http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chiny niewzruszone

Geremie R. Barmé*
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 16:56

Przed siedzibą Google'a w Pekinie
Przed siedzibą Google'a w Pekinie
Fot. Vincent Thian AP

Ten kraj gwałtownie się zmienia, ale to nie znaczy, że staje się podobny do Zachodu - pisze współtwórca zablokowanych w Chinach stron internetowych

Ostatnie kłopoty Google'a w Chinach przywodzą na myśl zapomnianą w zeszłym roku rocznicę - zimnowojenne starcie między Johnem Fosterem Dullesem i Mao Zedongiem w roku 1959. Warto się do niego odwołać właśnie teraz, po waszyngtońskim przemówieniu sekretarz stanu Hillary Clinton z 21 stycznia na temat wolności w internecie i po chińskiej reakcji na nie.

Clinton przypomniała słowa prezydenta Obamy, który w szanghajskim ratuszu w listopadzie bronił prawa do wolnego przepływu informacji, które pomaga obywatelom pociągać do odpowiedzialności rządzących, rodzi nowe idee, wspomaga kreatywność. Powołała się na pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji - tę o wolności wyznania, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń - i do czterech wolności, o których mówił Franklin D. Roosevelt w 1941 r.: wolności słowa i wyznania, wolności od nędzy i od strachu. "Wiara Amerykanów w te prawdy - mówił Obama - przywiodła mnie dziś tutaj".

Mao: Chcą nas przekabacić

Clinton nie wspomniała natomiast słów sekretarza stanu Dullesa wypowiedzianych w kluczowych latach po zakończeniu II wojny światowej i proklamowaniu zimnej wojny. A przecież widać, że to jego strategię "pokojowej ewolucji" mają dziś na myśli Chińczycy, gdy odpowiadają Amerykanom w sprawie wolności internetu.

W 1953 r. Dulles sformułował tezę, że Ameryka powinna w sposób pokojowy wspierać ewolucję krajów socjalistycznych ku standardom zachodnim. Zakładał, że w ten sposób brutalny, monopartyjny despotyzm może się przekształcić w polityczno-społeczny pluralizm i gospodarkę rynkową. Myśl tę rozwinął w latach 1958 i 1959. Twierdził, że istotnym elementem zimnej wojny jest wspieranie rodzącej się w krajach komunistycznych opozycji, infiltracja kulturalna i rozpowszechnianie zakazanych informacji.

I wtedy właśnie Dullesowi odpowiedział Mao Zedong zatroskany przyszłością rewolucji i rozmiekczeniem ideowym Związku Radzieckiego. Poglądy swe streścił w małym gronie partyjnym w listopadzie 1959 r., w miejscu zwanym obecnie Dahua Hotel (Dahua fandian ) w Hangzhou. Cytuje je w fascynujących wspomnieniach weteran partyjny Bo Yibo:

„Dulles powiedział, że sprawiedliwość i prawo winny zastąpić przemoc i że trzeba poniechać wojny, i że trzeba położyć nacisk na prawo i sprawiedliwość. Mówił też Dulles, że wyrzeczenie się siły nie oznacza » utrzymania status quo «, tylko pokojową » przemianę « (śmiech).

Kto ma się pokojowo zmienić?

Dulles chce zmieniać kraje takie jak nasz.

Chce nas przekabacić. ()

Dlatego Stany Zjednoczone próbują kontynuować swą agresję i ekspansję bardziej podstępnymi metodami. () Innymi słowy, USA chcą zachować swój system i zmienić nasz. Chcą nas skazić swoją pokojową ewolucją".

O niebezpieczeństwach pokojowej ewolucji (po chińsku: heping yanbian) i czającej się groźbie rewizjonizmu Mao wspominał odtąd często. Bał się tego tak samo jak pomysłów na półrynkowe reformy i groźby, że nie będzie komu po nim przejąć sztandaru rewolucji. Te lęki zrodziły wkrótce idee nazwane później rewolucją kulturalną.

Od czasu, gdy 30 lat temu Chiny otworzyły się na świat, Komunistyczna Partia Chin zrezygnowała z radykalnych maoistowskich haseł. Nadal obowiązuje jednak wprowadzona przez Mao i potwierdzona przez Deng Xiaopinga doktryna "chińskiej unikalności", której towarzyszy utrzymanie autorytarnego, monopartyjnego systemu. To dlatego w 1989 r. Deng oskarżał Zachód o polityczne zmanipulowanie protestu na placu Tiananmen - o to, że próbował wykorzystać niepokoje społeczne w celu "burżuazyjnego zwasalizowania" (zibenzhuyi guojia fushuguo ) Chin i zachęcenia ich do pokojowej ewolucji ku demokracji burżuazyjnej uzależnionej od międzynarodowego kapitału. Reakcja chińskich władz (czyli krwawe stłumienie protestów) była z ich punktu widzenia kontynuacją walki, jaką KPCh stoczyła pod koniec lat 50.



Harmonizują, że aż strach

Różnica między chińskim państwem partyjnym a liberalną demokracją jest więc wciąż prawie taka sama, jak 50 lat temu, gdy Mao ogłaszał swą teorię sprzeciwu wobec pokojowej ewolucji. Być może dzisiejsi chińscy przywódcy nie są zainteresowani debatami nad historią Chin, ale wiadomo, że spotykają się na wykładach, z jakimi do Zhongnanhai, zamkniętej dzielnicy rządowej przylegającej do Zakazanego Miasta, przyjeżdżają zapraszani eksperci. Bo Yibo, który w pamiętnikach cytował atak Mao na koncepcję "pokojowej rewolucji", jest w końcu ojcem członka Biura Politycznego KPCh Bo Xilaya. A znani mi chińscy doradcy studiują dziś dzieje rodzących się Chin maoistowskiech z lat 50. i odwołują się do pomysłów Mao, przygotowując strategię dla rządu.

W styczniowym przemówieniu o wolności komunikowania się Hillary Clinton jasno powiedziała, jaka jest różnica między systemami autorytarnymi a liberalną demokracją. Chiny są państwem autorytarnym. W 1959 r. na amerykańską politykę promowania podstawowych swobód zareagowali ideologiczno-nacjonalistyczną gorączką, co miało potem tragiczne konsekwencje w latach 60. i 70. W 1989 r. następcy Mao zachowali się podobnie, choć większy nacisk położyli na nacjonalizm. Połączenie edukacji patriotycznej, świadome korzystanie z usług komercjalizowanych mediów i inspirowane komentarze w telewizji i radiu służyły starym i nowym celom. Tak powstała specyficzna nowa chińska odpowiedź na zachodnią ideę pokojowej ewolucji ku bardziej pluralistycznemu społeczeństwu.

Od 2005 r. obecni przywódcy Chin, Hu Jintao i Wen Jabao, prowadzą politykę, której hasłem jest stworzenie "harmonijnego społeczeństwa". To taki rodzaj "harmonii", który łączy się z rosnącą kontrolą ze strony państwa. Chiny tak intensywnie "harmonizują" dziś autorytaryzm z plutokracją, że w potocznej chińszczyźnie "harmonizowanie" stało się synonimem cenzury. Zamiast pokojowej ewolucji Chiny mają dziś "harmonijną ewolucję" (hexie yanbian ).

W swoim wystąpieniu Hillary Clinton do listy czterech wolności Roosevelta dodała piątą - wolność komunikowania się "będącą internetowym odpowiednikiem wolności zgromadzeń". Zapowiedziała, że rząd USA "wspierać będzie budowanie nowych instrumentów umożliwiających obywatelom korzystanie z prawa do swobody wypowiedzi przez omijanie politycznej cenzury". Wskazała na kluczową rolę swobodnego przepływu informacji, zauważając m.in., że "historycznie rzecz biorąc, nierówny dostęp do informacji był jedną z głównych przyczyn konfliktów między państwami. Kiedy mamy do czynienia z poważnymi sporami, najważniejsze jest to, by obie strony miały dostęp do tego samego zestawu faktów i interpretacji". Mówiła: - Kierując się tymi wskazaniami, sformułujemy nasze zasady, nasze ekonomiczne cele i strategiczne priorytety. Musimy zbudować świat, w którym dostęp do sieci i informacji zbliży ludzi, rozszerzając nasze rozumienie pojęcia wspólnoty.

Dla Chińczyków taki plan osłabienia dyktatury za pośrednictwem mediów i wolności informacji jest nie do przyjęcia. Stąd wzięły się chińskie komentarze, że władze miały prawo "wyciągnąć internetową wtyczkę". Chińskie media bez wahania zinterpretowały mowę Clinton jako najnowszy wyraz "informacyjnego imperializmu" USA, będącego niczym innym jak kolejnym przykładem postkolonialnego hegemonizmu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':