Prawie sześć godzin trwało przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego przez komisję hazardową. Ani razu nie dał się sprowokować posłom PO, za to tryskał dobrym humorem. Gdy poseł Bartosz Arłukowicz kończył zadawanie pytań podsumował, że od kilku miesięcy obserwuje Kaczyńskiego w Sejmie ale dopiero dziś zobaczył, że umie się on tak uśmiechać. - Nie wiem jak bardzo mnie pan obserwuje, ale ja się na sali sejmowej często uśmiecham, bo tam jest często wesoło - odpowiedział prezes
PiS.
Sytuację wykorzystał Sławomir Neumann: - Posłowi Arłukowiczowi tak się podoba, że chyba zaraz do PiS się zapisze.
- Bylibyśmy uradowani - odparował Kaczyński.
Gdy do głosu doszedł Arłukowicz kontynuował: - Prezesowi Kaczyńskiemu za zaproszenie i dobre słowo dziękuję, nie skorzystam. Od dawna po cichu w tajemnicy przed panem - z posłami PiS, nie wiem czy to mogę publicznie, powiedzieć, toczymy dyskusję w jakiej Polsce chcemy żyć. Czy postępowej czy konserwatywnej? Mam taka prośbę, by ten dobry nastrój przelał pan na posła Hofmana, Kamińskiego i Poncyljusza Wtedy będzie się wszystkim lepiej żyło - zakończył.
Były premier od początku przyjął strategię: nie mam nic wspólnego z tą aferą. Podobnie jak premier Tusk i szef klubu PO
Grzegorz Schetyna zrezygnował z prawa do swobodnej wypowiedzi. Ale w swoich odpowiedziach jasno dał do zrozumienia dlaczego powstała komisja. A posłowie PiS mu pomagali.
Pytania jako pierwsza zaczęła zadawać Beata Kempa. - O Mira, Zbycha i Rycha nie będę pana pytać, bo to nie nasza ekipa i nie nasza afera - zaczyna. I zadaje pytanie: - Dlaczego PiS chciał pisać nową ustawę hazardową. Jarosław Kaczyński wyjaśnia, że chodziło o zdobycie pieniędzy na obiekty sportowe.
Dodaje, że w są politycy uzależnieni od lobbingu.- Z taka sytuacją mięliśmy do czynienia w aferze hazardowej rządu Donalda Tuska, gdzie taka sytuacja występowała. Ci panowie byli uzależnieni - mówi. Jego zdaniem dymisja Mariusza Kamińskiem była karą za wykrycie tzw. afery hazardowej. - Możemy tu też mówić o aferze Donalda Tuska. Taki jest mój pogląd na tę sprawę - mówi. A potem jeszcze to powtórzy kilka razy.
Śledczych interesuje przede wszystkim projekt z lipca 2008 roku, napisany przez Totalizatora Sportowego. Co nie dziwi byłego premiera, który tłumaczy jak do tego doszło: - Gdy rząd przygotowuje ustawę w sprawie wojska, wiadomo, że będzie z wojskiem pracował. Jeśli chodzi o hazard nie było innej instytucji publicznej niż Totalizator. Tu współpraca była rzeczą całkowicie normalną - mówi. Przyznaje jednak, że w pewnym momencie coś go przy ustawie zaniepokoiło. - Otóż to, gdy ustawa o hazardzie znalazła się w ręku ministra Przemysława Gosiewskiego drogą poprzez klub parlamentarny, napisałem notatkę by zajęło się tym CBA. Była tam była mowa o jakimś uwikłaniu departamentu, chciałem wiedzieć o co chodzi.
A chodziło o spotkanie z 26 lipca 2006 roku Krzysztofa Jurgiela, Przemysława Gosiewskiego i Anny Cendrowskiej. (więcej
tutaj). Na nim zapadła decyzja, by projekt ustawy napisanej przez Totalizatora trafił on do klubu, bo "departament gier" w ministerstwie finansów jest "uwikłany". Zobacz jak spotkanie wspominała przed komisją Anna Cendrowska (
czytaj relację z jej przesłuchania). Gosiewski ze spotkania napisał notatkę przekazał ją Kaczyńskiemu a ten CBA.
Czy dostał pan odpowiedź z CBA na notatkę - dopytywał Sławomir Neumann.
- We wrześniu 2006 roku rozmawiałem z Mariuszem Kamińskim i on mi powiedział, że nie doszukano się niczego co byłoby przedmiotem zainteresowania czy nagannego postępowania. Minister Kluza dał negatywną opinię dla tego projektu i sprawa się zakończyła.
Błędna decyzja Kaczyńskiego Śledczy dopytują teraz o kolejną notatkę. Z 12 marca 2007 roku.
9 marca 2007 roku w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego doszło do spotkania. Stawili się na nim przedstawiciele ministerstw finansów i skarbu, był też
Przemysław Gosiewski i Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu. Spotkali się, by porozmawiać o nowelizacji ustawy hazardowej. Po tym spotkaniu Marian Banaś, ówczesny wiceminister finansów napisał notatkę, "Na spotkaniu przedstawiciel Skarbu Państwa, pan minister Paweł Szałamacha ponownie zaproponował rezygnację w projekcie nowelizacji - na wniosek Totalizatora Sportowego sp. z o.o. - z dopłat do wideoloterii i gier objętych monopolem państwa, które mają być organizowane przez Totalizator Sportowy."
Dalej pisze, że premier przychylił się do stanowiska Szałamachy. "Realizując polecenie premiera, proszę o uwzględnienie przez zespół w projekcie nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych rozwiązań zakładających zastosowanie preferencyjnej stawki podatkowej oraz likwidację dopłat do wideoloterii, zgodnie z propozycjami Totalizatora Sportowego"
Arłukowicz dopytywał jak Kaczyński chciał znaleźć pieniądze na budowę Narodowego Centrum Sportu obniżając opodatkowanie wideoloterii? Kilka tygodni wcześniej Marian Banaś zeznał przed komisją, że resort finansów propozycje Totatloizatora, by zmniejszyć opodatkowanie wideoloterii, ponieważ do budżetu państwa z ich wprowadzenia pojawiłyby się dopiero po 2017 roku, a wcześniej państwo musiałoby zainwestować ponad miliard złotych na ich uruchomienie.
- Totalizator ma zapasy finansowe, dużą możliwość kredytowania, a jemu zależało na jak najszybszym wybudowaniu Narodowego Centrum Sportu - odpowiedział były premier.
Jednak Arłukowicz nie odpuszczał:
- Czy podjął pan wówczas błędną decyzję na tym spotkaniu?
- To była decyzja, którą potem zweryfikowałem. Jeśli chce ją pan nazywać błędną, nie będę temu przeciwny.
Kaczyński w golfa nie gra... Stefaniuk też nie Jarosław Urbaniak snuje teorię spisku. Czy 26 września wiedział pan o akcji CBA? - pyta Kaczyńskiego. - Nie - odpowiada prezes PiS. Urbaniak wątpi, a dowodem ma być fragment przemówienia lidera PiS z kongresu, w którym te mówi o przejęciu władzy.