Od trzech miesięcy becikowe jest wypłacane tylko tym matkom, które udowodnią, że od 10. tygodnia ciąży były pod opieką ginekologa. Pomysł sensowny: wczesne zdiagnozowanie wad rozwojowych dziecka może uratować mu życie. Ważne też, by przyszła matka jak najwcześniej potwierdziła u lekarza ciążę i uzyskała od niego informacje o tym, jak o siebie i płód zadbać.
Okazało się jednak, że sensowny pomysł w praktyce nie działa: wiele kobiet nie zdołało dostać zaświadczeń na czas. Media, w tym "Gazeta", alarmowały od tygodnia, że wiele matek traci w ten sposób prawo do tysiączłotowej pomocy. Wiele z nich tłumaczyło, że zbyt późno zorientowały się, że są w ciąży.
Urzędnicy z ministerstw Pracy i Zdrowia poinformowani o problemie zaczęli rozważania, czy nie zastąpić w nowych przepisach 10. tygodnia 12. tygodniem. Ja zaś postanowiłam sprawdzić, co naprawdę znaczy, że kobiety "za późno się zorientowały", że są w ciąży
- Z mojej praktyki wynika, że kobiety dowiadują się o ciąży między 4. a 8. tygodniem. Choć miałem pacjentkę, która umówiła wizytę w celu dobrania odpowiedniej metody antykoncepcji, a okazało się, że jest w 24. tygodniu ciąży - mówi dr Piotr Raczyński, ginekolog z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
Załóżmy, że kobieta podejrzewa, że jest w ciąży na etapie jej 8. tygodnia.
27 i 28 stycznia zadzwoniłam do kilkudziesięciu przychodni rejonowych w całej Polsce, aby umówić się na wizytę u ginekologa.
Przychodnia rejonowa w Słupsku: "Proszę zadzwonić 1 lutego, wtedy będziemy rejestrować wizyty na marzec".
Bez szans. 1 marca byłabym w 13. tygodniu ciąży.
Przychodnia rejonowa w Oświęcimiu: "Dzisiaj ginekologa już nie ma [godz. 14.30]. Proszę spróbować w przyszłym tygodniu, ale z tego, co wiem, w przyszłym tygodniu go nie będzie".
Bez szans. 11. tydzień.
Przychodnia rejonowa we Wrocławiu: trzy tygodnie oczekiwania.
11. tydzień.
Przychodnia rejonowa w Warszawie: trzy tygodnie.
11. tydzień.
Prywatna klinika w Warszawie: kilka dni.
Zdążę, ale wizyta kosztuje 120 złotych.
Wniosek? Nowe becikowe pokazało, że w dużej części kraju kobiety nie mają łatwego dostępu do ginekologa!!!
Ale to nie koniec. Zadzwoniłam też do przychodni w Strzelinie, Złotoryi, Kaliszu, Chojnowej, Sosnowcu i Zielonej Górze. We wszystkich tych placówkach ginekolog był w stanie przyjąć mnie w ciągu 24 godzin.
Mogłabym uznać, że w tych miastach nie ma problemu... gdyby nie naszła mnie kolejna wątpliwość: czy kobiety wiedzą, że mają się zbadać w 10. tygodniu. Nie, proszę państwa, nie wiedzą!
Czy przychodnie informują o tej nowelizacji na tablicach informacyjnych?
Nie.
A może Ministerstwo Pracy prowadzi kampanię społeczną, która ma na celu dotarcie do kobiet, którym nowe becikowe naprawdę ma pomóc?
Nie.
Biuro prasowe Ministerstwa Pracy odsyła mnie do Ministerstwa Zdrowia.
Ministerstwo Zdrowia odsyła do Ministerstwa Pracy.
Kampanii społecznej nie ma, ale resort pracy zwrócił się w październiku z prośbą do ośrodków pomocy społecznej o zamieszczenie informacji dotyczących zmian. Dzwonię do kilku i pytam, jak docierają z tą informacją do kobiet. Wszystkie ośrodki zamieściły odpowiednie ogłoszenia na stronie internetowej. A jeżeli nie mam komputera? To w listopadzie zeszłego roku pisała o tym lokalna prasa. A jeżeli nie kupuję i nie czytam gazet? To o tym, że przed 10. tygodniem ciąży należy zgłosić się do ginekologa, informują ogłoszenia... w gabinetach ginekologicznych.
Wniosek? Zmieńmy sobie "10. tydzień" na "12. tydzień". Niczego to w opiece nad kobietami w ciąży nie zmieni, ale ministerstwa będą miały poczucie dobrze spełnionego obowiązku.