W gdyńskim kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka w sobotę, w 65. rocznicę zatopienia przez Rosjan niemieckich statków "Wilhelm Gustloff", "Goya" i "Steuben", została odsłonięta tablica poświęcona pamięci ofiar. Zginęło wtedy ok. 20 tys. ludzi. Nabożeństwa upamiętniające śmierć Niemców - głównie cywilów - odbywają się w Gdyni od kilkunastu lat. Nigdy nie wzbudziły jednak tak wielkich emocji.
Przeciwko umieszczeniu tablicy pamiątkowej jako pierwsze zaprotestowało Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych związane z Powiernictwem Polskim kierowanym przez gdyńską senator Dorotę Arciszewską-Mielewczyk (
PiS).
Następnie dwaj pomorscy posłowie PiS Zbigniew Kozak i Andrzej Jaworski napisali list do prowincjała Zgromadzenia Redemptorystów w Warszawie o. Ryszarda Bożka z prośbą o interwencję w sprawie tablicy. Do niego, bo mszę odprawił redemptorysta o. Edward Pracz, kapelan ludzi morza, a świątynią kierują właśnie redemptoryści.
"Wmurowanie tablicy pamiątkowej jest formą wyjątkowego wyróżnienia, porównywalną do postawienia pomnika ( ). Prosimy o interwencję" - napisali. W korespondencji uzasadniają, że większość cywilnych ofiar to osoby, które "zajęły wcześniej
mieszkania wypędzonych Gdynian i przejęły ich dobytek".
"Dlaczego odmawia pan uczczenia pamięci ofiar tych statków? Czy to nienawiść, czy polityka? I jedno, i drugie jest haniebne w obliczu cierpienia tych ludzi i ich rodzin" - zapytał posła Kozaka na jego stronie internetowej Grzegorz Sudwoj. Sudwoj to jedna z dziewięciu osób, które ocalały w 1993 r. z katastrofy promu "Heweliusz"; wie, jak okrutna jest śmierć na morzu.
Kozak mu odpisał: "Tam było 9 tys. Niemców, którzy jakby wrócili do Niemiec, to walczyliby o utrzymanie władzy faszystów; to m.in. tysiące ofiar na froncie, w obozach koncentracyjnych. Powiem przekornie, tablicę raczej bym ufundował marynarzom radzieckim, którzy dzięki temu uratowali życie tysięcy ludzi. Pozdrawiam, Zbyszek".
Nie pierwszy raz poseł Kozak podgrzewa antyniemieckie fobie. Dwa lata temu razem z senator Arciszewską-Mielewczyk zorganizował na Kaszubach kampanię przeciwko członkowi Platformy Leszkowi Trojanowskiemu. Oskarżyli go o sprzyjanie Niemcom. Powodem było usunięcie przez Trojanowskiego z jego własnej działki pomnika Józefa Dambka, zamordowanego przez Niemców dowódcy Tajnej Organizacji "Gryf Pomorski".
Antyniemieckie wprawki ma też za sobą Andrzej Jaworski, drugi z posłów PiS występujących przeciwko tablicy poświęconej pamięci ofiar. To on protestował przeciwko organizowaniu w Gdańsku urodzin Güntera Grassa. Powodem było to, że noblista w powieści "Przy obieraniu cebuli" przyznał się, że w młodości służył w Waffen SS.
Jaworski argumentował, że "wyprawia się Grassowi fetę, a zapomina o godnym uczczeniu obrońców Poczty Polskiej".
- Nie mamy problemu z Niemcami - tłumaczy teraz Jaworski. - To nie nasza wina, że próbuje się gloryfikować pewne wydarzenia i osoby.