- Jesteście niewolnikami i musicie robić to, co wam każę - tak dziesięciu chorążych i sierżantów 2. batalionu stołecznego OMON-u (odpowiednika dawnego polskiego ZOMO) w liście do prezydenta Rosji opisuje zachowanie swego dowódcy.
Podwładni płk. Siergieja Jewtikowa pisali wcześniej skargi do prokuratora generalnego i szefa MSW. Nikt im nie odpowiedział. Poszli więc do redakcji tygodnika "New Times - Nowoje Wriemia" i tu opowiedzieli o panujących w jednostce porządkach.
Zadaniem moskiewskiego OMON-u jest głównie rozpędzanie niechcianych demonstracji. To jego funkcjonariusze w ostatnią niedzielę nie dopuścili do wiecu opozycji w centrum Moskwy w obronie 31. artykułu konstytucji gwarantującego wolność zgromadzeń.
Przełożeni tacy jak płk Jewtikow wykorzystują jednak swoich "niewolników" w mundurach do zadań czysto komercyjnych. - Na Arbacie [eleganckim deptaku w centrum Moskwy] jest biuro pewnego gruzińskiego mafiosa. Jeżdżą za nim stale w obstawie dwa dżipy z OMON-owcami. On płaci naszemu pułkownikowi 12 tys. rubli [1,2 tys. zł] za dzień pracy jednego człowieka, my z tego dostajemy po 1,5 tys. rubli - opowiedzieli dziennikarzom milicjanci.
W ofercie pułkownika jest też usługa ochrony nielegalnego przejęcia biznesu. Tu bandyci płacą hurtem - 50 tys. rubli za wysłanie na miejsce akcji busa z OMON-owcami. Oddzielnie płacą za czas, przez który funkcjonariusze pilnują, żeby napastnicy mogli spokojnie wywieźć wyposażenie przejętej firmy.
Przełożeni wynajęli też 2. batalion firmie ochraniającej nielegalny bazar w centrum Moskwy, by pomóc jej rozpędzić wiec mieszkańców protestujących przeciw utrudniającemu im życie targowisku. OMON-owcy dostali rozkaz: "Niszczyć plakaty, kobiet i dzieci nie ruszać, mężczyzn wygnać".
Młody oficer, który miał dowodzić operacją, odmówił wykonania rozkazu. Przełożeni potem przy podwładnych zbesztali go i zwolnili ze służby.
OMON-owcy na rozkaz swych szefów chronią też moskiewskie prostytutki, rozprawiając się np. z odmawiającymi zapłaty klientami. Za tę usługę kobiety płacą gotówką lub w naturze.
Zdaniem milicjantów przełożeni ich dowódcy dobrze wiedzą, co się wyrabia w batalionie. Nic mu jednak nie grozi, bo wykonuje każdy rozkaz z góry. W bazie batalionu płk Jewtikow postawił tablicę z wizerunkami przywódców opozycji, takich jak były premier Michaił Kasjanow czy szachista Garri Kasparow. Tych ludzi OMON-owcy mają bez pytania po prostu chwytać na ulicy i zabierać na posterunek, gdzie przełożeni już znajdą na aresztowanych paragrafy.
Pułkownik uczy podwładnych, by w czasie opozycyjnych demonstracji najpierw rzucali się na tych, którzy niosą transparenty krytykujące premiera, prezydenta i MSW. Transparenty trzeba niszczyć, niosących je zatrzymywać, bo jak na odprawach przekonuje pułkownik - opozycja to agenci opłacani przez Zachód.
MSW już w dniu publikacji listu w gazecie zareagowało na te oskarżenia. Jego rzeczniczka ogłosiła, że funkcjonariusze, którzy przyszli na skargę do redakcji, już jakiś czas temu odeszli ze służby i są oskarżeni o grabież.
W ostatnich miesiącach rosyjscy milicjanci często publicznie opowiadają o nadużyciach w resorcie. Pierwszy był mjr Aleksiej Dymowski z Noworosyjska, który w internecie oskarżył przełożonych o to, że na polecenie bandytów pakują do więzienia niewinnych ludzi. Major został niedawno aresztowany pod zarzutem zdefraudowania służbowych pieniędzy.
Źródło: Gazeta Wyborcza