„Widmo krąży nad kulturą zachodnią. Widmo Bałkanów” - napisała gorzko w książce „Bałkany wyobrażone” historyczka Maria Todorova. - Nie trzeba chyba nikogo szczególnie przekonywać, że Bałkany na trwałe określono »Innym « Europy. Uznano, że mieszkańcy Bałkanów nie pragną przyjęcia norm obowiązujących w świecie cywilizowanym”.
W książce Todorovej, która analizuje historię nadawania przez "świat cywilizowany" słowom "Bałkany" i "bałkański" pejoratywnego znaczenia, książka Kaplana jest cytowana, jak najbardziej. Amerykański dziennikarz przyczynił się do tego, że patrzymy na Półwysep Bałkański jak na kłębowisko dzikich plemion, okaleczających się przez wieki w okrutnym wrestlingu. Przyznam, że dawno nie zdarzyło mi się czytać reporterskiej książki, która tak by mnie odrzucała. "Bałkańskie upiory" są tendencyjne i nieprawdziwe. Są świadectwem ignorancji wyjątkowej jak na standardy amerykańskiego dziennikarstwa.
I niestety wpłynęły na bieg historii. Gdy w rozpadającej się Jugosławii padały pierwsze strzały, Kaplan wydał "Upiory" - zapis wędrówek po Bałkanach pod koniec lat 80. Innych przystępnych książek o tym rejonie wtedy w
USA nie było. Kaplana przeczytali więc wszyscy w Białym Domu, z prezydentem Clintonem włącznie. Pomógł im utwierdzić się w wygodnym przekonaniu, że dzikie plemiona trzeba zostawić samym sobie, bo taką już mają naturę, że muszą się wzajemnie wyrzynać. I USA tak praktycznie zrobiły, decydując się wkroczyć na scenę dopiero w 1995 r., gdy światem wstrząsnęła rzeź w Srebrenicy.
Rzeczywiście, rozpad imperium otomańskiego był krwawy, a jego skutki region odczuwa do dziś. Ale to wina nie genów, tylko procesów historycznych. A opóźnienie w marszu do "cywilizowanego świata" jest opóźnieniem, a nie wyborem innej drogi. Jednak Kaplan chciał zobaczyć tylko pustą część szklanki.
Oto co zobaczył: "Bośnia miała jedno duże miasto, Sarajewo, gdzie Chorwaci, Serbowie, muzułmanie i Żydzi od wieków żyli we względnej harmonii. Otaczające wioski kipiały jednak nieokiełznaną nienawiścią, potęgowaną przez nędzę i alkoholizm".
"Albańczycy tłoczący się ze mną na tylnym siedzeniu autobusu, który jechał z Zagrzebia na południe, mieli oczy przyćmione jaglicą. Nosili wyświechtane portki, spięte agrafkami w miejscach, gdzie powinny być zamki błyskawiczne. Byli muzułmanami, ale czuć było od nich alkoholem, co było rzadkością nawet w zeświecczonych krajach islamskich".
"Prostytucja, nielegalny handel oraz donoszenie na sąsiadów i znajomych były w Rumunii zakorzenione od tak dawna i tak głęboko, że miały uroczą naturalność i niewinność. Z początku szokowały, ale po kilku tygodniach, chcąc nie chcąc, ulegało się presji otoczenia. Mroczna strona ludzkiej natury pozwalała zakochać się w kraju i jego mieszkańcach".
Wyobraźmy sobie, że tak zachodni korespondenci piszą o Polsce w latach 80. Bo pisali i tak - zauważali lejącą się strumieniami wódę i braki w uzębieniu, i niewydepilowane nogi kobiet. Ale, tak jak zmarły niedawno korespondent "The New York Times" Michael Kaufman, pisali też o Kuroniu i Michniku, o polskiej walce o demokrację, o polskiej kulturze.
Może "Upiory" powinno się sprzedawać tylko w pakiecie z "Bałkanami wyobrażonymi"? Szczytowym osiągnięciem Kaplana jest cytowany przez Todorovą fragment: "Nazizmowi można śmiało przypisać bałkańskie korzenie. To przecież w dzielnicy wiedeńskich noclegowni, wylęgarni etnicznych resentymentów, nieopodal granic południowej Słowiańszczyzny Hitler nauczył się tak zaraźliwie nienawidzić".
To dziwne, że nowojorski liberał nie słyszał o Heglu. Tam w NY chyba jest jakiś
uniwersytet? Czy tylko czarni handlują herą na ulicach?