Lista zarzutów wobec przyjętego przez rząd projektu ustawy o rejestrze stron i usług niedozwolonych jest długa. Krytykowany jest sam pomysł wprowadzenia takiego rejestru (zdaniem internautów nieprzemyślany, wynikający z chęci ratowania przez rząd wizerunku po wybuchu sprawy możliwego nielegalnego lobbingu przy ustawie hazardowej) i tryb jego wprowadzenia: konsultacje społeczne odbywają się dopiero teraz - po przyjęciu ustawy przez rząd.
O co chodzi? 1. Pod sztandarem walki z wszechobecnym niekontrolowanym i nieopodatkowanym hazardem w sieci rząd chce wprowadzić czarną listę domen, których internauci z Polsce nie będą mogli zobaczyć. Z żądaniem blokady mogłaby występować do specjalnego sądu
policja, wywiad skarbowy lub służby celne.
A jeśli sąd uzna, że stronę zablokować trzeba, operatorzy mają sześć godzin, by zamknąć do niej dostęp swoim klientom.
Jak ma to wszystko działać? Jak zawęzić pole do gigantycznych nadużyć i błędów? Jak, w krótkim czasie nauczyć tych skomplikowanych kwestii służb państwowe? Nie wiadomo
2. Rząd tłumaczy, że chodzi mu tylko o walkę z przestępczością w internecie i ochronę nieletnich. Ale internauci i część ekspertów ostrzegają, że to droga do wprowadzenia cenzury prewencyjnej, bo katalog stron niedozwolonych będzie można poszerzać. Mówią, że rejestr jest niepotrzebny, bo dubluje pracy prokuratury, która i tak ściga dziecięcą pornografię.
3. Specjaliści wytykają też ustawie niezliczone bardzo konkretne błędy.
- że pozwala na blokowanie adresów elektronicznych. Tyle, że według ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, adres to (w uproszczeniu) tylko adres mailowy. Jeśli by tak w ustawie zostało, będzie można blokować czyjąś skrzynkę mailową, a nie np. stronę www.
- zdjęcie strony z indeksu może wnioskować tylko właściciel strony: jeżeli zostanie zablokowana np. strona Biblioteki Kongresu
USA, to szanse na jej odblokowanie będą nikłe - użytkownik, któremu odcięto dostęp do informacji odwołać się nie może.
- internauci oceniają też, że wystarczy umieścić w komentarzach na stronie konkurencji linki do zakazanych stron, żeby strona została zablokowana. Krytykują też, że koszty blokowania mają być przerzucone na operatorów i dostawców internetu.
- nie ma w ustawie nic o odszkodowaniach za bezprawne zablokowanie strony. Wskazują też, że ustawa będzie nie do wyegzekwowania - bo jeśli coś zostanie zakazane w Polsce - będzie można to przenieść za granicę.
Czy internauci poradzą sobie z premierem lepiej niż komisja śledcza? Co internautom powie
Donald Tusk? Zapraszając ich do dyskusji napisał: "Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci.
Przeczytaj co o pomysłach rządu piszą dziennikarze "Gazety", Rafał Zasuń i Tomasz Grynkiewicz.