Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Prezydent powiedział wczoraj w Katowicach, że on też wybiera się w kwietniu na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Zaproszenie od premiera Rosji Władimira Putina dostał w środę
Donald Tusk.
- Intencją prezydenta jest tam być. Byłoby dobrze, gdyby wszyscy zainteresowani tymi obchodami się tam spotkali. Dobrze by było, gdyby spotkali się tam prezydenci obydwu krajów - mówił wczoraj szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak. Podkreślał, że w obchodach "najważniejsze jest przesłanie pamięci o wydarzeniach sprzed lat".
Stasiak powiedział, że nie sądzi, by prezydent czekał na oficjalne zaproszenie: - To nie jest przecież uroczystość państwowa. Prezydent pojedzie bez względu na to, czy takie zaproszenie się pojawi, czy nie.
Polski
MSZ od dłuższego czasy prowadził z Rosjanami żmudne ustalenia na temat uroczystości. Teraz resort jest zaskoczony, bo prezydent na obchodach zorganizowanych na szczeblu premierów to prawdziwy koszmar dla protokołu dyplomatycznego.
Oficjalnie MSZ milczy, ale nieoficjalnie w gmachu przy ul. Szucha w Warszawie wszyscy liczą, że "prezydent ochłonie" i "podzieli" się z Tuskiem rosyjskimi obchodami, których w tym roku jest sporo. Zamiast 10 kwietnia do Katynia, mógłby np. pojechać 17 lipca na obchody do Charkowa, albo 2 września do Miednoje.
- Dwa grzyby w barszcz to za dużo. Kłopoty zaczną się już wtedy, kiedy prezydent wysiądzie z samolotu, bo kogo Putin powita pierwszego? Prezydent może się narazić na wiele kłopotliwych dla siebie sytuacji - mówi zastrzegający anonimowość polski dyplomata. - Z kim w samochodzie pojedzie prezydent, jeśli do pierwszej limuzyny wsiądzie Tusk z Putinem? Jest jeszcze jedno "ale". Na przyjazd prezydenta musi się jeszcze zgodzić organizator - Putin i protokół dyplomatyczny rosyjskiego MSZ.
- Będziemy chcieli jakoś to wszystko pogodzić, tak jak towarzysz Nikita Chruszczow godził sufit z podłogą - żartuje inny z rozmówców w MSZ. Przyznaje jednak, że prezydent sprawił wszystkim nie lada kłopot.
Zaskoczony decyzją Kaczyńskiego jest Dmitrij Babicz, rosyjski ekspert od polityki międzynarodowej Rosji: - Premierzy Donald Tusk i
Władimir Putin mają wspólną zaletę przydatną dla rozwoju relacji między naszymi krajami, której brakuje prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Putin interesuje się Polską, rozumie wasz kraj. I to właśnie dlatego nie oddaje stosunków z Polską Dmitrijowi Miedwiediewowi. Z Tuskiem jest podobnie. On też się stara zrozumieć Rosję, poznać ją. A Kaczyński wie o Rosji mało poza tym, że ona zagraża Polsce, co jest oczywistą bzdurą.
Babicz uspokaja, że przyjazd Kaczyńskiego do Katynia nie sprawi, że tam nie pojawi się Putin. - Putin akurat nie jest taki, by robić uniki. Przeciwnie - lubi pokazać, jakim jest zuchem. Boję się tylko jednego. Gdyby w Katyniu doszło do jakiegoś zgrzytu, może zareagować po swojemu, czyli celną, ale złośliwą i bolesną repliką - tłumaczy.
* Wczoraj w Katowicach prezydent odznaczył kilkunastu górników, którzy wzięli udział w akcji ratunkowej w kopalni Wujek-Śląsk we wrześniu ubiegłego roku. W wybuchu metanu zginęło wtedy 20 górników.
Na zaproszenie Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności"
Lech Kaczyński wziął też udział w dyskusji o bezpieczeństwie w górnictwie. Prezydent krytykował przepisy o tym, że zakłady pracy muszą być uprzedzane o kontroli: - Doszły mnie słuchy, ale nie wiem, czy to prawda, że są firmy gromadzące odpowiedni sprzęt i przerzucają go z miejsce na miejsce na czas kontroli - mówił.