Sprawa sprowadza się do półmetrowego kawałka metalu, który 25 lipca 2000 r. leżał na pasie startowym 26R na lotnisku im. de Gaulle'a w Paryżu. Gdy najechał na niego startujący concorde linii Air France, metal natychmiast przebił oponę rozpędzonego samolotu. Wielkie odłamki gumy przebiły znajdujące się na skrzydłach zbiorniki paliwa, powodując pożar.
Piloci próbowali ratować maszynę, ale zniszczone podwozie, którego nie dało się schować, ciągnęło samolot w dół, ogień zniszczył też część skrzydła. Dwie minuty później płonący samolot spadł na hotel w Gonesse pod Paryżem. Zginęło 112 osób, załoga, stu pasażerów, w większości niemieckich turystów, i osoby znajdujące się w hotelu. Wśród tych ostatnich były dwie Polki.
Drobiazgowe śledztwo wykazało, że kawałek metalu, na który najechał concorde, kilka minut wcześniej odpadł ze startującego DC 10 linii Continental. Tytanowy element mechanicy linii przed startem zamontowali w jego silniku - niezgodnie z przepisami. Co gorsza, nikt nie zauważył, że podczas startu element odpadł.
Pięć lat po katastrofie francuska prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko dwóm Francuzom, wysokiej rangi menedżerom w programie Concorde'a. Okazało się, że wcześniej wiedzieli, iż naddźwiękowa maszyna może mieć problemy ze zbiornikami paliwa i oponami podwozia. Nie zrobili jednak nic, by zapobiec możliwym wypadkom. W 2008 r. osobne postępowanie wszczęto wobec dwóch amerykańskich mechaników linii Continental.
Wczoraj pięciu oskarżonych - poza projektantami z projektu Concorde'a i amerykańskimi mechanikami Continentala zarzuty postawiono też pracownikowi urzędu lotnictwa cywilnego, odpowiedzialnemu za nadzór nad concorde'ami - zasiadło na ławie oskarżonych w sądzie karnym w Pontoise. Zarzuca się im nieumyślne spowodowanie śmierci pasażerów samolotu, grożą im grzywny do 500 tys. euro i kilka lat odsiadki.
Obrońcy Francuzów zamierzają przed sądem dowieść, że katastrofy nie dało się przewidzieć. Adwokat amerykańskich mechaników zamierza zaś udowodnić, że samolot zapalił się, zanim najechał na skrawek metalu. - Z moich klientów robi się chłopców do bicia. Tego dnia concorde nie miał prawa być dopuszczony do lotu, bo był w złym stanie technicznym - mówił przed procesem dziennikarzom. Prokuratura dysponuje jednak zeznaniami 30 świadków, którzy podważają tę wersję.
Prasa niemiecka i francuska pisze, że sprawa jest gigantyczna. Zebrano 90 tomów akt, a sąd zaplanował 60 przesłuchań. Rozprawy będą trwały do maja. Wyrok zapadnie wczesną jesienią.
Źródło: Gazeta Wyborcza