W piątek rząd Baracka Obamy potwierdził, że sprzeda Tajwanowi, uznawanemu przez komunistyczne Chiny od wojny domowej w 1949 roku za zbuntowaną prowincję, 60 helikopterów, 114 rakiet Patriot, dwa okręty - wykrywacze min oraz elektronikę do starych myśliwców F-16, w sumie za 6,4 mld dol.
Już w sobotę chińskie władze ostro na to zareagowały. Nie tylko wezwały ambasadora
USA w Pekinie, ale wyraziły też swe tradycyjne oburzenie na "brutalną ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin" oraz wstrzymały współpracę wojskową z USA.
Chińczycy zawsze się wściekają, gdy Waszyngton ogłasza, że sprzeda Tajwanowi broń. Ostatni raz działo się tak, gdy rząd George'a Busha dokonał z Tajwanem transakcji też za ponad 6 mld dol. Tym razem Pekin poszedł jednak dalej. Ogłosił, że decyzja Obamy "mocno zaszkodzi całości stosunków Chin z USA", oraz że wprowadza sankcje na wszystkie firmy amerykańskie biorące udział w transakcji z Tajwanem. Nie wiadomo na razie, na czym miałyby te sankcje polegać.
Chińska oficjalna agencja prasowa Xinhua oświadczyła, że krok Waszyngtonu "wzmocni arogancję sił proniepodległościowych na Tajwanie". Jednak eksperci nie spodziewają się, by Pekin starał się ukarać szczególnie mocno sam 23-milionowy Tajwan, gdyż zaszkodziłoby to tamtejszemu prezydentowi Ma Jing-jeou. Objął on władzę dwa lata temu i jest najbardziej prochińskim prezydentem w 60-letniej historii Tajwanu.
Decyzja o sprzedaży Tajwanowi dużej ilości broni jest ze strony ekipy Obamy elementem większej
gry z Pekinem. Przez pierwszy rok nowy prezydent USA starał się, podobnie jak na wielu innych frontach polityki zagranicznej, o "nowy początek" w stosunkach z ChRL. Jednak po pozbawionej konkretów wizycie w Chinach jesienią i odmowie Pekinu przyłączenia się do sankcji na Iran za rozwijanie przez ten kraj programu atomowego wbrew rezolucjom ONZ, rząd Obamy zmienił swą strategię.
Dziesięć dni temu
Hillary Clinton w ostry sposób wezwała Chiny, by "wnikliwie zbadały" sprawę ataków internetowych na ponad 30 amerykańskich firm, w tym
Google, prawdopodobnie dzieło włamywaczy powiązanych z rządem w Pekinie. Waszyngton rozpoczął też wojnę handlową z Chinami na niedużą na razie skalę, nakładając wysokie cła na chińskie
opony. Sprzedaż nowoczesnej broni Tajwanowi to pokazanie Pekinowi kolejnego amerykańskiego kija.
Ale jest i marchewka - USA nie sprzedały na razie Tajwanowi nowoczesnych myśliwców i okrętów podwodnych, o co ten się stara. A to jest naprawdę broń, która w znaczący sposób wzmacniałaby pozycję Tajwanu w ewentualnym konflikcie z Chinami. Amerykanie mówią więc Chińczykom: jak będziecie z nami współpracować, zwłaszcza w sprawie Iranu, Tajwan myśliwców i okrętów podwodnych nie dostanie, ale jeśli nie...
Europejska przedstawiciel ds. polityki zagranicznej Catherine Ashton powiedziała wczoraj, że "nie da się wciągnąć w spekulacje o tym, co USA robią w sprawie Tajwanu, lub o tym, co mówią Chiny".