10 tys. osób żądało w Kaliningradzie dymisji Putina
http://yashin.livejournal.com/
Około 10 tys. ludzi manifestowało w sobotę w Kaliningradzie protestując przeciw podwyżkom cen i domagając się dymisji rządu. Tak licznej demonstracji opozycyjnej w Rosji nie było od dziewięciu lat. - U nas panuje inny duch, tu wieje wiatr od waszego Gdańska - tłumaczył organizator wiecu, Maksim Doroszok, 40-letni kalinigradzki elektryk, szef ruchu "Solidarnost" w obwodzie.
- Czy potrzebny jest nam taki rząd, który nas oszukuje i okrada? - pytał zgromadzonych na Placu Centralnym w stolicy najdalej na zachód wysuniętego regionu Rosji Ilja Jaszyn, członek centralnych władz "Solidarnosti".
- Nie! Do dymisji! - w odpowiedzi skandował tłum marznący pod "Potworem", jak tu nazywają nigdy nie zakończony ogromny betonowy budynek, który w czasach ZSRR wznoszono w samym środku miasta dla obwodowego komitetu partii i miejscowych "sowietów", czyli rad.
Demonstrację w Kaliningradzie zorganizowała demokratyczna "Solidarnost", zwalczana zaciekle przez władze. Przyłączyły się jednak do niej, co w Rosji niebywałe, wszystkie pozostałe działające w obwodzie ugrupowania polityczne poza "partią władzy" Jedną Rosją. Na plac wyszli i komuniści, i zwolennicy Władimira Żyrinowskiego, a nawet działacze pretendującej do roli "drugiej partii władzy" Sprawiedliwej Rosji, którą kieruje Siergiej Mironow, marszałek Rady Federacji, wyższej izby parlamentu, teoretycznie trzecia osoba w państwie.
Manifestanci protestowali przeciwko podniesieniu od początku roku podatku drogowego oraz opłat komunalnych. Skandowali jednak i na transparentach wypisali też hasła polityczne. "Putin odpowiada za Boosa, Putin odpowiada za wszystko!" - głosiło jedno z nich. Georgij Boos to bardzo niepopularny tu gubernator przysłany pięć lat temu do obwodu przez prezydenta Władimira Putina z zadaniem zaprowadzania w bałtyckiej enklawie "moskiewskich", jak tu mówią, porządków, czyli spacyfikowania aktywnej w regionie opozycji i niepokornych mediów oraz kontrolowania kontaktów regionów z sąsiadami.
"Przywróćcie wybory gubernatora!" - skandował tłum domagając się odwołania wprowadzonej przez Putina sześć lat temu zasady, zgodnie z którą gospodarze regionów są wyznaczani przez Kreml, a nie, jak było wcześniej, wybierani przez mieszkańców swoich obwodów.
W sobotę w Kaliningradzie padał mokry śnieg, było zimno. A mimo to na plac wyszło, jak oficjalnie oceniła miejscowa milicja, 10 tys. ludzi. Organizatorzy zaś zapewniają, że manifestantów było około 12 tys.
- To z pewnością była największa demonstracja opozycyjna w Rosji od 2001 r., kiedy na Placu Puszkińskim w centrum Moskwy 15 tys. ludzi protestowało przeciw likwidacji niezależnej telewizji NTW. Potem na ulice wychodziło coraz mniej ludzi. Dziś w Moskwie czy innych wielkich miastach kraju w naszych akcjach bierze udział nie więcej niż tysiąc osób - powiedział "Gazecie" Jaszyn.
- A czemu akurat w obwodzie nad Bałtykiem jest inaczej? - zastanawia się młody polityk. - Stamtąd do waszego Gdańska dwa kroki - wszystkiego 150 km. A gdzie "Solidarnost" rosyjska może zdobyć największe poparcie i zaufanie ludzi, jeśli nie w sąsiedztwie miasta, gdzie powstała "Solidarność" polska - wyjaśnia Jaszyn.
Tysiące mieszkańców Kaliningradu pod "Potworem" zebrał 40-letni Doroszok, z zawodu elektryk, ojciec trojga dzieci. - Tu, u nas wieje wiatr od Gdańska. Panuje inny duch, niż w innych regionach Rosji - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą".
Jego zdaniem w nadbałtyckiej enklawie kryzys daje się ludziom coraz bardziej we znaki. Żyje się ciężko, coraz trudniej, choć pewnie wcale nie gorzej, niż w innych regionach Federacji. - Ale my tu wiedzę o świecie czerpiemy nie z państwowych telewizji, jak mieszkańcy prowincji rosyjskiej, ale z tego, co widzimy jeżdżąc do sąsiadów. Widzimy, że w sąsiedniej Polsce, gdzie przeprowadzono reformy, gdzie jest demokracja, jest taniej, ludzie zarabiają lepiej, działają instytucje obywatelskie. A czy my jesteśmy gorsi? Nasz obwód słusznie nazywają "najbardziej europejskim" w całej Federacji. Bo my znamy Europę i umiemy walczyć o swoje prawa - zapewnia Doroszok.
W sobotę pierwszy kanał telewizji rosyjskiej w swym głównym wieczornym wydaniu informacyjnym dużo czasu poświęcił niedźwiadkom z cyrku, którymi nie chce się zająć mama niedźwiedzica i ironicznej opowieści o Ukrainie, gdzie rzekomo zaczęli produkować olej napędowy ze słoniny. O manifestacji w Kaliningradzie telewidzowie nie usłyszeli nawet słowa.
współpraca: Natalia Borowska, Kalinigrad
Rekordowe Grammy. "Królowa" Beyonce [ZDJĘCIA] Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: