Zbudowany w ciągu czterech lat kompleks zajmuje powierzchnię 14 hektarów. Mogą się tam odbywać zawody w 28 dyscyplinach sportowych. Samo tylko lodowisko może zmieścić 15 tys. widzów.
Na uroczyste otwarcie Mińsk-Areny Łukaszenka, znany z zamiłowania do hokeja, ściągnął gwiazdy tego sportu - Kanadyjczyka Wayne'a Gretzkiego oraz Rosjan Wiaczesława Fietisowa i Wiaczesława Tretiaka.
- Nie zważając na kryzysy i problemy, tworzymy centrum sportowe, aby zachować zdrowie naszego narodu - oświadczył Łukaszenka. Białoruski dyktator od lat organizuje wielkie budowle, które mają pokazać potęgę jego rządów. Takim pomnikiem epoki Łukaszenki jest już gigantyczna Biblioteka Narodowa w Mińsku. W 2009 r. została ona uznana przez wpływowe amerykańskie pismo turystyczne "Travel Leisure" za jeden z dziesięciu najbrzydszych budynków świata.
Oprócz biblioteki w ciągu dziesięciu lat rządów Łukaszenki zbudowano także ponad 20 dużych obiektów sportowych, jak pałace lodowe, duże baseny czy skocznia. Według władz są to inwestycje w zdrowie Białorusinów. Jednak nie wszystkich taka logika przekonuje.
- Białorusi nie stać na podobne inwestycje, ludzi takie wyrzucanie pieniędzy denerwuje na tyle, że Łukaszenka z tego się musi publicznie tłumaczyć - mówi "Gazecie" Swietłana Kalinkina, redaktor niezależnej gazety "Narodnaja Wola". Według niej podobne budowy są przejawem gigantomanii, a Łukaszenka w ten sposób próbuje przekonać społeczeństwo, że
Białoruś jest mocarstwem.
- Większość tych obiektów, szczególnie na prowincji, nie jest wykorzystywana nawet w 50 proc. i jest problemem dla władz, gdyż ich utrzymanie jest bardzo drogie - uważa Kalinkina.