Pierwsze cztery Aerostary pojadą we wrześniu do Afganistanu, pozostałe będą w Polsce służyć do szkoleń. Maszyn takich używają Holendrzy toczący ciężkie walki z talibami w prowincji Uruzgan.
Zakup bezpilotowców jest niezwykle ważny, bo w wojnie z talibami ten rok ma być kluczowy. Polski kontyngent zwiększy się z 2 tys. do 2,6 tys. żołnierzy. Amerykanie doślą aż 30 tys. wojsk, inne państwa zachodniej koalicji - w sumie ok. 10 tys. - Przez 12 miesięcy musimy przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść - mówią dowódcy koalicji.
Oznacza to znacznie cięższe walki niż dotychczas i być może większe straty - w 2009 r., najkrwawszym dla zachodnich wojsk od inwazji w 2001 r., zginęło aż 520 żołnierzy. Wśród nich ośmiu Polaków (w sumie w Afganistanie poległo 16 Polaków), którzy odpowiadają za bezpieczeństwo prowincji Ghazni. Przebiega przez nią kluczowa droga Kabul - Kandahar.
- Całą Ghazni "pokryjemy" dwiema maszynami. Będą latały parami na zmianę, więc informacja o sytuacji będzie non stop - podkreśla jeden z dowódców polskiego kontyngentu. - To nie takie ważne, że nie mają uzbrojenia. Jak wiadomo, co się dzieje, zawsze można wezwać śmigłowce czy samoloty.
O bezzałogowe samoloty szpiegowskie armia prosiła od dawna, bo bez nich w Afganistanie trudno prowadzić rozpoznanie w górzystym terenie pozbawionym dróg. Są niezwykle pomocne, z wysokości nawet kilku kilometrów ich superprecyzyjne kamery potrafią dokładnie pokazać, co niesie człowiek. Mają noktowizory i kamery termowizyjne wykrywające ciepło ludzkiego ciała. Cały czas przekazują obraz do centrum dowodzenia.
MON chciał kupić bezpilotowce od 2008 r., ale z różnych przyczyn nie dokończono żadnego przetargu. W poniedziałek do internetowego konkursu ofert wystartowały dwie izraelskie firmy. Aeronautics z Aerostarami zaczął licytację od 144 mln zł, a Elbit Systems z Hermesami od 261 mln zł (oferta IAI została odrzucona z "przyczyn technicznych"). - Zaprosiliśmy te firmy, bo potrzebujemy sprzętu, jaki już jest używany w Afganistanie - wyjaśniał wczoraj wiceminister Marcin Idzik, odpowiedzialny za zakupy w MON.
Resort zapłacił ostatecznie 89 mln zł za Aerostary, choć nieoficjalnie wiemy, że mógł wydać na bezpilotowce ok. 180 mln zł. Zakupu dokonał w ramach tzw. Pilnej Potrzeby Operacyjnej, czyli bez przetargu.
Aerostary mają zasięg do 200 km i mogą latać nawet 12 godzin na maksymalnym pułapie do 5 km. Są nieduże - rozpiętość skrzydeł to 7,5 m, długość 4,5 m. Polacy w Afganistanie korzystali dotychczas z małych, dużo gorzej wyposażonych Orbiterów, które w powietrzu mogły spędzić najwyżej dwie godziny i mają zasięg zaledwie 10-15 km.
- Zgodnie z umową z producentem w ciągu siedmiu miesięcy dostaniemy pierwszy zestaw czterech Aerostarów, w ciągu dziewięciu miesięcy drugi z całym zapleczem logistycznym i częściami zamiennymi. Pierwszy zestaw trafi od razu do Afganistanu - mówił szef MON
Bogdan Klich.
Na razie Polacy szykują się do końca zimy, gdy stopnieją śniegi i talibowie jak zwykle rozpoczną ofensywę. Dlatego, jak się dowiedzieliśmy od oficera z dowództwa armii, żołnierze "czyszczą Ghazni". Ci z bazy Warrior w dystrykcie Karabag odkryli ostatnio np. skład broni i wyrzutnię rakiet, z której od dawna ich ostrzeliwano.
- W ciągu ostatniej zmiany walili w nas regularnie. Znaliśmy zawsze kierunek, skąd padał ostrzał rakietowy, ale nigdy nie udało się nikogo złapać - opowiada podoficer z zakończonej już piątej zmiany. - Przez sześć miesięcy naliczyłem ponad 40 ostrzałów. Raz pocisk wpadł w namiot, tylko przypadkiem nikt nie zginął.
Wojskowi otrzymali informacje o talibach od mieszkańców okolicznych wiosek, którzy współpracują z Polakami w zamian za pieniądze, odzież i jedzenie. Nasi żołnierze aresztowali ostatnio także kilka innych osób w dystrykcie Karabag. Polskie wojsko milczy, ale z oficjalnych statystyk wynika, że tylko w ostatnich dniach w walkach z żołnierzami koalicji i armii afgańskiej zginęli tu jeden z lokalnych watażków i czterech innych talibów, w tym 15-letni chłopiec.