Różni nas coś innego: ja o Karskim nie pisałem, Heanel - tak. Nie jestem pewny, czy słusznie. Nie chodzi mi o literaturę, to sprawa dla krytyków. Chodzi mi o Karskiego.
Książka Heanela ma wyjść po polsku. Nie szkodzi, Polacy sobie z nią poradzą. Szkodzi, że wyszła po francusku. U Heanela jest trzech Karskich. Pierwszy wyrwany z "Shoah" Lanzmanna, drugi skompilowany z pism Karskiego. Obu tych Karskich Polacy znają lepiej niż Heanel. Nie znają trzeciego.
Trzeci Karski jest bowiem całkowicie wymyślony przez Haenela pisarza. Jest to długi, fikcyjny monolog pseudo-Karskiego mający ujawnić jego najbardziej ukryte i za życia niewypowiedziane myśli. Elegancko mówiąc, jest to literacka próba przełamania granicy między fikcją a rzeczywistością.
Mówiąc zwyczajnie, jest to wersja tego, co zdaniem Heanela Karski miałby światu do powiedzenia, gdyby mógł i chciał dziś coś światu powiedzieć. To takie żarliwe "J'accuse", które Heanel woli włożyć w usta Karskiego, by nadać swojej wizji cynicznego i obojętnego w czasie wojny Zachodu większą wiarygodność.
Taka operacja jest być może literacko dopuszczalna, transformacja literacka nie ma granic. Powieść to obszar wolności, pisarz reprezentuje wyłącznie siebie i nie musi się ze swego pisarstwa tłumaczyć. Pod warunkiem, że jest to powieść.
Czy książka Heanela jest powieścią? Wątpię. Ale nie wątpię, że jest nadużyciem. Przepytałem sam siebie z lektur Karskiego, konsultowałem wypowiedzi najbardziej wiarygodnych świadków, jego przyjaciół: m.in. Elie Wiesela, Michaela Szporera, czy prof. Kazimierza Pawełka z Uniwersytetu stanu Maryland i prezesa Towarzystwa Jana Karskiego.
Ich wyrok jest jednoznaczny. "Monolog" Karskiego w interpretacji Heanela jest pełnym absurdów i niedorzeczności, zaprzeczeniem rzeczywistości. Monolog deformuje charakter i poglądy Karskiego i wtłacza w świadomość zagranicznego czytelnika obraz postaci i sens idei Karskiego nieprawdziwy faktograficznie (jak ten, że Karski po wizycie u Roosevelta który "trawił kolację i ziewał", czuł się jak na Gestapo i myślał tylko jak stamtąd uciec). Ale też nieprawdziwy moralnie i psychologicznie. Heanel przekazał światu fałszywy obraz jednego z nielicznych tej miary bohaterów epoki pieców.
"Karski" Haenela ma zwolenników i obrońców. We Francji jest w oku środowiskowego cyklonu (czasem zwyczajnej pyskówki). Są krytycy, którzy mu dali nagrodę, są tacy, którzy sugerują nadużycie tragedii Żydów dla celów literackich, niektórzy nie cofają się przed aluzją do literackiej nekrofilii.
Dlaczego się w ten spór mieszam? Bo czekałem na próżno na jakiś poważny polski głos w obronie człowieka z panteonu polskiej pamięci. Bo Karski, obok Giedroycia, był i jest częścią mojego widzenia świata, współkształtował mój stosunek do polskości i do rodzaju ludzkiego.
Ale nie Karski Heanela. Martwi, nawet najwięksi za życia, zaocznie mogą być bezkarnie sądzeni. Karski sam bronić się już nie może. Ktoś jednak powinien się tym zająć. Jeżeli bowiem "biografia, jak powiadają, jest sztuką wskrzeszania człowieka", to powieść Heanela jest sztuką odwrotną.
- Dla mnie Karski to święty, dla świata był nikim - mówił w październiku Heanel "Gazecie". To wyjątkowo zarozumiałe kłamstwo. A w ogóle to byłoby lepiej, gdyby Karski pozostał nikim, niż miałby być dla świata takim, jakim go wskrzesza Heanel.
Źródło: Gazeta Wyborcza