Styczniowe trzęsienie ziemi na karaibskiej wyspie najprawdopodobniej pochłonie więcej ofiar niż potężne tsunami, które sześć lat temu nawiedziło południowo-wschodnią Azję. Wówczas zginęło ćwierć miliona ludzi. Na
Haiti do tej pory władze doliczyły się ponad 200 tys. zabitych a zidentyfikowanych ofiar ciągle przybywa. Pracownicy organizacji humanitarnych przekonują, że szacunki i tak są zaniżone. Nie do wszystkich ciał można się dostać.
To jednak nie koniec tragicznego bilansu. Według premiera Belleriva liczba rannych przekracza 300 tys. Część z nich może umrzeć, bo na wyspie ciągle szwankuje opieka lekarska i brakuje antybiotyków by walczyć z infekcjami. Lekarze wyliczyli, że w ciągu minionych 3 tygodni w polowych szpitalach wykonano 4 tys. amputacji. W ten sposób zdesperowani lekarze walczą m.in. z gangreną.
Przed
trzęsieniem ziemi na Haiti żyło 9 mln ludzi, co czwarty w stolicy kraju Port - au Prince. Dziś miasto to jedno wielkie gruzowisko. Premier Haiti podał, że na całej wyspie w gruzach leży 250 tys. budynków. Przestało działać 30 tys. firm. Dla najbiedniejszego kraju Ameryki to katastrofa.
Międzynarodowa pomoc płynie na wyspę szeroki strumieniem, ale ciągle sa problemy z jej dystrybucją. Według oenzetowskiej agencji żywnościowej żywność dociera do połowy potrzebujących. Brakuje też namiotów, w których mogliby zamieszkać Haitańczycy, których stracili własne
domy. Ludzie za wszystko obwiniają rząd. Pod posterunkiem policji przy lotnisku w Port-au-Prince, który gabinet zajął na swoja tymczasową siedzibę (gmach rządu i pałac prezydencki zawaliły się podczas trzęsienia) regularnie dochodzi do demonstracji. - Precz z Prevallem - skandował przedwczoraj tłum domagając się ustąpienia prezydenta Rene Prevalla.
Demonstracje odbywają się pod siedzibami lokalnych władz i amerykańską ambasadą. Zdesperowani ludzie domagają się wody ,jedzenia i dachu nad głową. - Rząd nic nie robi - skarżą się ludzie. Premier w parlamencie częściowo przyznał ludziom rację. - Nie jesteśmy wstanie wiele zrobić - mówił Bellerive, domagając się stworzenia gabinetu o nadzwyczajnych kompetencjach, który z międzynarodową pomocą uspokoi wyspę i rozpocznie odbudowę. Zagraniczni dziennikarze, którzy od tygodni koczują na wyspie w te zapewnienia nie wierzą. Piszą za to, że w szeregach rządu panuje totalny chaos, a jego władza kończy się na komisariacie policji, w którym urzęduje. Ostatnio ambasador Turcji zaproponował Prevallowi milion euro na odbudowę szkoły, szpitala lub urzędu. Co wybraliście - pytali dziennikarze minister ds. komunikacji. Nie potrafiła odpowiedzieć.