W końcu jedna z nich, z urzędu skarbowego, doprowadziła do feralnego procesu sądowego.

- Bezprecedensowy charakter tego procesu świadczy o tym, że działacze Związku Polaków są na Białorusi ludźmi nawet nie drugiej, a trzeciej kategorii - ocenił Poczobut. - Wielokrotnie stawałem przed sądem i nigdy nie widziałem, aby w tak arogancki sposób naruszane były prawa człowieka do własnej obrony, nawet prawa do posiadania obrońcy - dodał.

To uderzenie w naukę polskiego

W jego ocenie chodzi o pozbawienie Związku możliwości działania. - Od 2005 roku mieliśmy możliwość półlegalnej działalności, mieliśmy pomieszczenie, ludzie byli zatrudnieni, zwłaszcza ci ze Związku, którzy po delegalizacji stracili pracę, były organizowane kursy, a teraz wyrzucą nas na ulicę. Po likwidacji firmy nasza działalność jest w stu procentach nielegalna na Białorusi - mówił.

Poczobut, szef Rady Naczelnej ZPB uważa, że decyzja sądu jest - uderzeniem w naukę języka polskiego: - Promowanie nauki języka polskiego za pomocą szkół niedzielnych, sobotnich kursów doprowadziło do tego, że w 2009 roku odnotowano wzrost liczby osób uczących się języka polskiego. I właśnie ten wzrost zaniepokoił białoruskie władze i atak na Polonikę jest z jednej strony zepchnięciem Związku Polaków do podziemia, a z drugiej - próbą zahamowania wzrostu zainteresowania językiem polskim - ocenia Poczobut.

Białoruskie władze nie uznają kierowanego przez Borys ZPB, który przez Warszawę uważany jest za jedyny prawomocny. Dla Mińska legalny jest Związek Polaków kierowany obecnie przez Stanisława Siemaszkę, a wcześniej przez Józefa Łucznika, który został wybrany na prezesa w sierpniu 2005 roku. Do rozłamu na dwa kierownictwa polskiej organizacji doszło w marcu 2005 roku, po zjeździe ZPB, na którym wybrano na prezesa Andżelikę Borys. Władze białoruskie nie uznały tego wyboru; doprowadziły do powtórzenia zjazdu i powierzenia stanowiska prezesa Łucznikowi, czego z kolei nie uznały władze polskie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':