Film skonstruowano wedle reguł tworzenia portretu wroga, przez co był płaski i niewiarygodny, nawet jeśli wszystkie fakty tam przytoczone były prawdziwe. Był to dokument tylko w tym sensie, w jakim dokumentem jest prokuratorski akt oskarżenia. "Dokument biograficzny"? Nie żartujmy: czy można napisać biografię człowieka na podstawie papierów prokuratora?
Jaruzelskiego przedstawiono jako przestępcę, autora "zbrodni komunistycznych", a do tego demona odpowiedzialnego niemal za wszystkie plagi, jakie spadły na nasz kraj w ostatnim półwieczu. Płytki background historyczny, komunizm sprowadzono do "zniewolenia Polski", a bycie komunistą do aktu zdrady - jak gdyby nie było w komunistycznej idei nic pociągającego; jak gdyby w świecie po Wielkiej Wojnie drogowskazy były dla wszystkich oczywiste.
Jaruzelski ma w swojej biografii kompromitujące "dokonania", nie ma dwóch zdań. Czystki antysemickie w wojsku, udział w inwazji na Czechosłowację... Chciałbym wiedzieć, czy rzeczywiście przekazywał Sowietom tuż po wojnie jakieś informacje, które narażały ludzi na szykany, więzienie, może śmierć? Takie domniemania historycy powinni badać, i ci, którzy mówią w filmie, być może je nawet zbadali - tyle że ton całej opowieści o STRASZNYM GENERALE nie uwiarygadnia żadnych ustaleń.
Nie ma tu nawet pół słowa, świadczącego o próbie zrozumienia powikłanej biografii. A przecież nawet człowieka, którego się potępia, trzeba choć spróbować pojąć; wczuć się w jego motywacje, dylematy, kalkulacje, świat wartości. Faktów nie naciągać, zwłaszcza że tych niewygodnych dla generała jest i tak dosyć.
Tymczasem w filmie obejrzeliśmy wyścig, kto mocniej generałowi dołoży. A najbardziej dokładał jego były podwładny - teraz w nowym, antykomunistycznym wcieleniu jako historyk-patriota. Raczej żałosne.
O Okrągłym Stole i roli generała w transformacji ustrojowej: zupełne bzdety, prawicowa mantra o chronieniu Jaruzelskiego przez dawną opozycję. Szkoda cytować i komentować.
Cały wpis na blogu Artura Domosławskiego - czytaj tu