http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukraińska wojna wyborcza

Mariusz Zawadzki, Kijów
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-04 19:00

Przed niedzielną drugą turą wyborów ukraińscy politycy wpadają w histerię. Opozycja przeforsowała zmiany w prawie wyborczym, a premier Julia Tymoszenko straszy "drugim Majdanem"

Julia Tymoszenko
Fot. Mikhail Metzel AP
Julia Tymoszenko
- To prawdziwy skandal zmieniać zasady między pierwszą a druga turą wyborów i mam nadzieję, że obserwatorzy zagraniczni tak to ocenią - mówi "Gazecie" Oleksandr Suszko, dyrektor Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej. Poprawki do ordynacji zostały przyjęte w środę głosami opozycyjnej Partii Regionów, której przywódca Wiktor Janukowycz jest faworytem wyborów, oraz komunistów i partii prezydenta Wiktora Juszczenki, który odpadł w pierwszej turze.

Nowe prawo stanowi, że okręgowe komisje wyborcze mogą legalnie pracować w niedzielę, nawet jeśli nie będą miały kworum (dotąd wynosiło ono dwie trzecie składu komisji). Janukowycz i jego ludzie obawiali się, że konkurująca z nim premier Julia Tymoszenko, którą w pierwszej turze wyprzedził aż o 10 proc. (35 do 25), zechce zerwać wybory i wycofać wszystkich swoich ludzi z komisji. Szczególnie w Donbasie, przemysłowym okręgu na wschodzie Ukrainy, który głosuje murem za Janukowyczem.

- Ale nowe prawo otwiera drogę do jeszcze większych patologii - twierdzi Suszko. - Teraz każda komisja okręgowa może "się rozdwoić" na zwalczające się komisje: projanukowyczową i protymoszenkową [kandydaci mają po połowie członków we wszystkich komisjach w kraju]. Obie komisje będą w zasadzie ważne, bo nie ma już wymogu kworum. Po zamknięciu lokali obie spiszą odrębne protokoły...

Środowe obrady parlamentu w Kijowie były wyjątkowo burzliwe. Zwolennicy i przeciwnicy poprawek do ordynacji wyzywali się od "sprzedajnych pedałów" i "kondomów". Niechybnie doszłoby do mordobicia, gdyby koledzy nie powstrzymali dwóch najbardziej krewkich posłów - Iwana Stojki z prezydenckiej Naszej Ukrainy i Wołodymyra Bondarenki z Bloku Julii Tymoszenko.

Głosowanie deputowanych również dalekie było od ideału. Deputowana prezydenckiej Naszej Ukrainy Irina Heraszczenko, która według dokumentacji wzięła w nim udział, nie była obecna w sali parlamentu przez cały dzień, więc - jak sama wyjaśnia - głosować nie mogła. Jednak większość jej partyjnych kolegów, choć formalnie należą do koalicji rządowej, zagłosowała za poprawkami, czyli wbrew woli premier Tymoszenko. Robią tak zresztą od wielu miesięcy, dlatego teoretycznie większościowy rząd jest w rzeczywistości w mniejszości.

Zaraz po głosowaniu pani premier wystosowała dramatyczny apel do prezydenta, by nie podpisywał ustawy. "Zasady demokracji zostały złamane i jeśli ustawa zostanie przyjęta, będzie to oznaczać koniec uczciwych wyborów. W takiej sytuacji podejmę działania nadzwyczajne" - pisała Tymoszenko.

Juszczenko, który nie kryje nienawiści do pani premier, już następnego dnia skwapliwie ustawę podpisał. - Może zresztą nie tylko po to, by pogrążyć Tymoszenko. Głupie przepisy mogą sprawić, że wybory zostaną zerwane i wtedy Juszczenko pozostałby na urzędzie jeszcze kilka miesięcy - mówi Suszko.

Po decyzji prezydenta premier Tymoszenko zagroziła, że "poderwie naród". Pięć lat temu udało jej się to wspólnie z Juszczenką, z którym przewodzili pomarańczowej rewolucji - po protestach setek tysięcy ludzi w Kijowie unieważniono zwycięskie dla Janukowycza wybory, a w ich powtórce wygrał Juszczenko.

- Powtórki z historii nie będzie - zapewnia "Gazetę" Michajło Miszczenko, wiceszef socjologicznego Centrum Razumkowa. - Politycy wpadają w ciężką histerię, ale ludzi to wszystko nie obchodzi. Rozczarowali się do przywódców pomarańczowej rewolucji i nie wierzą, że te wybory, ktokolwiek by je wygrał, coś zmienią. Nie wyjdą na ulice, bo nie mają po co. Być może po wyborach zobaczymy jakieś niewielkie reżyserowane demonstracje, ale to wszystko.

Sondaży przedwyborczych publikować nie wolno już od wielu tygodni, ale politolodzy i socjolodzy, z którym rozmawiała "Gazeta", widzieli ich kilka. We wszystkich Janukowycz dość komfortowo prowadził. - Jednak nie może być pewny swego, bo histeria, którą Tymoszenko podsyca w ostatnich dniach, działa na jej korzyść - mówi Miszczenko. - To bardzo skuteczna metoda mobilizacji swojego elektoratu.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, nie wykluczają, że Tymoszenko już wie, że do niedzieli nie dogoni rywala. Walczy jednak jak tygrysica do samego końca, by różnica między nimi była jak najmniejsza. Jeśli jej się uda, podważy wynik wyborów - zresztą zmiany w ordynacji na trzy dni przed drugą turą są za tym całkiem niezłym argumentem. Wtedy o ważności wyborów i o tym kto je wygrał będą debatować sądy, a to może potrwać wiele miesięcy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':