http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd Niemiec przyjmie niemoralną propozycję

Bartosz T. Wieliński
2010-02-02, ostatnia aktualizacja 2010-02-02 01:42

Czy można kupić od złodzieja płytę z danymi obywateli, którzy oszukują fiskusa? - na to pytanie musieli odpowiedzieć niemieccy politycy

Angela Merkel
Fot. JENS MEYER AP
Angela Merkel
SERWISY
Oferta jest kusząca: dzięki płytce z danymi 1,5 tys. przestępców podatkowych fiskus mógłby odzyskać nawet 100 mln euro niezapłaconych podatków. Dla niemieckiego rządu to suma niebagatelna, szczególnie w kryzysie. Nawet jeśli odejmie się od niej 2,5 mln na honorarium dla złodzieja, który wyniósł płytę z danymi z bazy szwajcarskiego oddziału danych banku HSBC i złożył niemoralną propozycję rządowi w Berlinie.

Debata, jak na nią odpowiedzieć, trwała przez kilka dni. - To byłoby paserstwo - przestrzegali politycy rządzącej CDU. Jednak ich koalicjanci, liberałowie z FDP byli w tej sprawie mniej stanowczy. Zakupu płyty domagała się opozycyjna SPD i Zieloni. - Płyta zawiera dowody dla prokuratorów. Trzeba ją kupić - podpowiadał liberalny dziennik "Süddeutsche Zeitung". - Tu trzeba być bezwzględny, kupić i ścigać złodziei - twierdził konserwatywny "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Minister finansów Wolfgang Schäuble wahał się, aż wczoraj decyzję podjęła za niego kanclerz Angela Merkel. - Jeśli dane są prawdziwe, to trzeba je kupić! - oświadczyła.

Niemieccy klienci genewskiego oddziału HSBC zapewne szykują się już na poranne naloty policji i izby skarbowej. Korzystali oni z tego, że w Szwajcarii podatki od kapitału są o wiele niższe niż we Francji czy Niemczech i wierzyli, że legendarna dyskrecja szwajcarskich banków zapewni im bezkarność.

Wpadną przez Hervé Falcianiego, ambitnego informatyka pracującego w HSBC. Dwa lata temu wykradł on z bazy danych banku kilkaset tysięcy danych jego klientów. Próbował je sprzedać w Libanie, ale robił to tak nieudolnie, że zwrócił na siebie uwagę tamtejszych specsłużb. Te wystawiły go szwajcarskim kolegom, w efekcie informatyk rok temu został aresztowany. Ale z aresztu wyszedł za kaucją i uciekł do Francji, gdzie również dopadła go tamtejsza policja. Falciani kupił sobie jednak wolność. W zamian za wstrzymanie ekstradycji pozwolił francuskiemu fiskusowi skopiować skradzioną bazę danych, dzięki czemu Paryż wyłapał kilkuset obywateli, którzy założyli w Genewie tajne konta.

Analogiczną ofertę złożył Berlinowi. To, że Merkel postanowiła mu zapłacić, Niemcy przyjmą zapewne z aprobatą. Za Odrą nie ma przyzwolenia ani na korupcję, ani oszustwa podatkowe. Media pomstują nad menedżerami wielkich koncernów, a w szczególności bankierów, którzy unikają fiskusa.

Nie będzie to precedens. Dwa lata temu w podobnej sprawie zielone światło dał poprzedni minister finansów Peer Steinbrück. Niemiecki wywiad BND zapłacił wówczas ponad 4 mln euro pracownikowi banku LGT z Liechtensteinu. Na płycie były dane Niemców, którzy oszukali fiskusa na 3,4 mld euro. W ręce policji wpadł wówczas Klaus Zumwinkel, szanowany szef niemieckiej poczty, który oszukał skarb państwa na 10 mln euro. Dostał dwa lata w zawieszeniu i milion euro grzywny.

Sąd bez żadnych wątpliwości przyjął kupione przez wywiad płyty z danymi jako wiarygodny dowód. Podobnie będzie tym razem, choć Szwajcaria protestuje przeciw łamaniu tajemnic bankowych. Gdy francuski rząd kupił dane od Falcianiego, rząd w Bernie zerwał zawartą z Paryżem umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, a stosunki między krajami osiągnęły temperaturę lodu. Nie można wykluczyć podobnego kryzysu po decyzji Berlina.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':