http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mieliśmy w domu Okrągły Stół

Paweł T. Felis
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-10 18:23

Jakieś 80 proc. filmu "Wszystko, co kocham" to fakty. Reszta to rzeczy, które mi się nie udały, albo takie, które sobie wymarzyłem - mówi reżyser Jacek Borcuch. Rozmowa z Jackiem Borcuchem i Danielem Bloomem

Jacek Borcuch, rocznik 1970, aktor, reżyser i scenarzysta. Autor m.in.
Fot. Albert Zawada
Jacek Borcuch, rocznik 1970, aktor, reżyser i scenarzysta. Autor m.in...
Kiedy ostatni raz się pokłóciliście?

Jacek Borcuch: Dzisiaj rano. A tak naprawdę ostro to na planie "Wszystko, co kocham". Daniel robił muzykę. I uparł się, żeby kawałki filmowego zespołu WCK nagrać perfekcyjnie, na wieloślad. Ja chciałem, żeby to było brudne, garażowe. Poszło na noże.

Wyszło na Jacka?

Daniel Bloom: Na Jacka i na moje. Bo rejestrowaliśmy wszystko na żywo, a ja i tak podpiąłem kilkanaście mikrofonów. I to słychać w kinie: muzyka ma przestrzeń.



Kiedy oglądałem "Wszystko, co kocham" w Gdyni, nie miałem pojęcia, że dwaj bracia - Janek i Staszek - to wy.

J.B.: Nigdy specjalnie się tym nie chwaliliśmy. Wtedy - na początku lat 80. - łączył nas dom, koledzy, zespół, ale trochę na zasadzie konieczności. Po liceum przez wiele lat widywaliśmy się tylko w święta.

D.B.: Za to dzisiaj prawie się nie rozstajemy. Nie ma dnia bez spotkania, telefonu, gry w "FIFA", w którą Jacek notorycznie mnie ogrywa.

J.B.: Chociaż ciężar filmów spadł na mnie, tak naprawdę one są nasze. Przegadane na wylot. I "Tulipany", i "Wszystko, co kocham" reżyserowałem ze słuchawkami na uszach - bez muzyki Daniela byłyby całkiem inne.

Porażki - jak ta w Gdyni, gdzie film został zignorowany przez jury - też są wspólne?

D.B.: Jacek to nerwus i wrażliwiec, ja "znoszę to z godnością".

J.B.: Emocje już dawno opadły. Żałuję, że nie zauważono Mateusza Kościukiewicza - ten chłopak ma w sobie charyzmę jak River Phoenix, Heath Ledger, James Dean. Po werdykcie podszedł do mnie jednak Jerzy Skolimowski, poklepał po ramieniu, popatrzył w oczy, uśmiechnął się Potem dużo ciepłych słów powiedział Andrzej Jakimowski. Małe, ważne gesty.

Podobno dla jurorów we "Wszystko, co kocham" za mało było polityki.

J.B.: Od początku wiedziałem, że nie robię filmu o "Solidarności" i stanie wojennym, tylko o chłopaku, który ma 17 lat i patrzy na świat po swojemu: może krzywo, naiwnie, niepoprawnie, ale jest w tym totalnie szczery.

Naszą perspektywą jest 40-tysięczne miasto na północy: Kwidzyn. A dokładniej - niewielkie podwórko z dala od wielkiego świata. Ja nigdy na własne oczy nie widziałem zomowca, który kogoś pałuje. Ale takich miasteczek jak Kwidzyn było mnóstwo. Nie ma jednej prawdy o PRL-u - wszystko zależy od tego, gdzie ucho przyłożysz.

We "Wszystko, co kocham" więcej jest wspomnień czy zmyśleń?

J.B.: Jakieś 80 proc. to fakty. Reszta to rzeczy, które się nie udały, albo takie, które sobie wymarzyłem. Poza tym ja często pamiętam rzeczy, które w ogóle nie miały miejsca.

O ile Daniel jest młodszy?

D.B.: O dwa lata. W bandzie Jacka byłem gówniarzem.

Źródło: Duży Format
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':