Okazją do odnowienia sojuszu były wczorajsze konsultacje międzyrządowe. Celebrowano je z wielką pompą. Do Paryża zjechał prawie cały niemiecki gabinet. Sarkozy w Pałacu Elizejskim przyjął ich w sali Murata, w której sam spotyka się ze swoim rządem. Francuscy i niemieccy politycy w takiej formule ostatni raz spotkali się trzy lata temu. To także pierwsze konsultacje od niemieckich wyborów z września zeszłego roku.
Politycy podczas konsultacji rozmawiali o "Agendzie 2020", czyli pakiecie 80 wspólnych projektów na najbliższą przyszłość, które mają wystartować w najbliższym czasie. Ministrowie spraw europejskich Pierre Lellouche i Werner Hoyer pracowali nad nim od jesieni zeszłego roku.
Paryż i Berlin chcą m.in. wspólnie analizować wskaźniki ekonomiczne i rekomendować rządom odpowiednie posunięcia, np. w zakresie walki z deficytem budżetowym. Ta sprawa jest dla obydwu krajów szczególnie bolesna. W Niemczech deficyt przekroczył 3 proc.
PKB i ciągle rośnie, we Francji dobił do 8 proc.
Oba kraje mają też wspólnie inwestować w energetykę odnawialną. Na pograniczu ma np. powstać infrastruktura dla samochodów elektrycznych.
Niemcy i
Francja chcą też rozwijać wspólne ośrodki naukowe i 20-krotnie zwiększyć na nich liczbę doktorantów.
Nie będzie natomiast wspólnego ministra, który uczestniczyłby w posiedzeniach obydwu gabinetów i koordynował współpracę. Powstanie takiej funkcji byłoby precedensem na skalę świata. Politycy jednak zgodnie uznali, że na to jeszcze za wcześnie. Obawiali się też krytyki o ograniczają suwerenność swoich krajów. Nie udało się też przeforsować planów poszerzenia współpracy wojskowej.