Dokumenty z kontroli
ABW - służby odpowiedzialnej za ochronę tajemnic państwa - we wtorek zostały odtajnione, a wczoraj otrzymała je hazardowa komisja śledcza. ABW badała stan zabezpieczenia informacji niejawnych w CBA dwa razy (łącznie za lata 2006-08). Oba raporty odpowiedzialnym za bałagan i niestosowanie właściwych procedur i zabezpieczeń czynią Mariusza Kamińskiego, byłą dyrektor ochrony Jarosławę Maćkowiak, a także szefa kancelarii tajnej w CBA.
- Znałem raport ABW i nie zwiększało to mojego zaufania do pana Kamińskiego. Ale brak zaufania nie był wystarczającym powodem, żeby go zwolnić ze służby - mówił wczoraj premier
Donald Tusk przed komisja hazardową.
Co odkryło ABW? Agencja koncentrowała się na kwestiach formalnych: wewnętrznych przepisach, obiegu dokumentów, certyfikatach dostępu do tajemnicy, zabezpieczeniu sprzętu i pomieszczeń. Ujawnia, że Kamiński w listopadzie 2006 r., gdy Biuro zaczynało działać, wydał decyzję dopuszczającą stosowanie "środków techniki operacyjnej" (czyli sprzętu do podsłuchów, podglądów itp.) bez odpowiednich certyfikatów. Zezwolił także na wytwarzanie i przechowywanie tajnych informacji w "systemach teleinformatycznych" (chodzi głównie o komputery, ale też aparaturę podsłuchową) bez koniecznych akredytacji. Kamiński tłumaczył, że podjął tę decyzję "ze względu na pilność realizacji czynności operacyjnych".
Można wnioskować, że Biuro chciało mieć szybko wyniki, uzasadnić swoje istnienie. Szef ABW nazywa to "obejściem prawa". W praktyce tajne informacje były źle chronione i mogły mieć do nich dostęp osoby nieuprawnione (np. z powodu ataku hakerów).
Komputerom poświęcona jest znaczna część raportu ABW. Wytyka się np., że część komputerów nie jest chroniona "elektromagnetycznie". A nawet, że komputery i nośniki z danymi "mogą być wynoszone poza CBA, bo nie regulują tego żadne procedury". ABW zwraca też uwagę, że niektóre kancelarie tajne w delegaturach CBA nie są chronione kodami dostępu, które umożliwiałyby rejestrację wchodzących. A w centrali w Warszawie dokumenty trzyma się w 92 metalowych szafach zamykanych na zwykłe, a nie wzmocnione zamki.
W części tajnych dokumentów CBA były dane pozwalające na identyfikację agentów, ich informatorów i środków, jakimi się posługują, czyli najtajniejszej kuchni służb. Czy mogło tu dojść do dekonspiracji? - Oczywiście, że tak - mówi poseł Konstanty Miodowicz (PO), przewodniczący sejmowej komisji ds. służb. ABW wątek zagrożenia dekonspiracją agentów i agentury badała - wynika z raportu z 2008 r. - ale kilku stron raportu na ten temat nie odtajniła. W jawnej części czytamy, że dostęp do dokumentów z tajemnicą państwową miały w CBA osoby bez "poświadczeń bezpieczeństwa", a
Mariusz Kamiński nie przeszedł odpowiedniego szkolenia dotyczącego ochrony informacji niejawnych.
Komisja ds. służb wnioski z kontroli ABW poznała ponad pół roku temu. - Wielokrotnie wyrażaliśmy zaniepokojenie stanem ochrony tajemnicy w CBA, zwłaszcza w kontekście przecieków - dodaje Miodowicz.
Tak "luźno" traktowano tajności w CBA, że nie udało się ustalić, do ilu kopii, przez kogo i w jakim celu rozmnożono stenogramy z operacji "Black Jack" (dotyczącej biznesmenów z branży hazardowej). Dlatego trudno jest znaleźć źródło ich przecieku do "Rzeczpospolitej".
O tym, że CBA miało problem z ochroną informacji, pisaliśmy w połowie stycznia. Mająca pieczę nad "tajnościami" Biura Maćkowiak (wiceburmistrzem Mokotowa za rządów Lecha Kaczyńskiego w Warszawie) nie miała certyfikatu dostępu do tajemnicy państwowej. Została odwołana przez nowego szefa Biura Pawła Wojtunika.
Pisaliśmy też o zastępcy Kamińskiego Macieju Wąsiku, któremu w gabinecie zainstalowano tzw. stanowisko odsłuchowe.
Na wnioski po kontrolach ABW Mariusz Kamiński nie reagował. - To się zmieniło, zmienił się dyrektor departamentu ochrony, a krytyczne wnioski i zalecenia ABW są uwzględniane - zapewnił nas wczoraj rzecznik nowego szefa CBA Jacek Dobrzyński.