http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łukaszenka bierze internet pod but

Andrzej Poczobut, Grodno
2010-02-03, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 01:57

Białoruś wprowadza obowiązkową identyfikację internautów. Dostawcy internetu będą musieli przechowywać dane o wszystkich użytkownikach

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka
Fot. Gennady Semenov / AP
Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka
SERWISY
Prezydent Aleksander Łukaszenka podpisał właśnie rozporządzenie "O działaniach zmierzających ku udoskonaleniu wykorzystywania narodowego segmentu sieci internet". Przewiduje ono identyfikację użytkowników i blokowanie dostępu do stron, jeśli ktoś doniesie, że zawierają treści ekstremistyczne bądź sprzeczne z prawem.

Obowiązek identyfikacji użytkowników ma spoczywać na dostawcach. Na razie nie wiadomo, jak mieliby to robić, ale eksperci zwracają uwagę, że już teraz w niektórych kafejkach internetowych trzeba podawać dane z dowodu osobistego. Identyfikację ułatwi to, że dostęp do internetu na Białorusi zapewnia tylko państwowy monopolista - Bełtelecom.

- Władze próbują ustanowić kontrolę nad internetem, bo dzieje się w nim coraz więcej - mówi Anatol Labiedźka, lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Z internetu korzysta regularnie ponad 3 mln Białorusinów. Coraz więcej osób szuka tam informacji, także politycznych.

Opozycyjne strony internetowe są znacznie bardziej popularne od reżimowych. Stronę Karty-97 (charter97.org) odwiedza codziennie ponad 27 tys. osób, a sztandarowy portal administracji prezydenta Biełaruś Siegodnia (sb.by) - zaledwie 5 tys.

W ostatnich tygodniach Mińsk podjął kilka akcji, by ujarzmić internet. Prezydent powołał nową służbę specjalną - Centrum Operacyjno-Analityczne - której zadaniem będzie m.in. walka z ekstremizmem w sieci. Eksperci tłumaczą to zbliżającym się terminem wyborów prezydenckich, które powinny odbyć się w 2011 r. Rozporządzenie Łukaszenki o identyfikacji internautów wejdzie w życie 1 lipca.

Władze wiedzą, że zakazy nie wystarczą, chcą więc uruchomić własne projekty w sieci. Ministerstwo informacji nakazało wszystkim lokalnym gazetom państwowym, by w ciągu najbliższych czterech miesięcy założyły własne strony. - Gazety lokalne muszą stać się gazetami XXI wieku. A rozwój mediów bez internetu nie jest dziś możliwy - oświadczył minister informacji Aleg Praleskouski.

Na Białorusi państwowe media mają status organów prasowych odpowiednich urzędów. Swoje gazety ma nie tylko kancelaria prezydenta czy rząd, ale także lokalne organa władzy. Na Białorusi istnieje 176 lokalnych gazet państwowych, ale zaledwie sześćdziesiąt parę ma dziś strony w sieci.

- Jeżeli władze nie posuną się do blokowania niezależnych stron, to nasza pozycja nie zostanie zagrożona, bo w internecie króluje swobodna wymiana zdań. Właśnie to przyciąga Białorusinów na niezależne witryny - uważa Siarhiej Sierabro, redaktor niezależnego portalu Ludowe Wiadomości Witebska.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów