http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy Paweł Piskorski podpisał umowę sam ze sobą?

Bogdan Wróblewski
2010-02-04, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 22:23

Zdaniem grafologa z bardzo dużym prawdopodobieństwem podpis na umowie z antykwariuszem w 1997 r., która miała dokumentować 986 tys. zł zarobionych przez Pawła Piskorskiego, sfałszował on sam.

Paweł Piskorski
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Paweł Piskorski
ZOBACZ TAKŻE


Nie da się tego kategorycznie rozstrzygnąć, bo polityk odmówił prokuraturze złożenia próbek swego pisma. Biegli mieli więc za mało materiału porównawczego. Tak wynika z decyzji warszawskiej prokuratury z 12 stycznia o umorzeniu zarzutu dla Piskorskiego posłużenia się fałszywą umową w urzędzie skarbowym na warszawskim Mokotowie (z powodu przedawnienia). Postanowienie prokuratury poznali wczoraj reporterzy Radia ZET i "Gazety".

26 stycznia prokuratura zarzuciła jednak liderowi Stronnictwa Demokratycznego, że tę samą fałszywą umowę z antykwariuszem złożył w kolejnym urzędzie skarbowym - na Woli, w 2001 r. Ten zarzut przedawnia się w listopadzie 2011 roku.

Piskorski świadomemu posłużeniu się fałszywym dokumentem kategorycznie zaprzecza.

Prokurator Tomasz Szredzki rysuje natomiast na podstawie opinii biegłych i zeznań świadków iście łotrzykowską historię. Stawia tezę: Umowa jest fałszywa, transakcja z antykwariuszem Zygmuntem M. fikcyjna, a umowa wykonana po to, żeby ją zarejestrować w urzędzie skarbowym. By w przyszłości Paweł Piskorski mógł się na nią powoływać "przy wykazywaniu legalności przychodów".

Prokuratura nie ma oryginału umowy, ale ma jej kopię potwierdzoną za zgodność w urzędzie skarbowym. Czy grafolog może wydać kategoryczną opinię na podstawie kopii? Pierwszy biegły kategorycznej opinii nie wydał, choć w podpisie antykwariusza zauważył "podobieństwa i różnice" z pismem Piskorskiego. Chciał, by polityk 50 razy na dwóch rodzajach papieru napisał adres antykwariusza i podpisał się za niego (Zygmunt M. nie żyje od 2000 r.). Te elementy umowy - wypisane ręcznie - budzą wątpliwości prokuratury. Piskorski odmówił (miał prawo).

Ściągnięto jego podpisy z okresu, gdy był prezydentem Warszawy. Ale dla kolejnego biegłego to też było za mało. Kategorycznie wykluczył, żeby podpisał się za siebie antykwariusz lub jego syn. Cechy graficzne pisma wskazują, że "podpis został najprawdopodobniej nakreślony ręką Pawła Piskorskiego" - czytamy w decyzji prokuratura z powołaniem na biegłego.

Piskorski zeznał, że dostał umowę już podpisaną i jeśli nie był to podpis antykwariusza, on nie mógł o tym wiedzieć. Uważa, że tę kwestię mogła rozstrzygnąć skarbówka, gdy antykwariusz jeszcze żył. Ale tego nie zrobiła. W liście do "Gazety" pisze, że nie jest "samobójcą", by świadomie posłużyć się fałszywym dokumentem. Prokurator przypomina mu - w umorzeniu - że tak zrobił w związku ze swoją słynną wygraną w kasynie w 1992 r. (sprawa umorzona też z powodu przedawnienia).

Do wersji Piskorskiego prok. Szredzki ma wiele zastrzeżeń. Przykładowo: •  Dlaczego nie rozpoznał antykwariusza na zdjęciu? •  Dlaczego mówi o spotkaniach z nim w antykwariacie (sąsiedzi nazywają to miejsce „kanciapą”) w 1997 r., skoro antykwariat nie był czynny od 1992 r.? •  Dlaczego - poza jego matką i obecną żoną - nikt nie widział kolekcji antyków Piskorskiego (nawet kobieta sprzątająca jego mieszkanie)? •  Co znaczą trzy dziwne wpłaty na konto antykwariusza - 11,5; 5 oraz 8 tys. dolarów - w 1997 r.? •  I kto mógł podrobić podpis Zygmunta M. i po co, jeśli wszyscy, którzy go znali, twierdzą, że był samotnikiem u schyłku życia, do tego „bardzo zaniedbanym”?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    73 głosy