Sir Thomas Legg, namaszczony kilka miesięcy temu przez premiera Gordona Browna do wyczyszczenia afery, zażądał wczoraj od 390 posłów zwrotu 1,1 mln funtów pobranych z kasy Izby Gmin od 2004 r. w ramach refundacji wydatków poselskich (głównie na utrzymanie drugich domów).
To kolejny akt politycznej sagi, która ciągnie się od maja 2009 r. i która doprowadziła do pierwszej od ponad 300 lat dymisji przewodniczącego Izby Gmin Michaela Martina. Skandal z wydatkami posłów, którym parlament zwracał koszty spłaty kredytów hipotecznych, zakupu np. wyspy dla kaczek do oczka wodnego i karmy dla psa, uderzył we wszystkie główne partie. Ale najbardziej ucierpiała rządząca Partia Pracy, której notowania latem ub.r. dramatycznie spadły.
Listę największych "dłużników" otwiera Barbara Follett, minister odpowiedzialna za społeczności lokalne. Musi ona zwrócić w sumie 42,4 tys. funtów (jak na razie oddała ponad 32 tys.). Konserwatysta Bernard Jenkin odda 36,9 tys. funtów, a odpowiedzialny za obronność w gabinecie cieni torysów Liam Fox - 24,8 tys.
Posłowie oskarżają Legga o zbytnią surowość i kontrowersyjne metody audytu. Wielu odwołało się od jego postanowień i sporo wygrało swe apelacje. Sam Legg oskarża zarówno posłów o naginanie zasad, jak i urzędników parlamentu odpowiedzialnych za refundacje o zbytnią uniżoność wobec posłów. Naciąganiu przepisów miał sprzyjać też brak przejrzystości. Wielu posłów broni się, twierdząc, że wszystkiemu jest winien system refundacji, który aż zachęcał do tego, by czerpać z niego garściami.
Źródło: Gazeta Wyborcza