Podczas zakończonego wczoraj dwudniowego spotkania szefów
MON krajów NATO w Stambule ministrowie zgodzili się zrzucić na załatanie dziury budżetowej w Sojuszu. Według nieoficjalnych danych NATO grozi dziura w wysokości nawet 900 mln dol. (włoski minister obrony mówi o 540 mln dol.), głównie z powodu rosnących kosztów operacji w Afganistanie. Kraje Sojuszu mają znaleźć w tym roku dodatkowe 135 mln dol.
Wczoraj głównodowodzący sił NATO w Afganistanie gen. Stanley McChrystal wezwał sojuszników, by w ramach swych kontyngentów zwiększyli liczbę żołnierzy, których zadaniem jest szkolenie afgańskich policjantów i wojskowych. Sojusz chce bowiem w tym roku znacznie zwiększyć liczebność i skuteczność tych sił.
Szef polskiego MON
Bogdan Klich zadeklarował, że polska armia wystawi więcej doradców dla afgańskich sił bezpieczeństwa. Wśród 2,6 tys. polskich żołnierzy około 400 będzie się zajmować właśnie szkoleniem sił afgańskich (liczba doradców zwiększy się mniej więcej pięciokrotnie). - Policja to jeden z największych problemów operacji w Afganistanie - mówi "Gazecie" szef dowództwa połączonych sił NATO gen. Egon Ramms. - Policjanci z jednej strony są przekupywani, z drugiej zastraszani. Dochodzi do tego, że ich
samochodami jeżdżą talibowie, którzy atakują z nich potem żołnierzy NATO.
Amerykanie ze swej strony zadeklarowali, że przekażą sojusznikom część odpornych na wybuchy przydrożnych min pojazdów opancerzonych, które przestały być potrzebne w Iraku. - Padła deklaracja o przekazaniu ok. 200 takich pojazdów - mówi "Gazecie" Bogdan Klich. - Liczymy na to, że część tego sprzętu wzmocni nasz kontyngent.
Polska armia dysponuje w tej chwili ok. 110 takimi pojazdami - 30 amerykańskimi MRAP-ami i ponad 80 transporterami Rosomak.