http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Korea Płn. przestraszyła się własnych reform

Maria Kruczkowska
2010-02-04, ostatnia aktualizacja 2010-02-04 08:03

Pjongjang po cichu wymienił w grudniu swoją walutę. I gospodarka całego kraju stanęła

Korea Południowa południowa śledzi walutowe zmiany u sąsiadów z północy. Władze Korei Północnej po wymianie pieniędzy zakazały posługiwania się obcą walutą. Ma to ułatwić kontrolę nad czarnym rynkiem
Fot. Ahn Young-joon AP
Korea Południowa południowa śledzi walutowe zmiany u sąsiadów z północy. Władze...
Jako szef wydziału planowania i finansów KC Partii Robotniczej Korei Płn. Park Nam Ji kierował pierwszą od 50 lat operacją wymiany pieniądza. Teraz podał się do dymisji, bo wymiana zakończyła się katastrofą. 23 mln Koreańczyków z Północy straciło i tak mizerne oszczędności.

Pjongjang nakazał Koreańczykom wymienić stare banknoty z podobizną Kim Dżong Ila na nowe - po kursie 100:1. Ustalono też maksymalny pułap oszczędności - po 760 dol. na osobę.

- Od ogłoszenia tej wiadomości nie ustaje głośny szloch - tak południowokoreańskie media opisują sytuację w Sinuiju, mieście w Korei Płn. położonym przy granicy z Chinami, które od dawna żyje z przemytu. - Wszędzie słychać, jak ludzie płaczą i się kłócą. Atmosfera w mieście jest straszna.

Przez kilka dni po ogłoszeniu wymiany sklepy i bazary w Pjongjangu były zamknięte. W całym kraju zawieszono transakcje finansowe. Po kilku tygodniach handel został wznowiony, ale ceny, zwłaszcza żywności, poszły ostro w górę. Korei Płn., w której w drugiej połowie XX w. z głodu zmarło milion ludzi, grozi nowa klęska.

Południowokoreański dziennik "Joong-ang Ilbo" poinformował wczoraj, że w Sinuiju brakuje żywności. O nastrojach, jakie panują w oskubanej z oszczędności Korei, świadczą doniesienia o incydentach, w których zrozpaczeni ludzie biją tajniaków. Do jednego z nich doszło w Pjongsung, miejscowości na północy kraju. - Grupę pracowników Ludowej Agencji Bezpieczeństwa [odpowiada za walkę z przemytem i czarnym rynkiem] zaatakowano, gdy patrolowała miejscowy bazar - podała internetowa strona "Daily NK" prowadzona przez emigrantów z Korei Płn.

- Wymiana waluty to cios w Koreańczyków prowadzących działalność rynkową, która wymyka się spod kontroli państwa - mówi Marcus Noland, amerykański znawca ekonomii Korei Płn. 67-letni Kim Dżong Il, jego rodzina i generałowie boją się raczkującego rynku. Wrogów widzą w bazarowych kupcach, przemytnikach, którzy sprowadzają brakujące towary z Chin, i we właścicielach prywatnych restauracji.

- Rodzi się klasa przedsiębiorców i reżim się jej boi - uważa Noland. W połowie czerwca w Pjongjangu zamknięto największą w kraju giełdę żywności. Jednocześnie zaostrzono kary za przemyt przez chińską granicę i za ucieczki z kraju.

W 2002 r. po klęsce głodu reżim uwolnił nagle ceny i płace. Na efekty nie trzeba było długo czekać - powstały kioski spożywcze, prywatne restauracje, bazary z towarami z Chin. Osiem lat później komunistyczna Korea najwyraźniej usiłuje zwinąć własne nieśmiałe reformy rynkowe.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':