W tajnym głosowaniu przeciw wnioskowi było 50 senatorów. Za - 31.
Prokuratura chce zarzucić Piesiewiczowi posiadanie kokainy i nakłanianie innych do jej zażycia. - Jeśli senatorowie nie zgodzą się na uchylenie immunitetu, sprawa zostanie umorzona - mówił rano szef prokuratury okręgowej na warszawskiej Pradze Dariusz Korneluk.
On i zastępca prokuratora generalnego Jerzy Szymański na posiedzeniu senackiej komisji regulaminowej i etyki bronili wniosku o pociągnięcie senatora do odpowiedzialności karnej. Bez skutku. Komisja jednogłośnie była przeciwna uchyleniu immunitetu. Dlaczego?
Senatorowie uznali, że wniosek prokuratury jest "przedwczesny". Nie przekonały ich argumenty, że prokuratura chce postawić zarzut w sprawie, która trwa od roku i wszystko poza przesłuchaniem Piesiewicza zostało w niej zrobione. Senatorowie nie chcieli zapoznać się z aktami sprawy. Zaważyła opinia prok. Szymańskiego - mówił o tym na forum Senatu Piotr Ł. Andrzejewski - że po przesłuchaniu Piesiewicza jako podejrzanego prokuratura nie przesądza, czy zakończy sprawę oskarżeniem.
Obok śledztwa w sprawie narkotyków - od listopada 2009 - toczy się drugie: o szantażowanie Piesiewicza. Szantażyści - dwie kobiety i mężczyzna - pokrywają się ze świadkami, którzy mówią o narkotykach. I to też budziło wątpliwości senatorów. - Gdybyśmy dzisiaj uchylili immunitet, do opinii publicznej poszedłby sygnał: winien jest przede wszystkim Piesiewicz - mówił Mieczysław Augustyn (PO).
Relacja prokuratorów podczas posiedzenia komisji potwierdziła scenariusz sprawy opisany kilka tygodni temu w "Gazecie". Zaczęło się od spotkań senatora z przygodnie poznaną kobietą. - Opowiedziała znajomym, jak wyglądają te spotkania, że zażywane są narkotyki - relacjonował prok. Korneluk. W 2008 r. postanowiono tym zaszantażować senatora. Potajemnie nagrany został film, na którym widać prawdopodobnie odurzonego senatora i biały proszek (fragmenty ujawnił "Super Express"). Piesiewicz zaprzecza, by była to kokaina. Nie chciał też, by prokuratura ścigała szantażystów, mimo że zapłacił im 553 tys. zł. Dopiero, gdy ci jeszcze raz chcieli wydusić pieniądze, senator nie uległ i w listopadzie 2009 r. zgłosił się do prokuratury. Śledztwo o szantaż będzie się toczyć.
Źródło: Gazeta Wyborcza