http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dzieci można nauczyć, że seks jest dla dorosłych

Marcin Bosacki, Waszyngton
2010-02-03, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 18:22

Uczenie nastolatków wstrzemięźliwości seksualnej rzeczywiście działa - mówi nowe badanie naukowe, które z miejsca wywołało w USA wielką dyskusję specjalistów, mediów i rodziców.

Dzieci ze szkoły Bertrams Junior School
Fot. DENIS FARRELL AP
Dzieci ze szkoły Bertrams Junior School
Edukacja seksualna jest w Ameryce od lat polem gorących sporów ideowych i politycznych. Za prawicowej prezydentury George'a Busha po raz pierwszy państwo zaczęło mocno wspierać programy nauczania wstrzemięźliwości w szkołach - sumą 170 mln dolarów rocznie. Z kolei lewicowy rząd Obamy uznał, że nie ma naukowych dowodów na to, że takie nauczanie działa, wycofał się z jego finansowania, a w zamian wprowadził państwową pomoc w nauczaniu bezpiecznego seksu, czyli antykoncepcji -183 milionami dolarów.

Ogłoszony przedwczoraj raport Uniwersytetu Pensylwanii "zmienia reguły gry", jak mówi Sarah Brown, szefowa Narodowej Kampanii Przeciwdziałania Ciąży u Nastolatek. Naukowcy przeprowadzili eksperyment z 662 dziećmi murzyńskimi w wieku 12-14 lat. Murzyńskimi, bo Afroamerykanie to grupa etniczna, która najwcześniej zaczyna w USA współżycie seksualne i w której jest najwięcej niechcianych ciąż nastolatek.

Podzielili nastolatków na trzy grupy. Jedną uczyli abstynencji, drugą - tylko antykoncepcji, trzecią - i tego i tego. W ciągu następnych dwóch lat współżycie seksualne rozpoczęło 33 procent nastolatków z pierwszej grupy, 52 proc. z drugiej, a z grupy mieszanej - 42 procent. - Po raz pierwszy mamy dowody, że nauczanie abstynencji może pomóc nastolatkom w podjęciu decyzji o późniejszym seksie - mówi Brown.

Eksperci dotąd sceptyczni wobec nauczania abstynencji, jak np. Brown, mówią jednak, że eksperyment Uniwersytetu Pensylwanii różni się od większości programów promowanych za czasów Busha. Naukowcy UP, jak pisze "Washington Post", zrezygnowali z "moralistycznego tonu", nie przedstawiali np. prezerwatyw jako zła i nie mówili, że rozpoczynać seks należy po ślubie. Mówili za to dużo o tym, że 15-latkowie nie są dojrzali do aktywności seksualnej i nie powinno się jej zaczynać, gdy nie jest się "gotowym", kładli też nacisk na rozmowy o niebezpieczeństwie HIV i chorób wenerycznych. Przeprowadzali w grupach otwarte dyskusje między nastolatkami i uczyli ich, jak odmawiać seksu i radzić sobie z presją grup rówieśników namawiających, że życie erotyczne trzeba zaczynać wcześnie.

Obrońcy nauczania o abstynencji twierdzą, że wiele z ich programów nie kładzie nacisku na "seks dopiero po ślubie" a wygląda właśnie tak, jak eksperyment Uniwersytetu Pensylwanii. - Może wreszcie nasi krytycy przestaną malować karykatury naszych działań, a zrozumieją, na czym one polegają - mówi Valerie Huber z Narodowego Stowarzyszenia Edukacji o Abstynencji, która apeluje, by rząd Obamy zmienił swe decyzje o obcięciu dotacji dla programów wstrzemięźliwości seksualnej.

Zarówno autorzy eksperymentu, jak i amerykańskie ministerstwo zdrowia zastrzegają, że "nie można opierać decyzji o finansowaniu programów w szkołach na podstawie jednego badania". Jednak rzecznik Departamentu Zdrowia Nicholas Papas powiedział wczoraj, że "programy edukacyjne podobne do tego eksperymentu będą się liczyły przy rozdziale pieniędzy, jeśli rzeczywiście pomogą ograniczyć liczbę ciąż nastolatek".

W ciążę zachodzi w USA ponad 7 procent dziewcząt w wieku 15-19 lat, co jak na kraj wysoko rozwinięty jest liczbą wysoką. Po kilkunastu latach systematycznego spadku ten odsetek zaczął ostatnio nieco rosnąć, za co często obwiniano właśnie forsowanie przez rząd Busha programów nauczania abstynencji.

Teraz jest jednak prawdopodobne, że rząd Obamy wróci do finansowania nauczania o abstynencji - ale w formie, jaką zastosowali seksuolodzy Uniwersytetu Pensylwanii. - To badanie dało nam kolejne narzędzie w naszej walce - mówi Monica Rodriguez, wiceprzewodnicząca Rady Edukacji Seksualnej USA.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':