Wassermann żalił się premierowi na prace komisji. Przez kilkanaście minut opowiadał, jakie trudności mają śledczy:
- Czy pan wie, że na trzy godziny przed przesłuchaniem Szejnfelda dostaliśmy stenogramy ?
- Muszę przerwać, to nieprawda, stenogramy były w kancelarii tajnej - przerwał mu Mirosław Sekuła.
- Czy pan wie, że do układania listy świadków przystąpiliśmy bez dokumentów? - ciągnął Wassermann.
- I że na miesiąc wykluczono nas bezprawnie z komisji?
- I że naszych asystentów odcięto na ponad tydzień od materiałów?
Tusk cierpliwie wysłuchiwał posła PiS i obiecał : - Jestem tu jako świadek, nie premier. Proszę znaleźć sposób, by poinformować mnie jako premiera, a zrobię wszystko, by ułatwić waszą sprawę.
Zaczęło się o 9 rano. Tak wielu dziennikarzy już dawno w Sejmie nie było. Upudrowany, spokojny premier zasiadł na miejscu dla świadków przed sejmową komisją. Posłowie PO od razu podeszli, by się przywitać, zawahał się poseł PiS Zbigniew Wassermann. Premier do niego podszedł. Potem złożył przysięgę i zrezygnował z prawa do swobodnej wypowiedzi.
Czy była afera hazardowa? Śledczy zaczęli zadawać pytania. Pierwszą rundę rozpoczął Franciszek Stefaniuk, poseł
PSL. I od razu wszystkich zaskoczył - Panie premierze, wybaczy pan, ale ja zrezygnuję z zadawania pytań - stwierdził.
Następna była poseł Beata Kempa. I zapytała: - Jakie były przyczyny dymisji Schetyny?
- Ta sprawa została przeze mnie szczegółowo wyjaśniona, gdy podejmowałem tę decyzję i od tego czasu nic się nie zmieniło - odparł premier. I dodał: - Sytuacja polityczna, sytuacja mojego rządu wymagała tego. Intencja nie miała bezpośredniego związku ze sprawą, z powodu której tu jestem. Nie wynikała z utraty zaufania, fakt odejścia Zbigniewa Chlebowskiego, który był szefem klubu, wymagał pewnych decyzji.
Kempa ciągnie wątek dymisji kolejnych ministrów z rządu Donalda Tuska. A dlaczego zdymisjonował Mirosława Drzewieckiego? Adama Szejnfelda? Szef rządu tłumaczy, że ze względu na wyjaśnienie sprawy ich praca w rządzie nie byłaby taka wydajna.
- Czy była afera hazardowa - dopytuje Kempa.
- Niektóre z tych dymisji nie mają związku bezpośredniego z brakiem zaufania, z aferą hazardową, choć z całą pewnością fakt, że Zbigniew Chlebowski i
Mirosław Drzewiecki podali się do dymisji, znaczy, że mamy do czynienia ze sprawą hazardową. Sformułowanie afera hazardowa mi nie przeszkadza - odparł premier.
Zbigniew Wassermann zaczyna pytać o spotkanie z Mariuszem Kamińśkim. Premier daje do zrozumienia, że nie była to typowa procedura. Przyznaje, że analiza Mariusza Kamińskiego obnażyła naganne zachowanie polityków PO. - Mariusz Kamiński stwierdził, że nie ma materiału, który upoważnia do złożenia doniesieniu do prokuratury. Ta sytuacja wydała mi się nietypowa - zeznał premier.
Szef rządu podtrzymuje to, co mówił od początku: Mariusz Kamiński związał mu ręce. Że zapytał byłego szefa CBA, co powinien teraz zrobić, skoro materiał nie nadaje się do prokuratury. Odpowiedział, że oczekuje, bym podjął działania na własną rękę, żeby zabezpieczyć proces legislacyjny - mówił Tusk.
Dylematy hazardowe Tuska Premier Donald Tusk powiedział, że nie ma związku między omawianiem spraw związanych z branżą hazardową z Ministerstwem Finansów a późniejszym spotkaniem z Mariuszem Kamińskim. Premier spotkał się z wiceminister finansów Elżbietą Suchocką Rogulską i ministrem Michałem Bonim 30 lipca. Wtedy miało dojść do dyskusji o - jak mówił minister Boni - nowym podejściu do sektora hazardowego" Dopiero 14 sierpnia szef CBA zawiadomił premiera o nieprawidłowościach w działaniach polityków PO przy ustawie hazardowej.
Zdaniem premiera, nieprawdziwa była argumentacja Mariusza Kamińskiego, jakoby działania premiera powstrzymały bieg ustawy hazardowej. Szef rządu przypomniał, że proces legislacyjny jest raczej mało dynamiczny.
Szef rządu zeznał, że 30 lipca pytał wiceminister finansów Elżbietę Suchocką-Roguską co zrobić, by to państwo, a nie branża hazardowa, zarabiało na hazardzie. Nie wykluczał wówczas częściowej nacjonalizacji tej branży. Donald Tusk zeznał, że jako premier miał jednak dylemat czy zwiększać zyski państwa z tej branży czy ograniczyć wzrost niektórych form hazardu.
Po dwóch godzinach przesłuchania Sporo się dowiedzieliśmy, ale nie o sprawie tzw. aferze hazardowej. Zamiast tego wiemy, że:
1. Premier jest bardzo zajętym człowiekiem. "To nie jest tak, że premier polskiego rządu od rana do wieczora podnieca się podsłuchami Mariusza Kamińskiego, ja mam inne rzeczy na głowie."
2. Że nie jest osobą podejrzliwą z natury. "Nie przyszło mi do głowy że skoro rodzi się idea, czy generalnie nie spróbować podjąć decyzji drogą ustawy czy zjawisko hazardy wyeliminować."
3. Że ludzie najczęściej są życzliwi. "Życie mnie nauczyło, że ludzie mają własne zdanie, świat składa się nie tylko z aparatury podsłuchowej, w większości przypadków ludzie mają dobre intencje."
4. Nie przyszedł na przesłuchanie, by robić dobre wrażenie. Ale niech nikt nie wymaga, by pamiętał ile trwało spotkanie sprzed pół roku. Może godzinę, może 40 minut, a może dwie godziny.
5. Że jest impregnowany na plotki.
6. Że Zbigniew Chlebowski ma cechy bardzo dobrego organizatora, człowieka w polityce nie zawziętego, raczej moderatora, cechy pracowitości i rzetelności. I dlatego Donald Tusk rekomendował go na szefa klubu PO.
7. Że Mariusz Kamiński nie jest od tego, by testować premiera. Że jest politykiem specyficznym, o czym premier wiedział od wielu lat. Że często działa emocjonalnie. I że premier miał do niego ograniczone zaufanie.
Kempa zirytowała Tuska 15 minut przerwy ogłosił szef komisji hazardowej, tuż po tym jak właśnie zakończyła się poprzednia. Na wniosek premiera, który poprosił, by w tym czasie służby Sejmu odsłuchały co dokładnie zeznał. A wszystko dlatego, że poseł PiS Beata Kempa stwierdziła, że mówił co innego. Chodziło o
notatkę Jacka Kapicy z 28 lipca 2008 roku, w której opisał on co dokładnie dzieje się z ustawą o hazardową. Kempa dopytywała czy szef rządu rozmawiał kiedykolwiek o ustawie hazardowej ze Sławomirem Nowakiem. - W pamięci mam jedno polecenie, latem 2008 roku chciałem, by poprosił wiceministra Kapice o informację czy z ustawą hazardową jest wszystko dobrze- mówił Tusk. Tak powstała notatka Jacka Kapicy
- Czy pan ją czytał - dopytywała Kempa.
- Na pewno zapoznałem się z konkluzją. Minister Nowak powiedział, że wszystko jest dobrze, w całości jej nie czytałem - odparł premier. Dodał, że notatka nie miała charakteru poufnego. Kempa zrozumiała inaczej.
- Powiedział pan, że była poufna - stwierdziła Kempa.
- Nic takiego nie powiedziałem - odpowiedział premier.
- Chyba nie jestem głucha - zirytowała się Kempa.
Szef rządu poprosił o kwadrans przerwy i sprawdzenie co dokładnie powiedział.
Po przerwie okazało się, że to premier miał rację. - Bardzo pana przepraszam, ale ta sytuacja pokazała, że jesteśmy zmęczeni, ale też że można mieć stenogram dzięki panu w jednej chwili. Na inne, które potrzebne są nam do przesłuchania np. pana, ciągle czekamy. - tłumaczyła Kempa.
Sekuła strofował Kempę: - Wykracza pani poza regulamin zadawania pytań, w sposób rażący. Proszę przejść do zadawania pytań w sposób zgodny z zasadami.
Długie odpowiedzi premiera Posłowie zadają pytania, ale ciągle niewiele z nich wynika. Każdy z śledczych ma tylko dziesięć minut w jednej rundzie, by przepytać premier - a ten, długo odpowiada. Zwłaszcza gdy pytają o 14 sierpnia 2009 roku, czyli spotkanie z Mariuszem Kamińskim, gdy ten powiedział szefowi rządu o związkach polityków PO z biznesmenami rynku hazardowego. Premier tłumaczy, że był w trudnej sytuacji, że cokolwiek by zrobił i tak byłby krytykowany. Gdyby nie zrobił nic - również.
Dlaczego najpierw spotkał się pan z Drzewieckim i Chlebowskim, a nie z Kapicą, ojcem ustawy hazardowej, tak jak sugerował Kamiński - wreszcie sensownie zapytał Arłukowicz. Premier nie potrafił tego dobrze wytłumaczyć: - Nie pamiętam, aby pan Kamiński dyktował mi kalendarz zajęć, sposób postępowania ustalałem sam, nie było sformułowań, które ułatwiałyby mi dobór partnerów - odpowiedział.
Ale czemu od Drzewieckiego? - Nie odpuszczał Arłukowicz.
- Z analizy CBA wynikało, że obieg dokumentów i działania prowadzą do ministerstwa sportu. Uznałem, że moje rozmowy muszą mi zbudować obraz co naprawdę działo się podczas procesu legislacyjnego, chciałem zrekonstruować zachowanie Drzewieckiego, Chlebowskiego.
Ale czy nie obawiał się pan, że oni się zorientują, że coś jest nie tak, skoro do tej pory nie prowadził pan takich rozmów?
- Każdy kto ma nieczyste sumienie może być zaniepokojony faktem, że z nim rozmawiam.
PSL odpuszcza, poseł wychodzi - Nie byłem źródłem przecieku - odpowiedział Tusk na pytanie posła PSL. I Franciszek Stefaniuk uznał, że to wyczerpuje jego pytania. Zadał wprawdzie jeszcze kilka, ale potem zaraz wyszedł. A śledczy pytali dalej.
- I znów o spotkanie z Mariuszem Kamińskim. A premier powtórzył, że wyszedł z niego z przeświadczeniem, że działania polityków Po doprowadziły do sukcesu lobbystów.
- I o spotkanie z Drzewieckim, a potem Chlebowskim w sierpniu 2009 roku. Szef rządu zeznał, że pytał polityków czy ktoś oczekiwał takiego rozwiązania (by dopłaty wypadły z ustawy hazardowej - red.), czy ktoś suflował? - I nie obawiał się pan, że oni się zorientują, że coś jest nie tak - dopytywał Arłukowicz. - Gdybym nie zrobił nic, usłyszałbym zarzut, że nic nie zrobiłem - odparł Tusk.
- I o to dlaczego w spotkaniach z Drzewieckim i Chlebowskim uczestniczył Grzegorz Schetyna. Szef rządu wytłumaczył, że na spotkaniu z Drzewieckim rozmawiali o dodatkowych pieniądzach na budowę Stadionu Narodowego. Tak samo dzień wcześniej zeznał Grzegorz Schetyna, który w rządzie Tuska też był odpowiedzialny za Euro 2012. Na spotkaniu z Chlebowskim - Schetyna był, bo jako ważna osoba w partii powinna wiedzieć jeśli premier chciałby po tym spotkaniu wyciągnąć jakieś konsekwencje wobec byłego szefa klubu PO. - Ale nie oczekiwałem od niego żadnej roli - dodał Tusk.
- I o to, czy jakieś inne służby informowały go wcześniej, że lobbyści interesują się pracami nad ustawą hazardową. Premier zapewnił, że nie. Jednocześnie jednak przyznał, że to słabość tych służb.
Gdy mijała 11 godzina przesłuchania, szef rządu zirytował się. Tuż po ogłoszeniu przerwy podszedł do śledczych i uprzedził, że ma jeszcze inne obowiązki i jego czas powoli się kończy.
O godzinie 22 premier już nie wytrzymał. Od prawie dwóch godzin pytania zadawali mu już tylko posłowie PiS. W końcu zirytowało to premiera. - Mam już ostatnie pytanie - stwierdziła Kempa, gdy przewodniczący komisji chciał jej odebrać głos, bo minął już jej czas zadawania pytań.
- Odbieram pani głos, zada pani pytanie w następnej turze - stwierdził Sekuła.
- Panie przewodniczący czy poseł Kempa może zadać ostatnie pytanie, byśmy mogli już uniknąć następnej tury? - poprosił Tusk.
Sekuła nie bardzo chciał się zgodzić. - Nie wierzę, że to będzie ostatnie pytanie -odparł. W końcu się zgodził. - Jest pan człowiekiem małej wiary panie przewodniczący. Oto ostatnie pytanie. Czy nie należałoby przeprosić Polaków za aferę hazardową? - zapytała Kempa.
- To dobre pytanie, dotyczyła ta sprawa moich najbliższych współpracowników, ale nie są to okoliczności, by teraz o tym mówić. Proszę mi wierzyć, że to pytanie wydaje mi się zasadne - odpowiedział Tusk.
Kempa ucieszyła się: - A jednak była afera hazardowa?
- A jednak to nie było ostanie pytanie - odparował Sekuła.
Po trzynastu godzinach zakończyło się przesłuchanie szefa rządu. #
O godzinie 22 premier już nie wytrzymał. Od prawie dwóch godzin pytania zadawali mu już tylko posłowie PiS. W końcu zirytowało to premiera. - Mam już ostatnie pytanie - stwierdziła Kempa, gdy przewodniczący komisji chciał jej odebrać głos, bo minął już jej czas zadawania pytań.
- Odbieram pani głos, zada pani pytanie w następnej turze - stwierdził Sekuła.
- Panie przewodniczący czy poseł Kempa może zadać ostatnie pytanie, byśmy mogli już uniknąć następnej tury? - poprosił Tusk.
Sekuła nie bardzo chciał się zgodzić. - Nie wierzę, że to będzie ostatnie pytanie -odparł. W końcu się zgodził. - Jest pan człowiekiem małej wiary panie przewodniczący. Oto ostatnie pytanie. Czy nie należałoby przeprosić Polaków za aferę hazardową? - zapytała Kempa.
- To dobre pytanie, dotyczyła ta sprawa moich najbliższych współpracowników, ale nie są to okoliczności, by teraz o tym mówić. Proszę mi wierzyć, że to pytanie wydaje mi się zasadne - odpowiedział Tusk.
Kempa ucieszyła się: - A jednak była afera hazardowa?
- A jednak to nie było ostanie pytanie - odparował Sekuła.
O godzinie 22 premier już nie wytrzymał. Od prawie dwóch godzin pytania zadawali mu już tylko posłowie PiS. W końcu zirytowało to premiera. - Mam już ostatnie pytanie - stwierdziła Kempa, gdy przewodniczący komisji chciał jej odebrać głos, bo minął już jej czas zadawania pytań. - Odbieram pani głos, zada pani pytanie w następnej turze - stwierdził Sekuła. - Panie przewodniczący czy poseł Kempa może zadać ostatnie pytanie, byśmy mogli już uniknąć następnej tury? - poprosił Tusk. Sekuła nie bardzo chciał się zgodzić. - Nie wierzę, że to będzie ostatnie pytanie -odparł. W końcu się zgodził. - Jest pan człowiekiem małej wiary panie przewodniczący. Oto ostatnie pytanie. Czy nie należałoby przeprosić Polaków za aferę hazardową? - zapytała Kempa. - To dobre pytanie, dotyczyła ta sprawa moich najbliższych współpracowników, ale nie są to okoliczności, by teraz o tym mówić. Proszę mi wierzyć, że to pytanie wydaje mi się zasadne - odpowiedział Tusk. Kempa ucieszyła się: - A jednak była afera hazardowa? - A jednak to nie było ostanie pytanie - odparował Sekuła. Po trzynastu godzinach zakończyło się przesłuchanie szefa rządu.
Źródło: Gazeta Wyborcza