Donald Tusk nie wyklucza, że kandydat PO na prezydenta może być wybrany w prawyborach. - Wolałbym, żeby nie doszło do tak ostrej wewnętrznej kampanii. Ale zastanawiam się, czy nie można by po raz pierwszy w Polsce doprowadzić nie do prawyborów, ale do takiego powszechnego wyboru wśród wszystkich członków Platformy. To technicznie możliwe, internet i wewnętrzna organizacja pozwalają na takie przedsięwzięcie - mówił wczoraj premier w Radiu ZET.
Głosować mogłoby około 50 tys. członków Platformy. - To byłaby demokratyzacja partii - mówi "Gazecie" Janusz Palikot, orędownik prawyborów, który też chciałby wystartować. - Skoro Lech Kaczyński dał sobie radę z prezydenturą, to ja też bym sobie dał.
Przeciwni prawyborom są szef klubu
Grzegorz Schetyna i Jarosław Gowin z zarządu PO - uważają, że na prawybory jest za późno. - Czas to rzeczywiście problem. Ale gdyby zrobić to jak w
USA, że kandydaci spotykaliby się z wyborcami na konwencjach regionalnych, prawybory mogłyby być elementem kampanii prezydenckiej - odpowiada Palikot.
Według niego w prawyborach mogliby wystartować najbardziej prawdopodobni kandydaci - marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i szef
MSZ Radosław Sikorski. Ale także politycy, którzy są dziś poza PO, np. Andrzej Olechowski. - Rozmawiałem z tą trójką. Są w stanie wystartować - twierdzi Palikot.
Tusk nie ma nic przeciwko kandydaturze Olechowskiego w prawyborach. Ale stawia warunek. - Jeśli ktoś przegrywa prawybory w PO, potem nie kandyduje w ogóle - powiedział wczoraj premier.
Według rozmówców "Gazety" mało prawdopodobne, by Olechowski zyskał poparcie Platformy. - W jakimś sensie zdradził, odchodząc od nas. Związał się z Pawłem Piskorskim, który atakował Tuska - przyznaje Palikot. Sam Olechowski - wbrew zapewnieniom Palikota - nie zamierza stanąć do prawyborów w PO. - Ponadpartyjny kandydat w partyjnych wyborach byłby śmieszny - mówi "Gazecie".
Według Tuska naturalnym kandydatem PO na prezydenta jest marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Ale - jak dodał premier - Radosław Sikorski też powinien wygrać z Lechem Kaczyńskim. Szef MSZ nie chciał powiedzieć, czy rozważa walkę o Pałac Prezydencki. - Jestem dumny z tego, że należę do zespołu Donalda Tuska. Chcę nadal wspierać premiera w jego dalekosiężnych planach modernizacji Polski - unikał deklaracji w weekendowym wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Welt".
Wciąż nie milkną komentarze po rezygnacji samego Tuska z walki o prezydenturę. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski uważa, że to wzmacnia Lecha Kaczyńskiego, Jerzego Szmajdzińskiego (
SLD) i Olechowskiego. Zdaniem Kwaśniewskiego są trzy przyczyny rezygnacji Tuska: obowiązki premiera, przyszłość PO, w której "łatwiej o kandydata na prezydenta niż o przywódcę, który sklejałby skrzydło konserwatywne i liberalne", oraz wątek osobisty. - Kampanie są coraz brudniejsze i pewnie nie miał ochoty wracać do osobistych ataków - mówił były prezydent w
TVN 24.
Kwaśniewskiemu nie podobają się też słowa Tuska, który - uzasadniając rezygnację z kandydowania - mówił, że to premier ma prawdziwą władzę, a funkcja prezydenta to przede wszystkim prestiż. - Premier ma wielką władzę wykonawczą, ale prezydent też ma władzę i wpływ na legislację. Słowa Tuska przyjąłem źle, bo wypowiada je człowiek, który pięć lat temu przegrał. To nieeleganckie - mówił Kwaśniewski.